Home / MotoGP / Quartararo, Zarco, Mir, Vinales, Oliveira, Crutchlow – konf. prasowa przed GP Styrii

Quartararo, Zarco, Mir, Vinales, Oliveira, Crutchlow – konf. prasowa przed GP Styrii

Zapis pierwszych piętnastu minut konferencji prasowej dla kategorii MotoGP przed GP Styrii w składzie: Fabio Quartararo, Johann Zarco, Joan Mir, Maverick Vinales, Miguel Oliveira oraz Cal Crutchlow. Pytania zawodnikom zadawał Steve Day.

Kliknij, aby pominąć reklamy

Ta konferencja prasowa była poprzedzona, inną wyjątkową konferencją, specjalnie dla dziewięciokrotnego mistrza świata – Valentino Rossiego, który ogłosił, że zakończy swoją karierę po tym sezonie. Nie możemy więc rozpocząć bez Waszej reakcji na tą wiadomość. Każdy z Was się z nim ścigał i każdy podziwiał go jako dziecko. Chciałbym się więc dowiedzieć, co każdy z Was myśli o tej decyzji. Fabio zaczniemy od Ciebie.

Fabio Quartararo: Ciężko w to uwierzyć, ponieważ miał on już dwa tytuły mistrzowskie, kiedy mnie jeszcze nie było na świecie, a wciąż ściga się nami. Myśl, że w przyszłym roku nie będzie go w stawce jest smutna. Jest on gościem, który sprawił, że już jako dziecko chciałem być zawodnikiem MotoGP. Kiedy byłem mały podziwiałem go i czekałem na niego godzinami przed hospitality, żeby móc zrobić sobie zdjęcie. Jak dla mnie, jest on legendą tego sportu i ma za sobą wspaniałą karierę. Wciąż jest moim idolem i ciężko mi znaleźć słowa, żeby to opisać. 

Johann, a Ty co o tym myślisz? Czy nie będzie dziwnie oglądać przyszłoroczną stawkę, w której nie będzie numeru 46?

Johann Zarco: Będzie dziwnie, ale dziękuję Valentino za wszystko co zrobił. Myślę, że zmienił on postrzeganie wyścigów motocyklowych od lat dwutysięcznych. Kiedy rozmawiasz z kimś, kto nie ma o tym pojęcia, będzie wiedział kim jest Valentino Rossi, więc to coś znaczy. Oczekiwaliśmy, że nadejdzie taki dzień, kiedy powie “stop” i ten dzień właśnie nadszedł. To niesamowite, że jest on tu tak długo, iż mogliśmy oglądać go w telewizji i mieć za idola, a potem ścigać się razem z nim. Dziękuję więc za jego wkład. Jego sposób ścigania zawsze zostanie jego sposobem, ponieważ zawsze miał on do tego inne podejście.

Joan, rok temu dołożyłeś swoją cegiełkę do trofeum MotoGP. Kiedy na nie popatrzysz, co z pewnością robiłeś wielokrotnie, zobaczysz nazwisko Rossi, na wielu z tych cegiełek. Co myślisz o tym, że byłeś w stanie ścigać się z nim i zdobyć w tym czasie tytuł, a także o samym jego odejściu?

Joan Mir: To była wielka przyjemność, że miałem okazję ścigać się z Vale przez trzy lata. Prawdopodobnie byłem bardziej zestresowany niż on sam kiedy dzielił się z nami tą wiadomością. To trudna chwila, ponieważ zawodnikowi wydaje się, że ona nigdy nie nadejdzie. Ma wszystko, żeby cieszyć się życiem i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Jeden z dziennikarzy zapytał go, czy czuje się on jak Michael Jordan wyścigów motocyklowych. Według mnie, jest on jak dla tych wyścigów niczym Michael Jordan. Ciężko będzie powtórzyć jego wyczyny w przyszłości. Życzę mu więc dużo szczęścia i mam nadzieję, że spotkam go w kolejnych latach na padoku.

Przenieśmy się do tylnego rzędu. Maverick, jestem pewien, że dorastałeś oglądając Valentino. Przez wiele lat, byłeś także jego partnerem z ekipy. Co myślisz o jego odejściu?

Maverick Vinales: Oczywiście, był on dla mnie wzorem do naśladowania kiedy byłem dzieckiem. Moja pasja do motocykli zaczęła się głównie od oglądania jego wyścigów, i tego w jaki sposób je wygrywał i jak to celebrował. Kiedy dorosłem, zostałem jego partnerem zespołowym. Mogłem więc dzielić się z nim danymi oraz opiniami, co dało mi szansę na rozwój. Jest on w końcu więcej niż legendą i moim idolem, którego starałem się naśladować od trzeciego roku życia aż do teraz. To smutne, jednak musimy mu podziękować, ponieważ MotoGP uczyniło dzięki niemu znaczne postępy. Był on także moją inspiracją. Możliwość porównywania się z nim, zawsze była dodatkową motywacją. Mam też mnóstwo szczęścia, że mogłem jeździć z nim w jednej ekipie. Miałem okazję powalczyć z nim na torze czy po prostu świetnie spędzić razem czas. Zawsze będę pamiętał te długie wyjazdy do Indonezji, Malezji itp. kiedy mogliśmy porozmawiać nieco więcej. Przypomina mi to, że również poza motocyklem, jest on świetną osobą. Myślę też, tak jak wspomniał Johann, jest on kluczową postacią dla motocykli. Bez wątpienia to smutne, ponieważ z jednej strony, zawsze chcielibyśmy ścigać się razem z nim, jednak z drugiej myślę, że zrobił już wystarczająco wiele i musimy być za to wdzięczni.

Miguel, chciałbym poznać Twoje przemyślenia na ten temat tej wyjątkowej kariery, która z pewnością nie zostanie już powtórzona.

Miguel Oliveira: Cóż ciężko tu cokolwiek dodać. Myślę że dla wielu z nas Valentino był wzorem do naśladowania, kiedy byliśmy dziećmi. Kiedy byliśmy mali, zawsze było łatwo mu kibicować, ponieważ chyba każdy, chce kibicować zwycięzcy. Według mnie czas, w którym naprawdę stał się legendą, to kiedy po tych wielu tytułach, przeszedł do Ducati a następnie wrócił do Yamahy. Ludzie wciąż go kochali, mimo tego iż nie wygrywał i nie miał zbyt dobrych rezultatów. Uważam, że to właśnie w tamtych chwilach widoczna była wielkość Valentino i to jaki ma on wpływ na MotoGP. Dla mnie, był to przywilej, że mogłem dzielić z nim tor. Bez wątpienia, każdy z nas chciałby mieć z nim więcej prywatnych wspomnień i poznać go bliżej, jednak wspólne ściganie z nim, już było wspaniałe.

Teraz kolej na Cala. Przede wszystkim witamy ponownie! Dobrze Cię znowu widzieć. W trakcie swojej kariery, miałeś kilka wspaniałych pojedynków z Valentino, a teraz kiedy wracasz jako zmiennik, będziesz jego partnerem zespołowym. Powiedz nam proszę jakie są Twoje przemyślenia na temat jego odejścia?

Cal Crutchlow: To świetna historia, że mogę wrócić na zastępstwo do zespołu Petronas i być jego partnerem zespołowym w trakcie weekendu, kiedy ogłasza on zakończenie kariery. Tak jak wspomnieli wszyscy inni zawodnicy, oglądałem go od czasu, kiedy nawet ja byłem młody. Ścigał się w Grand Prix, w okresie kiedy ja jeździłem w Mistrzostwach Wielkiej Brytanii i oglądanie go wtedy było dużą przyjemnością. Kiedy już jeździłem w Yamasze, on przeszedł do Ducati, a po czasie znowu spotkaliśmy się w Yamasze. Pamiętam, że kiedy było już wiadomo, że wraca do Yamahy, spytał mnie, czy jestem gotowy na walkę w następnym sezonie. Tak też się okazało i mieliśmy wiele wspólnych pojedynków w tamtym roku. To była wielka przyjemność. Tak jak powiedzieli inni, to co zrobił dla tego sportu jest niesamowite. Tak jak wspomniał Johann, nieważne w jakim miejscu świata jesteś, powiesz komuś o Valentino Rossim, będzie wiedział o kogo chodzi. To jedna ze wspaniałych ikon i myślę, że każdy na padoku docenia jego obecność. Jeśli o mnie chodzi, to skończyłem swoją karierę w wieku 35 lat i nie byłbym w stanie kontynuować jej przez kolejne siedem. Jednak jego motywacja, aby wciąż być szybkim jest niesamowita. Tak jak wspomniałem już dziś w kilku wywiadach, na większości torów jest szybszy niż kiedykolwiek. To imponujące, że ciągle jest w stanie to robić, co pokazuje, że jest w dobrej formie. Ma także mentalność, która nadal pozwala mu być szybkim. Nigdy nie przestaje się uczyć i wciąż jest w stanie tu być. To było wspaniałe, że mogłem ścigać w tym samym czasie kiedy on, a nawet być w tej samej fabryce, czy pełnić rolę kolegi zespołowego na kilka wyścigów.

Po jednym pytaniu dla każdego, zanim przejdziemy do części dla mediów. Fabio, zaczniemy od Ciebie. Rozpoczyna się druga połowa sezonu, jeśli jest ktoś, kto nie chciał tej pięciotygodniowej przerwy, to byłeś to Ty. Jesteś w świetnej formie. Zwycięstwo w Assen i 34 punkty przewagi nad drugim zawodnikiem. Jaka była dla Ciebie ta przerwa i jak bardzo nie mogłeś doczekać się powrotu do ścigania?

Fabio Quartararo: Podobała mi się, choć była nieco za długa. Kiedy jedziesz na urlop w pierwszym tygodniu, a potem masz cztery tygodnie czekania, możesz poczuć się jak w trakcie okresu przedsezonowego. Miałem czas, aby naprawdę dobrze potrenować i czuję, że jestem w świetnej formie, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Jestem więc gotów, aby rozpocząć drugą połowę sezonu. Obejrzałem prawie wszystkie wyścigi z jego pierwszej połowy, aby poprawić kilka rzeczy. Czuję się więc gotowy i wiem nad czym mam pracować. Cieszę się że mogę tu być.

Porozmawiajmy teraz z innym Francuzem, Johannem Zarco. Z pewnością musisz być szczęśliwy, kiedy widzisz jak układa się dla Ciebie ten sezon. Jesteś drugi w mistrzostwach i zdobyłeś jak dotychczas cztery podia. Czy przekroczyłeś swoje własne oczekiwania? Muszę także zapytać o jeszcze jedną rzecz. Czy kiedy tu przyjechałeś wróciły do Ciebie wspomnienia z zeszłego roku? Masz też motocykl, który daje Ci tu poważne szanse na zwycięstwo. Jak więc czujesz się przed rundą w Austrii?

 Johann Zarco: Czuję się szczęśliwy, ponieważ przerwa była długa i dobrze jest być ponownie na torze. Cieszę się na rundę w Austrii, ponieważ Ducati miało tu świetne rezultaty. Nie oznacza to, że będzie łatwo włączyć się do walki o czołowe pozycje, jednak jest tu na to nieco większa szansa. Świetne wyniki z pierwszej połowy sezonu, dają mi motywację i wiarę, że jestem w stanie wypaść jeszcze lepiej w drugiej. Nastawienie jest więc wspaniałe. Oczywiście, to co stało się rok temu, wciąż pozostaje w pamięci. Miałem jednak szczęście, że mogłem ścigać się już w kolejny weekend, pomimo tego iż byłem niedługo po operacji. Zyskałem więc trochę pozytywnych wrażeń, byłem całkiem szybki w treningach i pojechałem wyścig. Te zawody, które miały miejsce tydzień później, znacząco pomogły w zapomnieniu tego co się stało. Nawet pomimo tego że w social mediach wciąż możemy oglądać powtórki tego wypadku, nie jest to coś co mnie rozprasza. Jestem więc skupiony na tym, aby iść do przodu. 

Teraz kolej na Joana Mira. Rezultat z Assen musiał dać Ci dużo pewności siebie przed przerwą wakacyjną. Wygląda także na to, że Suzuki przywiozło tu holeshot device. Wracamy na tor, gdzie byłeś bardzo silny w zeszłym roku, co jest powodem do optymizmu przed drugą połową sezonu. Czy myślisz, że to moment, od którego będziecie odrabiać stratę w mistrzostwach?

Joan Mir: Planowaliśmy mocno rozpocząć sezon, jednak nie było to mocne rozpoczęcie. Teraz postaramy się poprawić w jego drugiej połowie, aby odzyskać pewność siebie, na torach, które są dla nas lepsze i walczyć o zwycięstwa. Jest to coś, czego potrzebuję, aby włączyć się do walki o tytuł na koniec. W pierwszej części nie byłem wystarczająco konkurencyjny, jednak jeśli poprawimy nieco motocykl, chociażby ten holeshot device, o którym wspomniałeś, będziemy wtedy na równi z innymi i zobaczymy jaki jest nasz poziom. Otrzymaliśmy go, więc będziemy z niego korzystać. Zobaczymy, czy to wystarczy, aby odzyskać dobre odczucia i walczyć ponownie o zwycięstwo. 

Przenieśmy się do tylnego rzędu. Maverick, ostatni raz kiedy rozmawialiśmy, miał miejsce po Twoim drugim miejscu w Assen i już wtedy krążyły pewne plotki. Kolejnego dnia, pojawiło się ogłoszenie, że odchodzisz z Yamahy. Czy czujesz ulgę po podjęciu decyzji i spędzeniu pięciotygodniowej przerwy wakacyjnej z rodziną? Czy mógłbyś wyjaśnić nam jej powody? Co czeka Cię w przyszłości?

Maverick Vinales: Przerwa wakacyjna była wspaniała. Tak jak wspomniałeś, było pięć tygodni z rodziną, a wcześniej osiągnęliśmy dobry rezultat, co zawsze jest ważne. Cieszyłem się więc latem, a pod koniec tej przerwy wróciłem do treningów na motocyklu. Docieram tu z dużą dawką motywacji. Korzystając z okazji, chciałbym również przeprosić kibiców, ponieważ czasem moje podejście nie jest odpowiednie. Zmagam się jednak z nową dla siebie sytuacją, co jest dla mnie trudne i frustrujące. Czasem więc nie jestem zbyt dobry jeśli chodzi o komunikacje, ale staram się poprawić. Yamaha to świetny zespół, jednak na ten moment nie dla mnie. Nie byłem tu w stanie wykrzesać pełni swoich możliwości. W tej chwili najważniejsze jest, aby pozostać skoncentrowanym. Na pewno jestem zmotywowany i nie mam wątpliwości, że dam z siebie wszystko w każdym wyścigu, na każdym okrążeniu. Jeśli chodzi o moją przyszłość, to nie mogę nic więcej powiedzieć, gdyż skupiam się na tym wyścigu. Chciałem po prostu wykorzystać szansę i pozbyć się całej tej presji przed rozpoczęciem wakacji, aby lepiej pracować i wciąż się rozwijać.

Miguel, bardzo udana końcówka pierwszej połowy sezonu w Twoim wykonaniu.  Na pewno musiało dać Ci to mnóstwo radości i pewności siebie przed przerwą wakacyjną. Teraz nadszedł już czas powrotu i jesteśmy w Austrii, na torze, na którym odniosłeś swoje pierwsze zwycięstwo w MotoGP. Jeździsz w barwach zespołu Red Bull KTM, dla którego jest to domowa runda. Masz więc wiele powodów do radości, choć też duże oczekiwania ze strony ekipy.

Miguel Oliveira: To jak wyglądały ostatnie cztery wyścigi pierwszej połowy sezonu , z pewnością jest dla nas czymś bardzo motywującym. Jesteśmy na fali wznoszącej i chcemy rozpocząć drugą połowę kampanii, kontynuacją dobrych rezultatów. Rok temu nie byłem tu ani najszybszy, ani najrówniejszy, więc bez wątpienia mam trochę pracy do wykonania, aby walczyć o zwycięstwo. Jutro odbędzie się pierwszy trening i już od niego chcemy być konkurencyjni. Zobaczymy co przyniesie weekend. Na pewno chcielibyśmy dobrze wypaść przy wszystkich obecnych tu fanach KTM-a.

Na koniec przenieśmy się do Cala. Przede wszystkim chcielibyśmy życzyć szybkiego powrotu do zdrowia Franko Morbidellemu. Na następne trzy rundy, to Cal zajmie jego miejsce. Choć zakończyłeś już karierę, to jednak teraz powracasz. Interesująca decyzja. Czy to Ty ją podjąłeś? Jak czujesz się z tym powrotem? Czy czujesz się dziwnie rozpoczynając kolejny weekend wyścigowy?

Cal Crutchlow: Tak czuje się dziwnie, gdyż niedawno zakończyłem karierę. a już jestem tu ponownie. Decyzję podjąłem wspólnie z Yamahą i zespołem Petronas SRT, dla którego przejadę trzy wyścigi. Niestety Franco został kontuzjowany i mam nadzieję, że niedługo wróci. W związku z tą sytuacją proponowali mi już jazdę w Assen, ale miałem zaplanowane testy w Japonii, której niestety zostały odwołane. Oznaczało to, że miałem zbyt długą przerwę od motocykla, gdyż ostatni raz jeździłem na testach w kwietniu. Teraz wracam do jazdy w ten weekend, więc jeśli zobaczycie mnie stojącego w pit lane, to prawdopodobnie dlatego. że zgasł mi motocykl i nie umiem wyjechać z garażu [śmiech]. Później nie będę jeździł aż do października, więc byłaby to zbyt długa przerwa. Myślę, że to najlepsze dla obu stron, że mogę być w stawce w dobrym zespole. Nie mogę doczekać się wyjazdu na tor. 

Oznacza to także, że będziesz ścigał się na Silverstone, na którym zobaczymy kibiców. Czyż nie będzie to dla Ciebie magiczne uczucie?

Cal Crutchlow: Oczywiście, ścigałem się na Silverstone przez wiele wiele lat. Miałem tam zarówno dobre jak i złe rezultaty, ale jazda przed własnymi kibicami, zawsze jest czymś wyjątkowym. Zawsze dopingowali mnie podczas weekendów i miałem wiele szczęścia, że zazwyczaj byłem jedynym Brytyjczykiem w stawce. Nawet kiedy nie byłem, wsparcie było wyrównane, a atmosfera wspaniała. Świetnie będzie pojechać na Silverstone i zobaczyć pełne trybuny, na które ten sport jak i ten tor zasługują. Jestem szczęśliwy, że runda na Silverstone rozgrywana jest wtedy, kiedy zastępuję Franco na trzy wyścigi. Ten tor byłby jednym z moich pierwszy wyborów do ścigania, może niekoniecznie Spielberg, ale Silverstone to dla mnie dobre miejsce.

Kliknij, aby pominąć reklamy

AUTOR: Aleksander Bala

Wyścigi motocyklowe zacząłem śledzić pod koniec sezonu 2014. Szybko stały się one moją największą pasją i już niedługo później, zacząłem o nich pisać. Lubię zdobywać wiedzę i dzielić się nią w aspektach takich jak: mentalność zawodników oraz przebieg ich kariery, rozwój technologii używanej w motocyklach, poszukiwania młodych talentów czy najciekawsze wydarzenia z przeszłości. Kontakt: [email protected]

Komentarze: 1

  1. Czemu na konferencji nie było Marca? Jestem ciekaw jakby skomentował odejście Vale😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są gwiazdką *

*

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
164 zapytań w 0,450 sek