Home / MotoGP / Fatalny wyścig dla Ducati Marlboro

Fatalny wyścig dla Ducati Marlboro

Fatalnie potoczył się wyścig o Red Bull Indianapolis Grand Prix dla obu zawodników zespołu Ducati Marlboro. Do konta swojej ekipy w tabeli zespołów dopisali oni zaledwie osiem punktów – najmniej w tym roku!

Od początku weekendu na obiekcie Indianapolis Motor Speedway praktycznie co sesję szybszy był Nicky Hayden, który startował przecież przed własnymi kibicami. Zarówno jednak Amerykanin jak i Valentino Rossi nie poddawali się i szukali jak najlepszych ustawień. Dla #69 był to pierwszy pełny weekend spędzany na Desmosedici GP11.1, ale radził on sobie lepiej niż jego team-partner Włoch. Ekipa „The Doctora” po porannej, piątkowej sesji popełniła bowiem spory błąd. Walczący z niezwykle śliskim asfaltem na „Cegielni” zawodnicy spodziewali się poprawy sytuacji wraz z kolejnymi sesjami, ale team #46 nie przewidział tego i użył „radykalnie innych” ustawień. Owy set-up, na bardziej nagumowanej trasie, nie zdał egzaminu i tak oto stracił on praktycznie całe FP2.

 

W sesji kwalifikacyjnej szybszy także był „Kentucky Kid”, który wywalczył ósme pole startowe po ostrej walce o jak najlepszy czas. 32’latek z Tavullii tymczasem upadł już na początku sesji, niszcząc nowy komplet miękkich opon (jakże pożądanych w ten weekend na Indy z powodu niskiej przyczepności) oraz motocykl z, podobno, lepszymi ustawieniami. Jeżdżący zatem na zapasowej maszynie Rossi wywalczył dopiero czternaste pole na starcie – drugie najgorsze w sezonie. Po starcie obaj panowie mogli jednak, przynajmniej przez chwilę, liczyć na dobry wyścig w swoim wykonaniu.

 

Fantastycznie spod świateł wyszedł Hayden, awansując na pierwszym okrążeniu ostatecznie na czwartą lokatę, podczas gdy jego team-partner na dziesiątą. Po spadku za plecy Marco Simoncelliego, Nicky długi czas walczył ze swoimi rodakami – Edwardsem i Spiesem o piąte miejsce, podczas gdy Valentino znalazł się na jedenastym – za Hectorem Barberą. I tu zaczęły się problemy… Jak się okazało, #69 jako jedyny założył miękki przód i szybko zaczął tracić sporo czasu, podczas gdy „The Doctor” miał kłopoty ze skrzynią biegów, która kilkukrotnie przy redukcji biegów wrzucała luz. Włoch spadł na ostatnie miejsce i chciał wycofać się z wyścigu, ale dzięki ostrej walce, ostatecznie na metę wpadł jako dziesiąty. Amerykanin natomiast tracił kolejne pozycje, by po spadku na dwudziestym trzecim okrążeniu na koniec stawki, zjechać do boksu po nowe opony. Dla swoich fanów jednak 30’latek z Owensboro powrócił na tor i finiszował ostatni, czternasty, dwa okrążenia za triumfatorem.

Przez tą dziesiątą lokatę, Valentino Rossi spadł w klasyfikacji generalnej na szóste miejsce, gdzie na swoim koncie ma sto dwadzieścia cztery punkty – jeden mniej niż piąty Ben Spies i sześć mniej niż czwarty Dani Pedrosa. „W ten weekend wydarzyło się wiele rzeczy, które przyczyniły się do tego trudnego wyścigu: upadek w kwalifikacjach, który spowodował nieco utraty pewności siebie i był jednym z powodów, przez który startowałem prawie z samego końca stawki. Dziś [niedziela] miałem problemy ze skrzynią biegów, przy redukcji biegów wrzucała luz sześć czy siedem razy, z czego przez dwa pierwsze pojechałem prosto i straciłem sporo czasu. Znalazłem się na ostatnim miejscu, ale postanowiłem dać z siebie maksimum by wywalczyć kilka punktów. Podczas warm-upu poprawiliśmy nieco tempo, ale wyścig był trudny. Wiemy, że musimy ciężko pracować.  Ducati, zespół i ja robimy co w naszej mocy, nie poddając się podczas czekania na ulepszenia,” potwierdził 9’krotny Mistrz Świata.

 

„To był naprawdę ciężki dzień. Zdecydowałem się założyć miękką przednią oponę, sądziłem, że to dobry pomysł na wyścig, ale niestety pracowała ona odpowiednio tylko przez siedem czy osiem okrążeń,” komentował natomiast Nicky Hayden, który w klasyfikacji generalnej nadal jest siódmy z dorobkiem stu pięciu punktów, a więc na swoim koncie ma on o dziewiętnaście „oczek” mniej niż jego team-partner. „Wtedy zacząłem stopniowo tracić przyczepność, pojawiły się wibracje nawet na prostej, więc musiałem zjechać do boksu. Ponieważ była możliwość zdobycia punktów, wróciłem na tor i faktycznie warto było jechać po te dwa „oczka”. Miałem dobry start i byłem w czołówce na pierwszych kółkach i tak naprawdę po raz pierwszy w tym roku zaliczyłem fajną walkę na suchym obiekcie. Motocykl był szybki na prostej, dzięki nowej skrzyni biegów mogłem wyjść z ostatniego zakrętu i od razu trzymać się za poprzedzającymi mnie zawodnikami. To był nasz pierwszy wyścig na GP11.1 i może nie do końca wiedzieliśmy czego mu trzeba. Przepraszam wszystkich amerykańskich fanów – zarówno moich jak i Ducati – którzy przybyli tu aby nas wspierać, ale spróbujemy w następny weekend,” powiedział Mistrz Świata sezonu 2006, który na Indianapolis Motor Speedway stał na podium w 2008 i 2009 roku.

 

Wśród zespołów team Ducati Marlboro nadal zajmuje trzecie miejsce, mając na swoim koncie dwieście dwadzieścia trzy punkty. Niezadowolony natomiast z wyniku swoich podopiecznych na „Cegielni” jest nie kto inny jak menadżer tegoż zespołu. „To był bardzo trudny wyścig i szkoda, że po tak ostrej walce, nasi zawodnicy zdobyli tylko kilka punktów. Po dobrych wynikach wywalczonych w Brnie, liczyliśmy na podobne rezultaty tutaj na Indianapolis. Nie udało się, ponieśliśmy też kilka porażek. Nicky wybrał miękki przód, na którym miał bardzo dobre tempo na początku, ale ostatecznie to nie był najlepszy wybór. Valentino tymczasem miał kłopoty ze skrzynią biegów, które nie pojawiły się ani razu podczas wszystkich sesji treningowych i kwalifikacji,” przyznał Vittoriano Guareschi.

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

Dodaj komentarz

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
67 zapytań w 0,734 sek