Home / MotoGP / “Honda wierzyła w innych zawodników” – Andrea Dovizioso

“Honda wierzyła w innych zawodników” – Andrea Dovizioso

Andrea Dovizioso w obecnym cyklu zmagań ściga się na satelickiej Yamasze M1 w barwach teamu Monster Yamaha Tech3, ale wcześniej, w zasadzie od początku swojej kariery w Grand Prix, startował za sterami Hondy. Niedawno rozmawialiśmy z Włochem i oto, czego się dowiedzieliśmy.

Już od najmłodszych lat #4 kochał motocykle, a swój pierwszy otrzymał w wieku zaledwie czterech lat od swojego ojca… po wygraniu zakładu. Podobno tata Andrei powiedział mu, że jeśli nauczy się jeździć na rowerze bez bocznych kółek, otrzyma swoją „maszynę” – i słowa dotrzymał. Dwadzieścia lat później, nieco ponad dwa i pół roku temu, Dovizioso sam został ojcem małej Sary. Przyznał on wprost, że jej narodziny mocno się na nim odbiły, ale w przeciwieństwie do plotek – wcale go nie spowolniły, a jedynie dały jeszcze większe motywacji.

„Myślę, że jestem teraz szybszy po jej narodzinach,” rozpoczął, a po chwili zastanowienia dodał: „Według mnie, problemem większości zawodników jest to, że zostają ojcami gdy mają trzydzieści kilka lat. Ja byłem mnie więcej dziesięć lat młodszy, więc nie myślałem, że jestem stary, że może czas pomyśleć o emeryturze.”

To prawda, bo jeśli przyjrzeć się wynikom Włocha, to właśnie po narodzinach Sary zaczął święcić większe sukcesy, częściej stawać na podium, a poprzedni sezon zakończył na trzecim miejscu w tabeli generalne. „Chcę tylko, aby moja córka, gdy dorośnie, widziała we mnie dobrego człowieka. Żeby wiedziała, że jej ojciec coś wygrał, że był w czymś najlepszy. To daje mi dodatkową motywację do tego, by zdobywać coraz to lepsze wyniki,” dodał z ogromnym uśmiechem na ustach.

Jako, że ścigał się on razem z Casey’em Stonerem w jednym zespole rok temu, a dodatkowo Australijczyk niedawno został tatą, postanowiliśmy zapytać Andreę do myśli o tym, iż na koniec sezonu #1 zakończy karierę. Casey to charakterystyczny facet i to jego decyzja, a nam ujawnił część powodów. Z niektórymi jego argumentami, które ujawnił na konferencji prasowej w Le Mans – ja się z nim zgadzam. Według mnie, jeśli czuje on, że MotoGP to nie jest dla niego odpowiednie miejsce – podjął dobrą decyzję.”

Jak wspomnieliśmy na samym początku, właściwie od pierwszych dni swojej kariery w Motocyklowych Mistrzostwach Świata Andrea startował na Hondzie. To z nią sięgnął po pierwsze podium w Grand Prix w klasie 125cc w sezonie 2002, a rok później po wygraniu pięciu wyścigów – po tytuł mistrzowski. Wraz z HRC awansował on do „ćwierćlitrówek”, gdzie dwukrotnie był v-ce Mistrzem Świata, a na RC212V zadebiutował w MotoGP w barwach teamu Scot w 2008 roku.

Kiedy jednak przed sezonem 2011, mając już podpisane na ten rok umowy z Danim Pedrosą i Casey’em Stonerem, zespół Repsol Honda nie chciał kontynuować współpracy z Andreą. Klauzula w jego kontrakcie wręcz jednak zmusiła fabryczną ekipę HRC do tego, by wystawić w minionym cyklu zmagań trzy motocykle! Na ten rok nie było już jednak dla „Doviego” miejsca w Hondzie, a on sam zdecydował się związać z zespołem Monster Yamaha Tech3. „Tak, podjęcie decyzji było ciężkie. Kiedy jeździsz ciągle na Hondzie, nie wiesz dokładnie jaki jest ten inny motocykl,” potwierdził zapytany o przejście do producenta z Iwaty. Teraz jestem naprawdę szczęśliwy, wraz z zespołem ciągle się poprawiamy, a na tym satelickim motocyklu jest możliwa walka o podium, a nawet o drugie miejsce. Mogę też być blisko czołówki.

Myślę, że Honda wierzyła w innych zawodników i wciąż na nich stawia, więc moja decyzja była dobra.

„Na początku było ciężko, naprawdę ciężko,” potwierdził zapytany o swoje pierwsze odczucia co do Yamahy, gdy dosiadł jej w listopadzie. Wszystko dlatego, że jak sam przyznał, dopóki nie pojedziesz na jakiejś maszynie nie wiesz, jakie są jej słabe punkty. I choć początkowo wydawało się, że M1-ka będzie idealnie pasowała do stylu jazdy Andrei, wcale tak nie było. „To co dobre, możesz zobaczyć, ale negatywów nigdy nie dostrzeżesz. Dopiero kiedy usiądziesz na motocyklu wiesz, że problemem jest to, to i tamto.”

W styczniu do wszystkich dotarły informacje, że przewracając się podczas treningu na motocyklu crossowym, 26’latek z Forli złamał prawy obojczyk. Występ w zbliżających się wówczas wielkimi krokami testach w Malezji, stanął pod sporym znakiem zapytania. „Nie wpłynęło to znacznie na moje przygotowania do sezonu. Ta kontuzja była duża, naprawdę duża, więc musiałem zmienić mój plan treningowy. Na szczęście nie przeszkodziła mi ona zbytnio, może podczas pierwszych testów na Sepang. Miałem szczęście, bo jestem tu gdzie jestem i w dobrej formie, a mogło być inaczej.”

Już pierwsze testy pokazywały jednak, że z każdym kolejnym okrążeniem spędzonym na Yamasze, Włoch czuje się coraz lepiej. „Od początku wierzyłem jednak, że potencjał tego motocykla jest naprawdę wysoki, zwłaszcza dlatego, że wszyscy pozostali zawodnicy Yamahy byli szybcy. Dla mnie oznaczało to, że muszę dopasować się do maszyny.” Jak potwierdził „Dovi”, chodziło tu nie tylko o zmianę stylu jazdy, ale także o coś jeszcze… „Musisz zmienić nastawienie co do zmiany linii przejazdu. Jeśli nie zmienisz sposobu, w jaki jeździsz – nie będziesz szybki.”

Wskazanie największej różnicy pomiędzy Hondą, na której #4 spędził wiele sezonów, a Yamahą wcale nie było łatwe. „Chodzi tu raczej o drobne różnice, wszystko jest w zasadzie inne i nie ma tej największej różnicy. Hamowanie, silnik, wejścia i wyjścia z zakrętów… wszystko.”

Zwłaszcza na początku sezonu Andrea zaliczył kilka ciekawych pojedynków ze swoim team-partnerem Calem Crutchlowem, dla którego obecny sezon jest drugim w barwach Monster Yamaha Tech3. Postanowiliśmy zapytać byłego Mistrza Świata klasy 125cc o ich współpracę… „Kiedy jesteś w satelickim zespole tak jak my teraz, nie masz wpływu na rozwój motocykla, więc rozmawianie o maszynie nie jest konieczne. Dobre jest to, że jest on szybki, co pozwala rywalizować pomiędzy sobą. Dzięki temu zarówno ja, jak i on, mamy dodatkową motywację, by jeździć jeszcze szybciej.” Kiedy jednak chodzi o zachowanie poza torem… „To naprawdę fajny facet, rozmowa z nim to czysta przyjemność. Wiesz… Cal to Brytyjczyk, więc jest zabawny.”

Po pierwszych kilku rundach sezonu głośna stała się dyskusja o tym, że Dovizioso postanowił z własnej kieszeni zapłacić (podobno 60 tysięcy euro) za nowe hamulce Brembo. Zarówno bowiem on, jak i drugi podopieczny Herve Poncharala w MotoGP jako jedyni używali hamulców w specyfikacji 2011. Dokładnie jego Grand Prix po Włochu na taki sam ruch zdecydował się także i Crutchlow. „W sumie pomiędzy nimi nie ma dużej różnicy, ale dla mnie najważniejsze było to, by utrzymać to samo uczucie, jakie miałem do hamulców jeszcze na Hondzie. Nie chodzi tu jednak o moc, a o poziom hamowania.”

W trakcie czterech z ostatnich pięciu wyścigów „Dovi” finiszował na trzecim miejscu, co tylko potwierdza to, że coraz lepiej czuje się na motocyklu. Warto jednak dodać, że choć na Sachsenringu „pudło” dostał w prezencie, o tyle na Mugello był on szybki przez cały weekend i prawdopodobnie byłby w TOP3 nawet, gdyby Casey Stoner nie wyjechał poza tor (Australijczyk utrzymywał, że mógł być trzeci gdyby nie to). „Żeby walczyć regularnie o podia nadal potrzebuję zrobić mały krok do przodu, nieco zmienić styl jazdy. Mam tu na myśli to, że muszę jeździć na M1-ce podobnie jak Lorenzo,” mówił nam Włoch, który właśnie nad prędkością uzyskiwaną w zakrętach pracował podczas ostatnich testów na obiekcie położonym w Toskanii. „Nie chodzi tu jednak o kopiowanie jego stylu jazdy, a jedynie zrozumienie tego, jak najlepiej jeździć na Yamasze.”

W poprzednim sezonie, swoim ostatnim na Hondzie, Andrea siedmiokrotnie stawał na podium i sięgnął po tytuł drugiego v-ce Mistrza Świata. Zapytaliśmy, czy uzyskanie takiego wyniku w tym roku jest możliwe i oto, co usłyszeliśmy: „Myślę, że będzie o to niezmiernie ciężko, bo wywalczenie pojedynczego podium nie jest łatwe. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że jeśli niemożliwe będzie stanięcie na podium, to chcę być jak najbliżej TOP3 – oczywiście w wyścigu, nie w mistrzostwach. Chcę mieć jak najlepszą pozycję wyjściową przed kolejnym sezonem.” Ciągnąc dalej ten wątek, Dovizioso przyznał, jaka lokata w tabeli byłaby dla niego satysfakcjonująca na koniec obecnego cyklu zmagań: „Myślę, że realnym celem, i maksymalnym do osiągnięcia, jest czwarte miejsce. Ale to, według mnie, nie jest najważniejsze. Sądzę, że istotniejsze jest zaliczenie chociaż kilku finiszów na podium lub bycie jak najbliżej niego.”

Jeśli będzie to możliwe, chciałbym powalczyć też o jakieś zwycięstwo,” przyznał dość odważnie #4, który dotychczas w klasie królewskiej triumfował zaledwie raz – miało to miejsce w 2009 roku podczas brytyjskiej rundy na torze Donington Park. „Nie wiem, na jakim torze byłoby to najbardziej możliwe. Ciężko mi przewidywać, bo Yamaha to zupełnie inny motocykl od Hondy i w zasadzie każdy tor jest dla mnie nowym w tym roku.”

Choć jest czwarty w klasyfikacji generalnej i w każdej dotychczasowej rundzie, poza tą w Wielkiej Brytanii, był lepszy niż jeżdżący w fabrycznym teamie Ben Spies, Włoch nadal nie wie, co będzie robił za rok. Za każdym razem przyznaje on, że celem numer jeden jest jazda u boku Jorge Lorenzo w zespole numer jeden Yamahy, ale jeśli nie, jest też kilka możliwości (może World Superbike?). „Moim celem jest pozostanie z Yamahą i dostanie fabrycznego motocykla, ale nie wiem, czy będzie to możliwe. Jedyne, co mogę zrobić, to jeździć jak najszybciej. Nie mam za sobą wielkiego sponsora, nie mam możliwości decydowania, więc muszę udowodnić swoją wartość,” potwierdził w trakcie naszej rozmowy, a całkiem niedawno – w rozmowie z włoskimi dziennikarzami Andrea przyznał, że zdaje sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach bardzo dobre wyniki to nie wszystko.

Nam nie pozostaje nic innego, jak życzyć temu sympatycznemu Włochowi samych sukcesów… i żeby pokazał, na co naprawdę go stać. Bo stać go, wierzcie nam na słowo, naprawdę na sporo.

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

komentarzy 9

  1. Uczciwy, zdolny i pracowity gość… Trzymam kciuki, żeby został w MotoGP.

  2. A pamiętacie pojedynki z Marco Simoncellim w 250ccm? Piekne czasy ;)

  3. No bo prawdę mówiąc to i w MotoGP Dovi to chyba zawodnik który najczęściej musi walczyć w bezpośrednich starciach na torze. Oczywiście mówie o czołówce.

  4. No cóż, Dovi byłby świetnym kandydatem na partnera dla Lorenzo. Musi jednak się dostosowac – M1-nka jest pod Hiszpana. ;/

  5. Tak czy inaczej, to już moje skromne zdanie, Dovizioso w pewnym sensie pozytywnie zaskoczył (jak dotychczas). Przed sezonem stawiałabym raczej, że to Cal, a nie Andrea, po dziewięciu rundach będzie miał kilka finiszów na podium.

  6. Nelka, Cal to świetny zawodnik, ale brak mu doświadczenia które posiada Dovi. Cal ma gorącą głowę i póki co pomimo tego, że wg mnie to materiał na naprawdę godnego rywala dla Lorenzo,Pedrosy, Rossiego i innych, to póki nie przejeździ kolejnych setek okrążeń, to raczej nie można stawiać go np obok Doviego. Ale co jak co, Tech3 to świetna ekipa, nie tylko sportowo :)

  7. Ja z kolei byłem pewien, że Dovi będzie grał tam pierwsze skrzypce i zaskoczyły mnie wyniki pierwszych eliminacji. ;)

  8. Dovizioso to naprawdę fajny koleś i trochę szkoda, że nie jest do końca doceniany… ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są gwiazdką *

*

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
137 zapytań w 0,386 sek