OPINIA: Aprilia potwierdziła dobrze przepracowaną zimę
Pierwszy weekend MotoGP w roku – w Tajlandii – tak naprawdę przyniósł więcej pytań niż odpowiedzi. Otwarcie sezonu zwykle jeszcze nie zdradza jaką formę będą miały poszczególne zespoły czy zawodnicy (pamiętacie np. podium Pola Espargaro na fabrycznej Hondzie w Katarze w 2022 roku, gdzie potem tylko raz znalazł się w TOP10?). Drugi wyścig w Brazylii miał potwierdzić to co działo się na Chang. Czy faktycznie tak było?
Aprilia – jak się potocznie mówi – znowu „rozwaliła system”. Czy to głównie zasługa słynnego formułowego F-duct pewnie prędko się nie dowiemy, ale pewne jest jedno: włoska stajnia pod władaniem Massimo Rivoli robi ostatnio genialną robotę. Kto by pomyślał, że Marco Bezzecchi może dołączyć do Valentino Rossiego, Marca Marqueza, Jorge Lorenzo i Francesco Bagnai wygrywając cztery wyścigi z rzędu? Nie przeszkodziły mu takie „drobnostki” jak przerwa międzysezonowa, upadek na otwarcie sezonu w Tajlandii w Sprincie, fatalny zakończony na P20 piątek w Brazylii czy rozpadający się asfalt toru w Goianiii.
Bezzecchi nagle stał się zawodnikiem kompletnym. Symptomy tego dało się widzieć już w połowie sezonu 2025, kiedy jeśli tylko dojeżdżał do mety, niemal zawsze był na podium. Nagle zespół z Noale niespodziewanie miał zawodnika, który jest mocny na każdym torze. Nie ma innej drogi do mistrzostwa niż walka o podium w każdej kolejnej rundzie. „Bez” jednocześnie liznął już walki o tytuł – w swoim supermocnym sezonie 2023 w VR46 Ducati długo przecież opierał się Francesco Bagnai i Jorge Martinowi, wygrywając w sumie trzy wyścigi i wliczając Sprinty, stawał na podium jeszcze 10 razy. Nie można więc mówić o „żółtodziobie”, a o naprawdę doświadczonym jeźdźcu.
I gdyby chodziło wyłącznie o Bezzecchiego, można by pomyśleć, że to sam Włoch wskoczył nagle na niesamowity poziom, tak jak w KTM robi to Pedro Acosta, czy w Yamasze Fabio Quartararo. Ale Aprilia w Goianni wywalczyła dublet, bo jako drugi dojechał Jorge Martin. Dla Hiszpana to również pełnia szczęścia, bo poprzedni rok miał fatalny jeśli chodzi o kontuzje i nieudane powroty na tor zakończone… kolejnymi kontuzjami. Teraz od razu został wiceliderem mistrzostw i co najważniejsze, wydaje się że jeśli uda mu się unikać kolejnych urazów, to jest szansa by powalczyć o odzyskanie mistrzostwa. W końcu w sobotnim Sprincie udanie powalczył z Bezzecchim, a w niedzielnym grand prix widzieliśmy, jak bezlitośnie potrafi wykorzystywać drobne błędy innych, mijając za jednym zamachem Fabio Di Giannantonio i Marca Marqueza. To może być powrót Martina do topowej formy, i to na topowym motocyklu.
Teraz czeka nas GP Ameryk, a więc wszystkie oczy będą zwrócone na Marca Marqueza. Hiszpan niegdyś śrubował rekordy zwycięstw na torze CotA, ale trzeba uczciwie przyznać, że ostatnie statystyki nie przemawiają za nim. Poprzednio wygrał… w 2021 roku, kiedy ledwie pozbierał się po niemal przekreślającej jego karierę kontuzji ramienia. Dwóch ostatnich rund nie ukończył. Jedynie wyniki w Sprintach (zwycięstwo i P2) pokazywały, że dalej jest mocny w USA.
Jak zatem można już mówić o tym, że Aprilia rzeczywiście przygotowała na ten sezon coś ekstra w swoim motocyklu (co powtarzają także inni topowi zawodnicy) tak każda kolejna runda będzie dawała odpowiedź: czy rywale również znajdą coś, co pozwoli im na nawiązanie bliższej rywalizacji? Szczęśliwie, na kolejną odsłonę zmagań MotoGP nie przyjdzie nam czekać długo, bowiem GP Ameryk zostanie rozegrane już w najbliższy weekend.



