Marquez: „Byłem w trybie supersport”
Marc Marquez zdominował sobotni sprint o GP Węgier. Hiszpan odparł ataki Pedro Acosty i pewnie przeciął linię mety na pierwszej pozycji. Kierowca Ducati podkreślił, że w piątek znajdował się w trybie „eco”, oszczędzając energię na sobotę. Dziś jednak wszedł w tryb „supersport”.
W udzielonym wywiadzie miał jasną strategię – utrzymać się na czele na pierwszych okrążeniach: „Jak widać, strategia była jasna. Wczoraj byłem w trybie eko, dziś natomiast w trybie supersport – a jutro muszę być w trybie sportowym!”.
Tłumacząc tryb „supersport”, powiedział: „Supersport, bo od pierwszego okrążenia porannego treningu dawałem z siebie wszystko i jechałem szybko”.
Po kilku kółkach MM93 mógł zarządzać tempem: „W kwalifikacjach jechałem normalnie przez jedno okrążenie. Potem w sprincie dałem z siebie wszystko przez pierwsze 3-4. okrążenia. A potem po prostu zarządzam dystansem”.
Obrońca mistrzowskiej korony stwierdził, iż nie wie, na co go będzie stać w trakcie jutrzejszego wyścigu. Psychicznie jest bowiem gotowy na naciskanie cały czas. Pod względem fizycznym jednak nie ma pewności, czy wytrzyma. Celem nadrzędnym Hiszpana jest przede wszystkim uniknięcie wywrotki: „Nie czuję się źle. To prawda, że na ostatnich okrążeniach odczuwałem już zmęczenie. Jutro podczas Grand Prix najważniejsze jest więc zrozumienie, kiedy czuję spadek. Psychika nadal działa w trybie wyścigowym, ale ciało nie nadąża. Muszę być bardzo ostrożny, bo nawet drobny błąd w zmianie kierunku ustawienia ciała, jak to miało miejsce w Le Mans, może spowodować wypadek. Dlatego tego nie chcemy”.
Marc wspomniał, że jego brat Alex Marquez zauważył wpływ zmęczenia MM93 na jego styl jazdy. Porównał jego pozycję na motocyklu do jednej z legend „pięćsetek”, Japończyka Noricka Abe: „Z adrenaliną trudno wyczuć, co się dzieje. Po prostu z każdym okrążeniem jest sztywniej i mniej angażuje się prawą stronę ciała. Mój brat żartował ze mnie w Mugello i trochę też dzisiaj. Zauważył, że kiedy się zmęczę, zaczynam jeździć trochę, jak Norick Abe. Po prostu rekompensuję to lewą stroną w prawych zakrętach”.
Marquez nie ukrywa, iż nie spodziewał się aż tak dobrej formy na Balaton Park. Czuje się bowiem zdecydowanie lepiej, aniżeli na Mugello. Pomagają mu w tym lewe zakręty: „Jestem silniejszy, niż się spodziewałem po Mugello, kiedy czułem się bardzo daleko. Ale fakt, że to zmiana toru i lewe zakręty, które lubię, sprawiły że zacząłem jeździć lepiej”.
Hiszpan stawiany jest oczywiście w roli faworyta niedzielnego wyścigu. Nie nastawia się jednak na dominację podobną do soboty: „W pierwszej części sezonu nie byłem najszybszym Ducati w lewych zakrętach. Teraz zaczynam być najszybszy. Zaczynam dobrze współpracować z nadwoziem. To ułatwia mi życie na tym torze. Ale, jak już mówiłem, jestem wolniejszy, niż w zeszłym roku. Zobaczymy więc, czy jutro damy radę w wyścigu”.
Wychodzi na to, że Marc Marquez trochę blefował po piątkowych treningach. Z drugiej strony jednak od początku sezonu pokazywał, że na krótszym dystansie ma potencjał. Jutrzejszy wyścig pokaże, czy na dłuższym jest równie konkurencyjny.
Źródło: speedweek.com



