Marc Márquez po wygranej w Misano: „Miałem w sobie ogień”
Marc Márquez wygrał Grand Prix San Marino po intensywnej walce z Marco Bezzecchim, odzyskując kontrolę dzień po upadku w sprincie. To była jego jedenasta wygrana w sezonie i kolejny krok w stronę siódmego tytułu w klasie królewskiej.
Sobotnia kraksa na 15. zakręcie, tuż po objęciu prowadzenia, przerwała serię ośmiu zwycięstw sprinterskich i pierwszych dwóch miejsc we wszystkich półdystansowych wyścigach sezonu.
„To był jeden z najtrudniejszych wyścigów sezonu. Marco był niesamowicie mocnym rywalem. Nawet gdy przyspieszałem w końcówce, on potrafił odpowiedzieć” – powiedział Márquez. „Ale po wczorajszym błędzie miałem w sobie wyjątkowy ogień. Zawsze staram się odpowiadać w najlepszy możliwy sposób, a dziś odpowiedzią było zwycięstwo.”
Hiszpan zaznaczył, że od porannego rozruchu czuł się wyjątkowo skoncentrowany i zmotywowany. „Najlepszy sposób, by zapomnieć o sprincie, to wrócić na motocykl i dać z siebie wszystko – i dokładnie to zrobiłem. Od rozgrzewki miałem dodatkową energię.”
Przełom w wyścigu nastąpił na 12. okrążeniu, gdy Bezzecchi popełnił błąd na zakręcie ósmym. Mimo objęcia prowadzenia, Márquez nie zdołał odjechać rywalowi – przez resztę wyścigu różnica między nimi pozostawała minimalna.
„Z tyłu za Marco widziałem, że jedzie bardzo dobrze. Byłem nieco szybszy w pierwszej części wyścigu, ale bronił zakrętu szóstego, później hamował później na ósmym, by utrzymać pozycję. To była bardzo długa końcówka” – przyznał. „Ale to właśnie jego błąd ułatwił mi wyprzedzanie.”
Dodatkowym wyzwaniem były limity toru. Márquez czterokrotnie przekroczył granice toru, co oznaczało ostrzeżenie przed karą.
„W środku wyścigu trzy razy z rzędu pojechałem po zielonym na zakręcie 11., później raz jeszcze – miałem już cztery ostrzeżenia. Przy piątym byłaby kara długiego okrążenia, więc musiałem być bardzo ostrożny. Mimo to jechałem dobrze” – skomentował.
Źródło: motorsport.com




Marc was on fire 😆
Normalnie „man on fire”, nie wiem jak to przetłumaczyć, ale wystarczy przypomnieć sobie film o tym tytule z Denzelem Washingtonem i wszystko jasne 🙂
To jest różnica między nim a reszta stawki. Jest szesciokrotnym mistrzem MotoGP. W kieszeni 7 tytul. W sobotę wyglebil. Ma taka przewage, ze mogl pojechac asekuracyjnie. Ale jest caly czas tak glodny kolejnych zwyciestw, że wyjeżdża na tor, jakby o życie walczył. Jakby od jego wygranej losy świata zależały. Nikt nie jest tak silny psychicznie i tak rządny wygranych. Można go nie lubic ale trzeba go podziwiać bo dzięki takim ludziom sport jest piękny. Szkoda, ze nie ma juz w stawce nikogo, kto jest z nim w stanie rywalizować jak równy z równym. Chłopaki sie starają ale to inna liga.