Home / MotoGP / Każda passa kiedyś się kończy…

Każda passa kiedyś się kończy…

Niestety, każda passa kiedyś się kończy. Valentino Rossi’emu nie udało się po raz ósmy z rzędu wygrać na torze Mugello, a dodatkowo po raz kolejny przegrał on ze swoim zespołowym kolegą. Przed nimi jednak zmagania ukończył Casey StonNiestety, każda passa kiedyś się kończy. Valentino Rossi’emu nie udało się po raz ósmy z rzędu wygrać na torze Mugello, a dodatkowo po raz kolejny przegrał on ze swoim zespołowym kolegą. Przed nimi jednak zmagania ukończył Casey Stoner.

Po beznadziejnym wyniku w sesji rozgrzewkowej, upadku na okrążeniu wyjazdowym z boksu przed wyścigiem i słabym starcie, Jorge Lorenzo nie mógł chyba liczyć na nic więcej. Hiszpan jednak nie poddał się i walczył do końca, by spróbować pozostać na czele klasyfikacji generalnej. W sesji warm-up był on dopiero trzynasty, a dodatkowo incydent przed rozpoczęciem zmagań z pewnością sprawiły, że stracił on nieco pewności siebie. I choć we wczorajszych kwalifikacjach „Por Fuera” zdobył pierwszy czas, dzięki czemu startował z Pole Position, spod świateł nie wyszedł on jednak najlepiej. Dodatkowo #99 zaliczył uślizg jego M1-ki zaraz po zgaśnięciu czerwonych lamp, ale na szczęście udało mu się uniknąć wypadku.

„Szczerze mówiąc czuję się tak, jakbym wygrał i naprawdę nie mogę uwierzyć w ten dzisiejszy wyścig, który był jak film!” cieszył się drugi na mecie 22’latek z Majorki. „Rano nie byłem zadowolony, bowiem podczas rozgrzewki byłem naprawdę wolny na deszczu, a później przed ustawieniem się na polach startowych zaliczyłem uślizg i wyleciałem w żwir. Jedyne o czym wtedy myślałem to to, by jak najszybciej wrócić do garażu i zmienić maszynę, by zdążyć ustawić się na starcie, co udało mi się wykonać w samą porę.” Choć wyścig uznano jako mokry, wielu wiedziało już przed startem, że zamiana motocykli na te obute w opony typu „slick” jest nieunikniona. Ci co tak obstawiali nie pomylili się. Pomimo tego, że Jorge do zmagań ruszył na zapasowej maszynie, jego ekipa w porę uporała się z naprawieniem tej pierwszej. „Moja ekipa miała jeszcze gotowy drugi motocykl, dzięki czemu stanąłem na Pole Position. Już na polu starałem się skoncentrować i nie myśleć o błędach.”

Co ciekawe, podobnie jak w Le Mans, tak i dziś we Włoszech Lorenzo był jednym z ostatnich zawodników, którzy zjechali na aleję serwisową po nową maszynę. Tym razem również się opłaciło, jednak do zwycięstwa zabrakło tylko sekundy! Gdyby zmagania potrwały nieco dłużej, być może #99 walczyłby ze Stonerem łokieć w łokieć o 25 punktów. „Po starcie zaliczyłem spory uślizg a cała pierwsza faza zmagań nie była dla mnie najlepsza. Muszę w tym miejscu serdecznie podziękować moim mechanikom, za to, że w tak krótkim czasie zreperowali moją pierwszą maszynę, która od początku gdy na nią wsiadłem, spisywała się bardzo dobrze,” mówił dalej „Por Fuera”, lider klasyfikacji walki o BMW M Award i drugi w normalnej „generalce”, w której to traci zaledwie cztery punkty do liderującego Stonera. „Od tej pory miałem świetny rytm i dzięki walce udało mi się zdobyć drugie miejsce. To naprawdę niesamowite bowiem wiem, że wynik mógł być znacznie gorszy, więc raz jeszcze wszystkim dziękuję. Jestem bardzo zadowolony z tego rezultatu,” zakończył #99.

„Mechanicy byli dziś niesamowici i naprawdę pokazali swe umiejętności, gdy w tak krótkim czasie odbudowali motocykl. Bez tej brylantowej roboty to mógł być dla Jorge koniec wyścigu, więc wielkie dzięki,” dodał z kolei szef ekipy 22’latka – Daniele Romagnoli.

Drobny błąd w doborze przedniej opony kosztował najprawdopodobniej Valentino Rossi’ego ósme zwycięstwo z rzędu na toskańskim obiekcie. W Yamasze Włocha założono z przodu gumę z twardszej mieszanki, przez co #46 musiał ją dłużej rozgrzewać, a co za tym idzie — stracił sporo czasu. Gdy opona dotarła do prawidłowej temperatury, był on z kolei najszybszym kierowcą na torze.

„The Doctor” startował do zmagań z czwartego pola, i choć spod świateł nie wyszedł rewelacyjnie, to na mokrej nawierzchni piął się w górę, by na ósmym z dwudziestu trzech kółek awansować na pozycję lidera. Na kolejnym okrążeniu wyprzedził go jego rodak, Marco Melandri, ale #46 wciąż nie tracił zbyt dużo do kierowcy ekipy Hayate Racing. „Oczywiście jestem rozczarowany, że znów nie wygrałem na Mugello, ale siedem razy z rzędu to naprawdę niezły wynik, a ważne jest to, iż uplasowałem się na podium. Bycie na pudle tutaj to szczególna chwila i byłoby mi przykro, gdybym nie mógł zobaczyć tych wszystkich kibiców pod podium,” mówił nieco zawiedziony 8’krotny Mistrz Świata. Czołowa czwórka wyścigu na aleję serwisową po nowe maszyny zjechała na dziesiątym kółku, jednak jak wiemy, twarda mieszanka wytrzymuje dłuższy dystans, a bardziej miękka krótszy. W tych warunkach lepszym wyborem, przynajmniej na przód, była więc guma z tej drugiej mieszanki.

„To był bardzo trudny wyścig, a pogoda znów sprawiła trochę problemów. Nie przepadam za wyścigami z serii pół na pół i tak naprawdę jest to dla mnie chyba pierwsze podium w takich warunkach,” komentował 30’latek z Urbino, który we wczorajszych kwalifikacjach po raz pierwszy od dziewięciu lat nie wywalczył na włoskim obiekcie wyniku, który dawałby mu start z pierwszej linii! „Na mokrym torze byliśmy bardzo szybcy, bowiem znaleźliśmy wiele dobrych ustawień, ale po zmianie motocykli, popełniliśmy błąd i założyliśmy twardą gumę na przód. Zajęło mi sporo czasu, by ją rozgrzać, więc straciłem sporo czasu.”

W wyniku tego zaraz po wyjeździe Rossi spadł na szóste miejsce i pomimo ustanowienia najlepszego czasu wyścigu na 21 z 23 okrążeń, wiedział on już, że zwycięstwo jest poza zasięgiem. W końcówce stoczył on małą walkę z Andreą Dovizioso oraz Lorisem Capirossim, jeżeli walką nazywamy wyprzedzenie tych dwóch kierowców i odskoczenie im na niezbyt dużą, ale nie pozwalającą na bezpośredni atak odległość. „W końcu zacząłem jechać lepiej i wiedziałem, że podium jest w zasięgu, z czego jestem zadowolony. Oczywiście po Le Mans te punkty są bardzo ważne, ponieważ czołowa trójka jest bardzo blisko siebie w tabeli,” zakończył Włoch, który ostatecznie na metę przyjechał dwie sekundy za Stonerem, jedną za Lorenzo i zaledwie 0.053sek przed „Dovim”.

„Oczywiście nie zdobyliśmy tego, czego oczekiwaliśmy po Mugello, jednak te szesnaście punktów jest bardzo ważnych,” stwierdził szef ekipy Rossi’ego. „Łatwo jest teraz powiedzieć, że trzeba było zrobić inaczej, ale decyzję podjęliśmy przed wyścigiem w oparciu o charakterystykę naszych motocykli, styl jazdy Valentino oraz na naszym doświadczeniu. Wyjeżdżamy stąd z dobrą ilością punktów, będąc nadal blisko lidera klasyfikacji i wciąż staramy się osiągać nasz cel. Jest nim osiąganie jak największej ilości „oczek” abyśmy byli pewni, że na koniec sezonu mamy ich więcej od innych!” zakończył Davide Brivio.

Kolejne zmagania już za dwa tygodnie w Katalonii. Czy i w Barcelonie w żwirze zobaczymy flagę z napisem „Lorenzo’s Land”? A może drugi triumf w tym roku odniesie „The Doctor”? Odpowiedź już niebawem…

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są gwiazdką *

*

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
120 zapytań w 0,411 sek