Home / MotoGP / Dziś kończyłby 25 lat…

Dziś kończyłby 25 lat…

Można by rzec, że w dni taki jak te nie sposób oderwać się od wspomnień… Dokładnie dziś, tragicznie zmarły w październiku Marco Simoncelli świętowałby bowiem swoje dwudzieste piąte urodziny. Mimo wszystko, wielu postanowiło je uczcić…

Włoch zadebiutował w Motocyklowych Mistrzostwach Świata w 2002 roku w klasie 125cc. Wygrał w niej zaledwie dwa wyścigi i co ciekawe, oba na hiszpańskim torze w Jerez de la Frontera. W sezonie 2006 #58 zadebiutował w „ćwierćlitrówkach”, gdzie na najwyższym stopniu podium stawał łącznie dwunastokrotnie. Przełom jego formy nastąpił jednak w 2008 roku, kiedy to na Gilerze sięgnął po tytuł mistrzowski, chociaż na starcie sezonu nikt nie dawał mu na to żadnych szans. Korony w kolejnym cyklu zmagań, po części przez pecha, nie udało się obronić, ale w klasyfikacji generalnej był on trzeci.

W 2010 roku „SuperSic” zadebiutował w klasie królewskiej, gdzie w satelickim zespole San Carlo Honda Gresini od razu dostał do dyspozycji fabryczną Hondę RC 212V. Częste wywrotki przeplatane były z niezłymi wynikami, ale ani razu nie stanął on na podium, a w klasyfikacji generalnej zajął ostatecznie ósme miejsce. Mimo wszystko szef włoskiego zespołu, Fausto Gresini wierzył w jego potencjał…

Już w trakcie zimowych testów przed sezonem 2011 Simoncelli regularnie plasował się w ścisłej czołówce. Na początku minionego cyklu zmagań, pomimo zazwyczaj świetnej jazdy w treningach wolnych i kwalifikacjach (zdobył dwukrotnie Pole Position – w Katalonii i Holandii), w wyścigu nie miał tak dobrego tempa. Głośno było o nim także z powodu konfliktów z rywalami z toru – w trakcie kilku rund doszło do swego rodzaju małych „wojen” (jak to niektórzy nazywali) z Jorge Lorenzo, Danim Pedrosą i Casey’em Stonerem!

Ciężka praca jego i ekipy oraz wiara w możliwości #58 przyniosły efekt po letniej przerwie, przy okazji sierpniowego Grand Prix Czech. To tam sięgnął on po pierwsze w karierze zawodnika MotoGP podium i przyznamy szczerze, że z tej trzeciej pozycji cieszył się on jak dziecko. Kolejny raz na „pudle” stanął w Australii, gdzie na Phillip Island po ostrej walce z Andreą Dovizioso zajął drugie miejsce.

Zaledwie tydzień po tym świetnym występie na Antypodach, w wyścigu o Grand Prix Malezji kariera i życie tego młodego i niezwykle utalentowanego zawodnika zostały przerwane w brutalny sposób. Upadając na drugim okrążeniu, został on potrącony przez dwóch rywali i po trwającej trzy kwadranse reanimacji zmarł.

Simoncelli miał już podpisany kontrakt na 2012 rok z zespołem San Carlo Honda Gresini. Trzeci sezon z rzędu miał on jeździć na fabrycznym motocyklu i tym razem walczyć już regularnie o podia. Kilka tygodni przed wypadkiem na Sepang testował on w Japonii swoją przyszłą maszynę – Hondę RC 213V, którą był wręcz zachwycony.

My „SuperSica” zapamiętamy jako niezwykłego wojownika na torze, który potrafił znaleźć miejsce do ataku tam, gdzie nikt inny nie odważyłby się na podobny manewr. Z drugiej strony w naszej pamięci Włoch utkwi jednak jako niezwykle sympatyczna osoba, fan Jimmy’ego Hendrixa i posiadacz najbardziej rozpoznawalnej na całym paddocku czupryny.

Dokładnie dziś obchodziłby on swoje dwudzieste piąte urodziny. Jego rodzina i przyjaciele świętowali je jednak w sposób, w jaki robiliby to razem z nim. Marco, gdziekolwiek jesteś, życzymy Ci szczęśliwych urodzin! Teraz możesz odnosić największe sukcesy na niebiańskich torach. Ciao!


AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

komentarze 3

  1. ciao marco ja tez sie urodziłem 20 stycznia :)

  2. szkoda,że ciebie już nie ma,ale zawsze można o tobie wspomnieć :D Sto lat

Dodaj komentarz

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
19 zapytań w 0,781 sek