„Dobrze jest wrócić”. Binder znów tam, gdzie rewelacyjnie zaczynał
Po pięciu sezonach przerwy Brad Binder ponownie stanie na starcie Grand Prix Czech na torze w Brnie — miejscu, gdzie w 2020 roku odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w MotoGP, a jednocześnie pierwsze dla zespołu KTM. Zawody te zapisały się w historii jako moment przełomowy zarówno dla zawodnika z RPA, jak i austriackiego producenta motocykli.
„Zawsze miło wrócić na tor, z którym wiążą się świetne wspomnienia, a ten jest naprawdę wyjątkowy. Aż trudno uwierzyć, że minęło już pięć lat!” – powiedział Binder.
Zwycięstwo w Brnie przyszło zaledwie podczas jego trzeciego startu w królewskiej klasie i sprawiło, że Binder z dnia na dzień zyskał miano jednego z najbardziej obiecujących zawodników MotoGP. W sezonie 2021 dołożył jeszcze jedno zwycięstwo – tym razem na suchych oponach w deszczu na torze Red Bull Ring – ale od tamtej pory nie stanął już na najwyższym stopniu podium. Choć wygrał dwa Sprinty.
W sezonie 2025 sytuacja Bindera jest trudna. Zajmuje obecnie dwunaste miejsce w klasyfikacji generalnej, wyprzedzany zarówno przez zespołowego kolegę Pedro Acostę (8. miejsce), jak i kontuzjowanego zawodnika Tech3 KTM, Mavericka Viñalesa (11. miejsce). Sam Binder przyznaje, że forma KTM-a nadal pozostawia wiele do życzenia.
„Na początku sezonu największym problemem były potężne wibracje – najpierw z tyłu motocykla, potem z przodu” – zdradził Binder. „Zdołaliśmy to już opanować. Teraz najbardziej brakuje nam przyczepności przedniego koła. Tego właśnie potrzebujemy”.
W ten weekend KTM stawia również na doświadczenie — do zespołu wraca Pol Espargaró, były partner Bindera z 2020 roku, który pojedzie w zastępstwie kontuzjowanego Viñalesa. W sezonie, w którym KTM jako jedyny producent nie zdobył jeszcze miejsca na podium, każda próba przełamania złej passy ma znaczenie.
Binder liczy na to, że nowa nawierzchnia toru w Brnie i jego specyfika będą sprzyjać charakterystyce motocykla RC16. „Sekcje, w których zakręty są dłuższe, a wyjścia z nich wolniejsze, mogą działać na naszą korzyść” – wyjaśnił. „To coś, z czym nasz motocykl radzi sobie znacznie lepiej. Ale dopiero kiedy jutro wyjedziemy na tor, zobaczymy, jak naprawdę jest, zwłaszcza po nowym asfalcie”.
Nieoficjalne testy prywatne sugerują, że dzięki nowej nawierzchni przyczepność na torze znacząco wzrosła, a czasy okrążeń są nawet o kilka sekund lepsze od dotychczasowego rekordu toru. Binder nie ukrywa, że to może stanowić dla niego istotną przewagę.
„Podobno przyczepność jest tutaj rewelacyjna, a czasy naprawdę szybkie. Po pięciu latach rozwoju motocykli to zresztą nic dziwnego” – stwierdził zawodnik. „Nie mogę się doczekać startu. Czuję, że powoli wychodzimy z dołka”.
W obecnym sezonie najlepszym rezultatem Bindera było jak dotąd szóste miejsce – KTM pozostaje jedynym producentem w stawce, który nie zdołał jeszcze stanąć na podium. Mimo to 29-letni zawodnik zachowuje motywację i liczy na pozytywny zwrot akcji na torze, który kiedyś był dla niego areną triumfu.
Źródło: crash.net



