Home / MotoGP / Sporo roszad przed GP Niemiec

Sporo roszad przed GP Niemiec

Po ponad tygodniu spędzonym na odpoczynku, zawodnicy MotoGP powracają do zmagań, a dziewiąta z siedemnastu rund sezonu 2009 odbędzie się już w ten weekend. Moi Drodzy, czas zacząć Alice Motorrad Grand Prix Deutchland!

Na zamkniętych odcinkachPo ponad tygodniu spędzonym na odpoczynku, zawodnicy MotoGP powracają do zmagań, a dziewiąta z siedemnastu rund sezonu 2009 odbędzie się już w ten weekend. Moi Drodzy, czas zacząć Alice Motorrad Grand Prix Deutchland!

Na zamkniętych odcinkach dróg publicznych w okolicach Chemnitz (za czasów NRD Karl-Marx Stadt) ścigano się już 80 lat temu. Jednak na wybudowanie toru wyścigowego, który służyć miał treningom i wyścigom, zdecydowano się dopiero w latach 90-tych. Obiekt usytuowano nieomalże u bram miasta Hohenstein-Ernsttal. To w tym właśnie malowniczym miejscu położonym na południowym zboczu wzgórza Pfaffenberg urodził się Karol May, twórca słynnej postaci Winnetou.

A od tego się zaczęło…
Pierwszy wyścig, zorganizowany pod nazwą Badberg-Viereck na ulicznej trasie, odbył się dokładnie 26-tego maja 1927 roku, a wówczas oglądać go przyszło przeszło 140 tysięcy fanów. W kolejnym roku przydarzyło się z kolei nieco niebezpiecznych wypadków, w tym kilka śmiertelnych, więc zadecydowano — zmagań nie będzie. Dopiero w 1934 roku organizatorzy odważyli się po raz kolejny zorganizować wyścig. Motocykliści ścigali się na swych maszynach na szybkim „obiekcie” w okolicach Hohenstein-Ernsttal, jednak wówczas trasie sporo brakowało do obecnie znanego toru.

Tamtejsze zmagania cieszyły się coraz większą popularnością, więc w sezonie 1936 i 1938 zadecydowano dołączyć go do międzynarodowego kalendarza wyścigowego. Wówczas zawody odbywały się pod nazwą Große Preis von Europa, czyli po prostu Grand Prix Europy. Kierowcy mieli do przejechania czterdzieści okrążeń, co przekładało się na dystans około 350km — dla porównania, teraz przejeżdżają około 120km! Po wojnie zawodnicy znów powrócili w okolice Chemnitz, jednak jeszcze nie jako jeźdźcy Motocyklowych Mistrzostw Świata. W 1950 roku pobito istny rekord — w samą niedzielę zmagania obejrzało, bagatela, 480 tysięcy fanów! Grand Prix Niemiec do kalendarza Motocyklowych Mistrzostw Świata zawitało w 1961 roku, a zawodnicy do tegoż kraju witali dwukrotnie — najpierw walczyli o GP Zachodnich Niemiec (gdzie od 1952 walczyli na torach Hockenheim, Soltitude oraz Nürburgring), a w Sachsen o punkty „wschodnie”. Ostatni wyścig na torze w okolicach Hohenstein-Ernsttal odbył się w 1972 roku. Aż do sezonu 1990 włącznie kierowcy ścigali się jedynie o GP Zachodnich Niemiec. Później ta runda zmieniła jedynie nazwę na GP Niemiec, jednak…

Organizatorzy w Saksonii nie poddali się, i tak oto w 1995 zaczęto planować, a rok później odnowiono tor Sachsenring. Wyścigi powróciły tu w sezonie 1998 i nie zanosi się, by kierowcy znów musieli zrezygnować z walki na tym obiekcie. Choć spora część toru to całkowicie nowe sekcje, ma on też trochę tych ze starej nitki… W roku 2000 i 2001 znów przeprowadzono na niemieckim obiekcie pewne modyfikacje, przez co średnia prędkość wzrosła ze 143km/h do 159km/h, a dodatkowo stał się oczywiście bezpieczniejszy. W 2007 położono nowy asfalt, jednak pomimo tych wszystkich zmian, to jednak wciąż wyjątkowa trasa. Mniej niż 10% czasu okrążenia kierowcy jadą z całkowicie otwartą przepustnicą, a wiele długich łuków pokonuje się tutaj przy nieznacznym jej uchyleniu. Na tym torze najbardziej przydatnym biegiem jest trójka, a szóstki (poza prostą startową i zjazdem z górki) nie ma właściwie gdzie „wrzucić”. Jest to jeden z najkrótszych torów w kalendarzu, a w dodatku większość zakrętów to lewe łuki. Co ciekawe, jest jednym z niewielu, na którym kierowcy jadą w przeciwną stronę do ruchu wskazówek zegara.

Bridgestone podobnie jak w Katalonii
Podobnie jak to miało miejsce podczas weekendu na torze Montmelo, zapamiętanego z powodu brawurowego ataku Rossi’ego na Lorenzo w ostatnim zakręcie wyścigu, tak i tym razem zawodnicy będą mieli do swej dyspozycji opony asymetryczne. Będą one twardsze z lewej i bardziej miękkie z prawej strony, bowiem na niemieckim obiekcie kierowcy mają do pokonania aż dziesięć lewych i zaledwie cztery prawe zakręty. To z pewnością pomoże uniknąć wypadków, jakie miały miejsce podczas ostatniej rundy w USA. Wówczas, z powodu zbyt zimnej prawej strony opony, na deskach znaleźli się (po high-side’ach) Vermeulen, Edwards, Lorenzo oraz Stoner. Z tego też powodu Bridgestone już zapowiedziało, że poważnie rozważa opcję asymetrycznych gum na GP USA 2010.

Wymiana na linii Lorenzo-Pedrosa?
Ci dwaj zawodnicy, co wiadomo nie od dziś, delikatnie mówiąc nie lubią się. Ta wzajemna antypatia rozpoczęła się jeszcze w roku 2005, kiedy obaj ścigali się w klasie 250cc, po incydentach w GP Japonii i Niemiec. Najpierw na Sachsenringu #99 wjechał (chcąc lub nie) w swego rodaka, z kolei podczas wrześniowej rundy w Motegi #3 odpłacił się niemalże pięknym za nadobne. Wówczas Lorenzo uderzył w Alexa de Angelisa, a wraz z nimi w grupie tej jechał, nie kto inny jak… Pedrosa. Wówczas Dani, jeśli można to tak nazwać, „zeznawał” na niekorzyść swego rodaka, przez co ten został ukarany niemożliwością wzięcia udziału w następnym GP. Gdy obaj Hiszpanie znaleźli się już w MotoGP (Dani Pedrosa zaczął jeździć już w 2006, Jorge Lorenzo dopiero dwa lata później), od razu między nimi zaiskrzyło. Podczas pierwszej rundy sezonu 2008 — mającej miejsce w Katarze, obaj znaleźli się na podium, jednak nie pogratulowali sobie. Podczas Grand Prix Hiszpanii w ubiegłym roku, na „pudle” starał się pogodzić ich król Hiszpanii – Juan Carlos. Co ciekawe, i dość niespodziewane, ręce podali sobie nieco ponad tydzień temu w USA, co od razu zarejestrowały wszystkie kamery i aparaty (zdjęcie poniżej).

Ostatnio pojawiające się plotki głoszą, jakoby w przyszłym sezonie #99 i #3 mogli zamienić się miejscami. Nie jest tajemnicą, że Repsol Honda kusi „Por Fuerę” sporą ilością pieniędzy, a Masao Furusawa stwierdził niedawno, że Yamaha (której jest szefem) nie ma zamiaru licytować się ze swoim rywalem o 22’latka z Majorki. „Jesteśmy zainteresowani Jorge. Rozmawiamy z nim, ale wiemy też o ofercie Hondy. Jeżeli będzie chciał do nich dołączyć, nie będziemy podnosić kwoty, jaką możemy mu zaoferować za starty,” stwierdził dla MCN, a team-partner Hiszpana, Valentino Rossi dodaje dla tegoż samego serwisu: „Słyszałem trochę na ten temat i wiem, że Honda zawsze pozostanie Hondą. Yamaha jest jednak bardzo konkurencyjna, więc będzie to dla niego ogromna decyzja, jeśli zdecyduje się odejść.” Z kolei Pedrosa nie ma zamiaru pozostawać w obecnym zespole za wszelką cenę. Dla niego najważniejsza jest konkurencyjność motocykla na którym obecnie się ściga, a jeśli oznacza to zmianę pracodawcy — nie zawaha się. „Na koniec zdecydujesz się być tam, gdzie masz najlepszą opcję. Jeśli oznacza to, że miałbym odejść od Hondy, zrobiłbym to. Dokonałbym tego, czego każdy inny zawodnik, przejdę tam, gdzie uważam, że mam największą szansę na sukces,” dodał z kolei Dani. Co z tego wyjdzie? Obecnie trudno powiedzieć, ale nie od dziś wiadomo, że letni czas pobudza do tworzenia wielu plotek na temat przyszłorocznych składów.

Zastanawiać może też fakt, jak ta dwójka poradzi sobie podczas nadchodzącego weekendu. Nie jest tajemnicą, że 23’latek z Sabadell od kilku lat bardzo dobrze radzi sobie na torze Sachsenring, a w zeszłym roku już po dwóch okrążeniach miał przewagę ponad pięciu sekund nad rywalami. Z całą pewnością bez problemu wygrałby, gdyby nie upadek na szóstym okrążeniu, podczas którego zwichnął lewą rękę, uszkodził ścięgno mięśnia prostującego, zranił dwa palce lewej dłoni (środkowy i serdeczny) oraz zwichnął kostkę. Od tego czasu zaczęła się seria kontuzji #3, ale po wygraniu ostatniego wyścigu w Laguna Seca, na nie do końca dopracowanej RC 212V, jego szanse na niedzielny triumf znacznie wzrosły. „Zaliczyłem kilka dobrych wyścigów na tym torze, a teraz jesteśmy w najlepszej formie od dłuższego czasu. Ostatnie zwycięstwo było bardzo ważne dla mnie i dla zespołu, bowiem udowodniliśmy, że wciąż się poprawiamy i mamy tempo, by zwyciężać,” stwierdził Pedrosa.

Do mety zeszłorocznego GP Niemiec nie dojechał także Lorenzo, który upadł już na trzecim okrążeniu w zakręcie Omega. To sprawia, że obaj ci zawodnicy będą chcieli się pokazać z jak najlepszej strony w ten weekend, a prowadzić to może do całkiem ciekawej walki. O ile „Por Fuera” ma w tym roku realne szanse na zdobycie tytułu mistrzowskiego (traci zaledwie dziewięć punktów do lidera klasyfikacji generalnej), o tyle Dani w „generalce” ma na swym koncie aż o 59 oczek mniej niż pierwszy Rossi. Na niekorzyść #99 przemawia jednak pewien fakt — podczas wypadku w kwalifikacjach na torze Laguna Seca zaliczył potężnego high-side’a, co zakończyło się kontuzją obojczyka i złamaniem kości w prawej stopie. „Czuję się o wiele lepiej po tygodniu odpoczynku, ale wciąż nie jestem w stu procentach sprawny. Nadal gdy chodzę odczuwam ból w stopie, również ramię nieco mnie boli, więc pierwsze co zrobię po przyjeździe na Sachsenring, to pójdę do Clinica Mobile. Moim celem jest jednak, jak zwykle, finiszowanie na podium i wywalczenie jak największej ilości punktów,” powiedział dwukrotny Mistrz Świata 250-tek, który w Niemczech startować będzie po wcześniejszych zastrzykach przeciwbólowych, ale po tym co pokazał nieco ponad tydzień temu, można się spodziewać, że i tym razem nie da za wygraną.

Zaliczyłem tu sporo niezłych wyścigów…
Choć otwarcie przyznaje, że tor Sachsenring nie należy do jego ulubionych, z jego udziałem miało tu miejsce sporo ciekawych wyścigów. Najlepsze zmagania na tymże obiekcie Valentino Rossi zaliczył w 2006 roku, kiedy startując z jedenastego pola, dodatkowo z niedoleczoną kontuzją nadgarstka, pokonał wszystkich rywali. Do ostatnich metrów walczył z Melandrim, Haydenem i Pedrosą o dwadzieścia pięć punktów, a wówczas czwórka ta zmieściła się zaledwie w 0.307sek! „Trasa ta nie należy do jednej z moich ulubionych, ale zaliczyłem tu sporo dobrych wyścigów, a dodatkowo tor ten odpowiada Yamasze. Potrzebujemy kolejnego dobrego wyniku, bowiem nasi rywale nie śpią, a my po prostu nie możemy popełnić żadnego błędu,” stwierdził „The Doctor”, który podczas trzynastu wizyt w Niemczech, dziewięciokrotnie plasował się na podium, w tym pięć razy na najwyższym jego stopniu. „Rok temu mocno tu padało, ale udało nam się wywalczyć drugie miejsce. Liczę, że tym razem pójdzie nam lepiej.” Póki co 30’latek z Urbino pozostaje liderem klasyfikacji generalnej z przewagą dziewięciu punktów nad drugim Lorenzo, jego team-partnerem z ekipy Fiat Yamaha. W tym sezonie #46 tylko raz nie stanął na podium, a miało to miejsce we Francji, gdy po raz pierwszy w karierze dojechał na ostatnim miejscu. Co ciekawe, jeśli w ten weekend Włoch zakończy wyścig na podium, zrówna się rekordem z Giacomo Agostinim, który w całej karierze w Motocyklowych Mistrzostwach Świata w czołowej trójce finiszował 159 razy. Zatem Valentino ma kolejny cel do osiągnięcia!

Koniec problemów Stonera? A Hayden?
Australijczyka wciąż trapią tajemnicze problemy zdrowotne, a lekarze podejrzewają wirus Epsteina-Barra. Podobno jego „zalążek” nosi w sobie każdy z nas, jednak „aktywuje się” dopiero wówczas, gdy odpoczywamy zbyt mało. Jeśli dodamy do tego ciągłe podróże po całym świecie na poszczególne rundy Grand Prix, ściganie się i nieustanną pracę przez lata — „efekt” murowany. Po weekendzie na torze Laguna Seca #27 pozostał w Stanach Zjednoczonych na dodatkowe badania, by zdiagnozować, co tak naprawdę mu dolega. Problemy pojawiły się już w Katalonii, i gdy wydawało się, że w Assen wszystko będzie dobrze, sytuacja znów się powtórzyła. Nikt nie spodziewał się zatem, że po zaledwie tygodniu przerwy, stan Casey’a Stonera poprawi się — i nie mylili się. Oby jednak w Niemczech wszystko było w porządku, a 23’latek z Kurri-Kurri był w stanie walczyć o równie dobry wynik co rok temu, kiedy to wywalczył Pole Position, najszybciej przejechał jedno okrążenie w wyścigu i odniósł zwycięstwo.

Na dobry wynik liczy także drugi kierowca zespołu Ducati Marlboro. Po piątym miejscu wywalczonym w USA, Nicky Hayden ma nadzieję, że to będzie punkt zwrotny w jego jeździe na bolońskiej maszynie. Dotychczas najlepszym finiszem Amerykanina było ósme miejsce podczas Dutch TT, jednak przed własną publicznością wywalczył aż jedenaście punktów. Dzięki temu awansował na dwunaste miejsce w tabeli generalnej, jednak miejmy nadzieję, że to piąte miejsce nie było jednorazowym „wyskokiem”, i że teraz „Kentucky Kid” będzie spisywał się równie dobrze.

Decyzja już na koniec lipca?
Wiele wskazuje na to, że już na koniec obecnego miesiąca możemy poznać przyszłoroczny skład ekipy San Carlo Honda Gresini. Już w Holandii jednoroczny kontrakt z zespołem tym podpisał, obecny zawodnik klasy 250cc i obrońca tytułu mistrzowskiego tejże kategorii – Marco Simoncelli. Szef tegoż zespołu przyznał niedawno przy okazji rundy w Stanach Zjednoczonych, iż o drugie miejsce w jego barwach w sezonie 2010 rywalizują Alex de Angelis oraz Toni Elias. Dodał także, iż na jego krótkiej liście znajduje się Marco Melandri. Na torze Laguna Seca Hiszpan wywalczył swój najlepszy wynik w tym roku — szóste miejsce, ale i tak zajmuje odległą, trzynastą pozycję w klasyfikacji generalnej. Jedno „oczko” niżej w „generalce” plasuje się z kolei Reprezentant Republiki San Marino, który ostatnie Grand Prix zakończył jako jedenasty. Warto jednak zaznaczyć, że rok temu w Niemczech #15 był czwarty, a podium przegrał o zaledwie 0.122sek. Warto przypomnieć, że w latach 2005-2007 Melandri jeździł w zespole Gresini’ego, zdobywając wówczas siedemnaście wizyt na podium, w tym pięciokrotnie stawał na jego najwyższym stopniu. Dodatkowo, obecny zawodnik zespołu Hayate Racing (który po tym sezonie zniknie ze stawki) w roku 2005 został v-ce Mistrzem Świata klasy MotoGP. Opcja przejścia do ekipy San Carlo wydaje się logicznym posunięciem nie tylko dla #33, ale także dla Fausto, który przyznaje, iż nie jest zadowolony z wyników uzyskiwanych przez Alexa i Toni’ego.

Powtórka wyniku mało prawdopodobna
Podczas ostatniego wyścigu w USA zawodnicy zespołu Rizla Suzuki wyraźnie się nie popisali. Jednak zarówno w Mugello, Montmelo oraz Assen jeden z kierowców „Błękitnych” finiszował na piątym miejscu. Dwukrotnie był to #65, który to w USA z powodu awarii motocykla nie dojechał. Liczy jednak, iż w ten weekend pójdzie lepiej. Przypomnijmy, że rok temu Włoch do mety na torze Sachsenring dojechał jako siódmy. Z kolei Chris Vermeulen liczy na powtórzenie zeszłorocznego wyniku. „W ubiegłym sezonie na Sachsenringu byłem trzeci i pomimo tego, że wówczas padało, mam nadzieję, że tym razem spiszę się podobnie, niezależnie jakie będą warunki,” stwierdził Australijczyk. Wszystko wskazuje na to, że przez cały weekend w Niemczech świecić będzie słońce, więc zobaczymy, na co będzie stać zawodników jeżdżących na GSV-R.

Czas dojechać… do mety
Po ostatnich dwóch wyścigach zakończonych przedwcześnie, Andrea Dovizioso chce zrewanżować się za te złe wyniki. Choć niemiecki obiekt nie należy do jego ulubionych, chce pokazać pełnię swego potencjału. „Wyścigi w Assen i na Laguna Seca były rozczarowujące, jednak szczególnie w USA nasze tempo było zbliżone do liderów. Oznaczało to, że mogłem walczyć w czołówce. Niestety popełniłem błąd, jednak na błędach trzeba się uczyć,” stwierdził #4, który zeszłoroczne zmagania na torze Sachsenring ukończył na piątym miejscu. Po tych dwóch uślizgach przedniego koła na samym początku dwóch ostatnich wyścigów, „Dovi” spadł na szóstą lokatę w tabeli generalnej.

Team Gibernau wylatuje! Natychmiast!
Po ośmiu tegorocznych rundach, nowopowstała ekipa postanowiła wycofać się ze skutkiem natychmiastowym z MotoGP. Mowa oczywiście o zespole Grupo Francisco Hernando, której barwy reprezentował, powracający po dwóch latach emerytury, Sete Gibernau. Powody takiej decyzji nikogo nie zdziwią — globalny kryzys finansowy. O ile nas to nie dziwi, o tyle w ogromnym szoku był sam #59. „Jestem bardzo zaskoczony tą decyzją. Wszyscy w zespole bardzo ciężko pracowali, byśmy mogli pojawić się na torze. Szkoda, że musimy wycofać się akurat teraz, w momencie, kiedy pomału udawało nam się zdobywać takie wyniki, jakich oczekiwaliśmy. ” To prawda, bowiem niewiele wskazywało na tą decyzję, chociaż kryzys wyraźnie odbił się na firmach budowlanych w Hiszpanii. Po tegorocznych wynikach Sete, widać było wyraźnie, że nie tego wszyscy oczekiwali od hiszpańskiego weterana. Szczególnie biorąc pod uwagę rezultaty zeszłorocznych testów, jakie 36’latek zaliczył zarówno na Desmosedici w specyfikacji GP8 jak i GP9.

„Chciałbym podziękować całej ekipie, moim osobistym sponsorom, fanom i mediom, którzy wciąż mnie wspierali. Dzięki Wam byłem w stanie wrócić do MotoGP po dwóch latach przerwy.” Pomimo całego tego zamieszania i faktu, że #59 nie pojawi się oczywiście w ten weekend na torze Sachsenring, nie poddaje się on i wierzy, że jeszcze zobaczymy go w tym sezonie w akcji. Na początku sezonu ekipa prowadzona przez braci Pablo i Gelete Nieto występowała w malowaniu flagi Gwinei Równikowej, gdzie firma GFH budowała wakacyjny kurort. Po kilku wyścigach jednak maszyna Gibernau znów powróciła do normalnego malowania, a zespół nie podał oficjalnego wyjaśnienia tej sytuacji. Jak jednak donosi hiszpańska gazeta El Pais, oczekiwane wsparcie od brutalnego dyktatora tegoż kraju nigdy nie nadeszło, a przedstawiciel rządu Gwinei Równikowej zaprzeczył, jakoby GFH otrzymało jakiekolwiek pozwolenie na prowadzenie inwestycji.

Nie masz co robić? Jedź na Sachsenring!
Jeśli nie masz co robić w weekend, odpowiedź jest prosta — pakuj rzeczy i jedź na GP Niemiec. Tor Sachsenring, przykładowo od Szczecina, dzieli około 450km, a droga niemieckimi autostradami płynie naprawdę szybko. Cena campingu od osoby (powyżej czternastu lat) wynosi około 40-50 euro, a najtańsza wejściówka na cały weekend na trybuny naturalne — 65€. Jeżeli znajdzie się dobre miejsce na torze, widać naprawdę sporo (z doświadczenia polecam miejscówkę przy trybunie T9 (Castrola), lub przy trybunie T3 (Ducati), skąd mamy ciekawy widok nie tylko na tor, ale widać także telebim). Atmosfera może nie jest taka jak chociażby w Brnie, ale to na pewno runda, którą każdy z Was choć raz powinien przeżyć na własnej skórze. Niemcy przygotowali także sporo atrakcji — w czwartek o godzinie piętnastej kilku zawodników Motocyklowych Mistrzostw Świata ścigać się będzie na gokartach (hala za trybuną T10), a w piątek w godzinach od 9:30 — 11:00 fani będą mieli okazję z bliska przyjrzeć się boksom, a także pracy mechaników. Z pewnością nie zabraknie też zawodników, którzy z chęcią rozdają autografy i robią zdjęcia z kibicami. Wstęp na wyścig gokartów jest darmowy, z kolei na imprezę „pit-lane” wynosi piętnaście euro.

Co na to wszystko bwin.com?
Warto też na koniec dodać to, jak rozkładają się, na chwilę obecną, szanse poszczególnych zawodników na niedzielne zwycięstwo według bwin.com. Serwis ten, poświęcony różnego rodzaju zakładom, płaci 1:2,2 za zwycięstwo Valentino Rossi’ego, natomiast 1:3,6 za to, że zatriumfuje Jorge Lorenzo. Najmniejsze szanse z czołówki, wg. tegoż serwisu na to, by stanąć na najwyższym stopniu podium mają Casey Stoner oraz Dani Pedrosa. Kurs za zwycięstwo Australijczyka lub Hiszpana wynosi 1:4,8.

Grand Prix Niemiec w TV
Dla tych, którzy nie wybierają się, by na żywo oglądać poczynania zawodników na torze, i tak nie przegapią ani sekundy nadchodzących zmagań. Podobnie jak to miało miejsce podczas ostatnich rund Grand Prix, tak i w ten weekend Fani nie będą mogli narzekać na brak relacji w TV z MotoGP. Stacja SportKlub pokaże na żywo wszystkie piątkowe i sobotnie treningi wolne, sobotnie kwalifikacje, niedzielne sesje warm-up jak i same wyścigi — oczywiście wszystkich trzech klas.

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

Dodaj komentarz

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
17 zapytań w 0,740 sek