Home / MotoGP / Rozczarowanie w zespole Tech 3

Rozczarowanie w zespole Tech 3

Holenderskie zmagania w Assen nie były łatwe dla zespołu Monster Yamaha Tech 3, jednak mimo wszystko obaj zawodnicy tej ekipy dzielnie walczyli do samego końca.

Szybszym z zawodników satelickiego zespołu Yamahy był Colin Edwards. Amerykanin z pewnością był nieco uskrzydlony wywalczonym podium w poprzednim wyścigu na Silverstone i z pewnością po cichu liczył na jakiś lepszy rezultat w Assen, tym bardziej, że w Holandii zawsze szło mu całkiem nieźle. Niestety po bardzo dobrym starcie, Colin zaczął powoli odstawać od szybszej czołówki, ale nie oznacza to, że działo się tak przez cały wyścig. Amerykanin w pewnym momencie miał nawet dużo lepsze tempo niż poprzedzający go wówczas Valentino Rossi i Cal Crutchlow, jednak po błędzie momentalnie zaczął tracić jeszcze więcej, na dodatek dając się wyprzedzić najpierw Nicky Haydenowi, a później goniącemu czołówkę Jorge Lorenzo. Colin ostatecznie linię mety przejechał na siódmej pozycji.

 

Colin Edwards z pewnością liczył na coś więcej niż siódma pozycja, więc jego entuzjazm po wyścigu nie był zbyt dobry, ale na spokojnie wytłumaczył co tak właściwie się wydarzyło – „To nie był łatwy wyścig, więc cieszę się, że w ogóle go ukończyłem. Świetnie czułem się na motocyklu, co pozwoliło mi gonić Valentino i Cala, aż do momentu w którym zaliczyłem uślizg przodu w drugim zakręcie. Stało się tak ponieważ mocno naciskałem, a kiedy znów przyspieszyłem, ponownie miałem taką sytuację i od tego momentu było już naprawdę ciężko. Dodatkowo za każdym razem kiedy przemierzałem prawe zakręty, odczuwałem ból w obojczyku, natomiast po jakiś dziesięciu okrążeniach zmagałem się z pompowaniem przedramienia. Kiedy w pewnym momencie oba miejsca dostarczyły mi w tym samym czasie mnóstwo bólu, chciałem to już szybko zakończyć. Musiałem zacisnąć zęby i zdobyć kilka punktów.” – opisuje podopieczny zespołu Monster Yamaha Tech 3.

 

Amerykanin zwrócił także uwagę na opony i pogratulował zwycięstwa swojemu rodakowi Benowi Spiesowi„Analizując to w jaki sposób Ben wygrał wyścig na miękkiej przedniej oponie, stwierdzam, że chyba będę musiał porozmawiać z Bridgestone, bo ustawienia naszych motocykli niewiele się różniły, a mimo to traciłem do niego o wiele za dużo. Mimo wszystko chcę pogratulować Benowi, ponieważ wykonał w ten weekend fantastyczną robotę i przejechał świetny wyścig.” – zakończył Colin Edwards.

Znacznie większego pecha miał drugi zawodnik ekipy Monster Yamaha Tech 3, czyli Cal Crutchlow. Brytyjski mistrz świata w kategorii World Supersport z 2009 roku, wykonał bardzo dobry start do wyścigu, zajmując miejsce w czołówce. Cal pokazywał dobre tempo, skutecznie utrzymując za sobą Valentino Rossiego, jednak po kilku okrążeniach w jego motocyklu pojawiły się pewne problemy natury technicznej. W tej sytuacji Brytyjczyk najpierw szybko spadł za plecy Włocha dosiadającego Ducati, a następnie stale spadało jego tempo. Crutchlow postanowił zjechać do alei serwisowej, aby mechanicy zajęli się jego motocyklem, ale nie chciał rezygnować z reszty wyścigu. Zawodnik satelickiej ekipy Monster Yamaha Tech 3 wyjechał jeszcze na tor i ze stratą dwóch okrążeń do zwycięzcy wyścigu zdołał uzyskać dwa punkty do klasyfikacji generalnej, które zapewniło mu czternaste miejsce.

 

Nieco zawiedziony Cal Crutchlow był przekonany, że mógł wywalczyć w Assen bardzo dobry wynik, być może najlepszy w tym sezonie. Niestety teraz pozostało mu tylko opowiedzieć o problemie, który mu to uniemożliwił – „Patrząc na pozytywy, mogę powiedzieć, że miałem fantastyczny start i w pierwszych okrążeniach wyścigu jechałem tuż za czołówką, chyba nawet pierwszy raz odkąd jestem w MotoGP. Czułem się pewnie i mogłem utrzymać za sobą Valentino, ale po około pięciu, sześciu okrążeniach zacząłem mieć problemy z prawą stroną przedniej opony.”– tłumaczy brytyjski motocyklista.

 

Wiele osób mogłoby powiedzieć „ok, jest problem z oponą, ale zawsze można pojechać wolniej, może byłaby lepsza pozycja” i Cal też wziął to pod uwagę, jednak bardzo sensownie tłumaczy powód dla którego musiał podjąć ważną decyzję podczas wyścigu – „Nie miałem wyboru i musiałem zjechać do alei serwisowej aby wymienić oponę, ponieważ gdybym naciskał byłoby łatwo o wypadek, a to ostatnia rzecz, której mogłoby mi brakować. Dopiero tydzień temu miałem operowany lewy obojczyk, więc chciałem uniknąć kolejnego upadku, który mógłby pogorszyć moje zdrowie.”

 

Na koniec Cal Crutchlow optymistycznie opowiada co by było gdyby… – „Gdyby nie to wszystko, jestem pewien, że mógłbym ukończyć wyścig nawet na czwartym miejscu, ale teraz przynajmniej wiem, że jestem szybki i mogę ścigać się z najlepszymi w tej klasie. Nie chcieliśmy takiego końcowego wyniku, ale nie mogę już tego zmienić. Nadal sporo się uczę i teraz już koncentruję się na Mugello, a przede wszystkim wywalczeniu tam dobrego wyniku.”

AUTOR: Redakcja

Dodaj komentarz

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
35 zapytań w 0,787 sek