Bezzecchi nie wie, z czego wynikał słaby start

Marco Bezzecchi w fenomenalnym stylu sięgnął po zwycięstwo w sprincie o GP Indonezji, odbierając palmę pierwszeństwa Ferminowi Aldeguerowi na ostatnim okrążeniu! Włoch przeprowadził wspaniałą pogoń za wygraną, odrabiając straty po fatalnym starcie. Nie byłoby to jednak konieczne, gdyby nie fatalny początek wyścigu. Marco zaliczył bardzo słaby start, przez który stracił wiele pozycji. Co ciekawe, obóz Aprilii nadal nie wie, z czego wynikał tak słaby początek.

Fabryczny kierowca Aprilii w udzielonym wywiadzie przyznał, że nie mają jeszcze odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak słabo wystartował. Wraz z zespołem przeprowadzi badania, aby uniknąć podobnej wpadki w niedzielnej rywalizacji: „Nie wiem – nie mamy jeszcze odpowiedzi. Musimy zbadać, czy to mój błąd, czy motocykla Aprilii. Prawda jest taka, że na pierwszych 10-20. metrach miałem bardzo słaby start i kosztowało mnie to wiele pozycji”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Bezzecchi „frunął” po torze, wyprzedzając kolejnych rywali. Najwięcej kłopotów sprawił mu Luca Marini z Hondy HRC. Po udanym manewrze wyprzedzania „Bez” uwierzył w podium. Niemal do samego końca nie robił sobie jednak nadziei na wygraną: „Walka z Marinim kosztowała mnie wiele czasu, ale kiedy wyprzedziłem Lucę, myślałem już o podium. Kiedy udało mi się naprawdę zmniejszyć stratę, a motocykl przy tym spisywał się bardzo dobrze, pomyślałem sobie „Ok, drugie miejsce jest możliwe”. Na początku nawet nie myślałem o tym, że dogonię Fermina, gdyż był zbyt daleko. Ale moja prędkość była na tyle dobra, że szybko nadrobiłem do niego straty i na krótko przed metą postanowiłem spróbować go wyprzedzić”.

Marco wspomniał emocjonujący pojedynek z Ferminem na finiszu sprintu: „Fermin był naprawdę dobry. Wiedziałem jednak, że jestem bardzo szybki w drugim sektorze. W ósmym zakręcie miałem jednak wątpliwości co do ataku, byłem zbyt daleko. Przed „dziewiątką” strumień powietrza zbliżył mnie jednak do niego i udało mi się go wyprzedzić. Byłem pewien, że Fermin skontruje mnie w „dziesiątce”, ale kiedy go nie usłyszałem, skręciłem i wpadłem w poślizg. Udało się go jednak opanować i ostatecznie wygrałem. Jestem bardzo szczęśliwy”.

Marco Bezzecchi w wielkim stylu powrócił do gry po nieszczęśliwym wypadku w GP Japonii, gdzie odpadł z rywalizacji wraz z Jorge Martinem. Hiszpan będzie pauzował przynajmniej do GP Malezji, natomiast „Bez” narzekał na ból pleców i nogi. Kwalifikacje i sprint pokazały jednak, w jak fantastycznej formie obecnie się znajduje. I bez wątpienia jest faworytem numer jeden do jutrzejszej wygranej!

Kliknij, aby pominąć reklamę

Źródło: gpone.com

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button