Czy Lorenzo „ujarzmi” Vinalesa?
Maverick Vinales przystąpi niebawem do dwunastego sezonu w MotoGP. Wraz z nowym rokiem rozpoczął współpracę z Jorge Lorenzo, trzykrotnym czempionem tej serii. „Por Fuera” chce pomóc „Top Gunowi” we wzbudzeniu w nim instynktu „zabójcy”, z którego słynął przed wyścigami Grand Prix. Czy uda mu się jednak dokonać tej sztuki?
Choć Vinales wchodził do klasy królewskiej jako potencjalny Mistrz Świata, nigdy nie udało mu się podnieść najwyższej korony. Hiszpan ma za sobą starty w Yamasze, Suzuki i Aprilii. W każdej stajni zdołał odnieść zwycięstwo. Były to jednak pojedyncze epizody, które nie umożliwiły mu wywalczenia tytułu mistrzowskiego.
W sezonie 2026 Maverick przystąpi do drugiego roku współpracy z Tech3 KTM. Austriacki obóz pokłada duże nadzieje w talencie i doświadczeniu 30-latka. Nie jest tajemnicą, że „Top Gun” może awansować do głównego zespołu Austriaków w przyszłym roku. Sam Vinales czyni starania, aby wrócić do czołówki. W tym celu m.in. nawiązał współpracę z Jorge Lorenzo. Były trzykrotny Mistrz Świata MotoGP pełni funkcję jego osobistego trenera mentalnego.
„Por Fuera” udzielił wywiadu, w którym wyraził ogromną satysfakcję z nowej roli: „Bardzo mi się to podoba, bardziej niż się spodziewałem. Wiedziałem, że lubię przekazywać znajomym swoją wiedzę z różnych dziedzin. Ale nie spodziewałem się, że tak bardzo będę czerpać przyjemność z nauczania tego, co lubię najbardziej – czyli tego, co jest moją pracą od trzydziestu lat, a więc świata motocykli. Zrozumiałem, że bardzo to kocham. Dlatego też praca z Maverickiem przez 7-8 godzin nie jest ciężka, lecz stanowi wielką przyjemność!”.
Po zakończeniu kariery wyścigowej Lorenzo ścigał się samochodami oraz testował motocykle. Ponadto dużo podróżował i wiódł spokojne życie. Otworzył również kanał na profilach społecznościowych, gdzie podejmował tematy związane z MotoGP.. Jak sam przyznał, czegoś mu jednak brakowało. Dlatego też postanowił podjąć nowe wyzwanie, jakim jest rola osobistego doradcy: „Nie mogę powiedzieć, że nie lubiłem tego wcześniej. Szczerze mówiąc, kiedy przeszedłem na emeryturę, bardzo lubiłem podróżować, cieszyć się słońcem, wolnym czasem. Wstawałem późno i prowadziłem spokojne życie. Ale myślę, że w życiu bardzo ważne jest podejmowanie wyzwań, zarówno w kwestii inwestowania i prowadzenia samochodów. Zrobiłem również podcast na portalu społecznościowym. Ale to nie to samo”.
Choć „Por Fuera” już nie ściga się na torze wyścigowym, to obecnie odczuwa te same emocje, kiedy był czynnym zawodnikiem. Jak sam przyznał, właśnie tego potrzebuje: „Bardzo lubię być w padoku i jeśli mogę przeżyć ten okres, pomagając Maverickowi, to fantastycznie. Nie muszę szukać sponsorów jako menadżer zespołu, nie ryzykuję życia na torze. Jestem bardzo zdenerwowany, kiedy widzę jazdę Mavericka, ale sam już nie ryzykuję. Myślę więc, że to idealna praca”.
Były as Yamahy wypowiedział się m.in. o nastawieniu psychicznym jego podopiecznego: „Teraz jego motywacja jest bardzo wysoka. Nie wiem, czy jest wyższa, niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ nie byłem z nim przez te wszystkie lata”.
Vinales, jeszcze w czasach nastoletnich, był uważany za „zabójcę na torze”. Hiszpan chciał wygrywać wszystkie wyścigi i nienawidził przegrywać. Jorge chce ujarzmić charakter Mavericka, ponownie wzbudzając w innym „instynkt killera”: „Słyszałem o Mavericku, że kiedy miał osiem lat, a ja piętnaście, to od zawsze słynął z bycia niesamowitym kierowcą o ogromnym talencie. Wszyscy mówią, że jako dziecko był „zabójcą” i nienawidził przegrywać”.
Jorge zdaje sobie sprawę z faktu, że 30-latek mógł stracić motywację przez te wszystkie lata, kiedy sukcesy nie przychodziły. Nie pomogło z pewnością założenie rodziny. Współpraca obu Hiszpanów jest więc ostatnim podrywem „Top Guna” do nawiązania walki z czołówką: „Myślę, że w ciągu ostatnich 5-6 lat stracił tę motywację i głód zwycięstwa. A teraz, po urodzeniu mu się córek i spędzeniu kilku lat z nimi i żoną, zrozumiał że być może najbliższe 2-3 lata są dla niego ostatnią szansą na osiągnięcie sukcesu. Dlatego też Maverick chce dać z siebie sto procent i pojednać się z samym sobą oraz zobaczyć, co się stanie”.
Czy Jorge Lorenzo „ujarzmi byka” i poprowadzi Mavericka Vinalesa do sukcesu? Tego nie wiemy, jednak życzymy im powodzenia! Jedno jest pewne – z końcem tego sezonu „Top Gunowi” kończy się kontrakt z Tech3 KTM. Hiszpan może awansować do „fabryki”, jednak musi zaprezentować optymalne osiągi. Na posadę w fabrycznym teamie austriackiego producenta czyha bowiem m.in. Alex Marquez.
Źródło: speedweek.com



