Home / MotoGP / Stary, dobry Colin powraca na podium…

Stary, dobry Colin powraca na podium…

Z pewnością takiego obrotu sprawy podczas weekendu o AirAsia British Grand Prix szef zespołu Monster Yamaha Tech3 się nie spodziewał. Bo z jednej strony kontuzja, a z drugiej niespodziewany finisz na podium…

Sześć dni po tym, gdy na torze Montmelo Colin Edwards złamał prawy obojczyk, pozytywnie przeszedł medyczne testy na torze Silverstone. Dzięki temu zaledwie tydzień po zabiegu, podczas którego złamaną w czterech miejscach kość połączono mu tytanowym prętem i trzynastoma śrubami, Amerykanin powrócił na swoją Yamahę M1. I chociaż pierwsze treningi wolne nie poszły mu najlepiej, o tyle w kwalifikacjach wywalczył rewelacyjne wręcz, ósme pole startowe. Wielu jednak nie dawało  mu większych szans na jakąkolwiek walkę poza rywalizacją w końcówce czołowej dziesiątki.

 

Ze startu #5 wyszedł naprawdę nieźle, gdyż wkrótce po zgaśnięciu czerwonych świateł awansował on na siódmą pozycję. Już na trzecim kółku skorzystał on z błędu Nicky’ego Haydena i wskoczył na szóste miejsce, a po problemach Bena Spiesa na piątej cyrkulacji „Texas Tornado” był już piąty. Gdy mniej więcej w połowie wyścigu upadli najpierw Jorge Lorenzo a potem Marco Simoncelli, 37’latek z Houston awansował na trzecią lokatę! Na tej pozycji też ostatecznie zawodnik teamu Monster Yamaha Tech3 dojechał do mety, zdobywając pierwsze podium od czasu… rundy o Grand Prix Wielkiej Brytanii dwa lata temu. Wówczas na Donington Park również był on trzeci.

 

„To był niesamowity wyścig, a finiszowanie na podium to coś rewelacyjnego. Byłem szczęśliwy, że zakwalifikowałem się na ósmym miejscu, ale nigdy, nawet w najlepszych snach nie wyobrażałem sobie, że będę trzeci zaledwie tydzień po złamaniu obojczyka! Muszę w tym miejscu podziękować doktorowi Xavierowi Mirowi, bo wykonał fantastyczną pracę. Oczywiście wielkie podziękowania kieruję też w stronę mojego zespołu, bowiem dał mi on dziś fantastyczną maszynę. Obojczyk nie dostarczał mi problemów, ale kłopot wciąż sprawiają mięśnie wokół żeber, bo to one są ponaciągane i sprawiają najwięcej bólu,” tłumaczył Edwards raz jeszcze w czym na chwilę obecną leży problem.

 

Jak zapewne pamiętacie, na torze Jerez de la Frontera także jechał on po trzecie miejsce, ale na początku ostatniego okrążenia posłuszeństwa odmówiła jego Yamaha i z podium wyszły nici. „Deszcz z pewnością mi pomógł, bowiem w takich warunkach fizycznie jazda jest łatwiejsza. Ja tymczasem zacisnąłem zęby i starałem się jechać równo, a także nie popełniać błędów. Warunki były bardzo złe, więc trzeba było uważać. Przed wyścigiem mówiłem sobie, że będę zadowolony gdy dojadę do mety, potem udam się do domu by przygotować się do Assen. Wtedy jednak widziałem, że upadło paru zawodników, a po tym na mojej tablicy pojawiła się tabliczka „P3”. Nie mogłem w to uwierzyć!” cieszył się Amerykanin.

Dzięki tej trzeciej lokacie Colin przesunął się w klasyfikacji generalnej z trzynastej na ósmą pozycję. Na chwilę obecną ma on na swoim koncie trzydzieści siedem punktów i jest drugim najlepszym zawodnikiem Yamahy. „W tamtym momencie do mety nadal było osiem czy dziewięć kółek, a ja już nie czułem moich rąk i nóg, bo było strasznie mokro i zimno,” kontynuował #5, po czym nawiązał do kontuzji swojego team-partnera Crutchlowa. „To był trudny weekend dla zespołu, ale to też dobre jego zakończenie po tym, co spotkało Cala. Nikt nie chce być kontuzjowany, ale zaliczenie urazu przed swoimi kibicami to coś ciężkiego do zaakceptowania. Życzę mu jak najszybszego powrotu do zdrowia i mam nadzieję, że zobaczymy się na Assen,” dodał na koniec jeden z trzech „Jankesów” w MotoGP.

 

Bardzo z tego trzeciego miejsca Edwardsa cieszył się także i szef jego zespołu Monster Yamaha Tech3. Colin był niesamowity i wszyscy dobrze wiemy, że przed weekendem nikt nie postawiłby na niego złamanego grosza, że wskoczy na podium tydzień po złamaniu obojczyka. Jest on jednak naszym bohaterem, a ten dzień cały team zapamięta na długo. To był zły dzień, gdy wczoraj Cal się przewrócił i musiał z tego powodu opuścić domowy wyścig, ale Colin pomógł nam odzyskać uśmiech na twarzach,” mówił Herve Poncharal. „W pewien sposób został on obrabowany z podium kilka tygodni temu na Jerez w podobnych warunkach, a ja darzę go ogromnym respektem, bo najłatwiej byłoby, gdyby po zaliczeniu kontuzji w Katalonii po prostu udał się do domu.”

 

My pragniemy nadmienić, że o mały włos, a by do tego doszło, bo „Texas Tornado” miał już wykupiony bilet powrotny do domu. Na koniec jednak Francuz, szef jedynej satelickiej ekipy Yamahy w MotoGP wypowiedział się też na temat #35. „Nie możemy być jednak w pełni szczęśliwi, gdy pomyślimy o tym, co spotkało Cala. Naprawdę strasznie nam przykro, że nie mógł wystartować przed swoimi kibicami, ale jest on typem fightera i zobaczymy go silniejszego niż wcześniej już wkrótce. Dobrze wiem, jak bardzo chciał się tu ścigać, ale też dobrze widział, jak sprawy potoczyły się w przypadku Colina, jak szybko wyleczył swoją kontuzję. Być może będzie on dla Cala swego rodzaju inspiracją,” zakończył Poncharal.

 

Na chwilę obecną, jak już wspomnieliśmy Edwards, który uratował dziś honor Yamahy, jest ósmy w tabeli. Z powodu swojej nieobecności w dzisiejszym wyścigu na Silverstone, Crutchlow z trzydziestoma punktami spadł na trzynaste miejsce. Zespół Monster Yamaha Tech3 wśród ekip wciąż zajmuje piątą lokatę mając sześćdziesiąt siedem „oczek”.

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

Dodaj komentarz

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
17 zapytań w 0,732 sek