Yamaha ma „wielką górę do pokonania” z silnikiem V4
Yamaha oficjalnie rozpoczęła sezon 2026 z nowym silnikiem V4. Projekt ten ma być krokiem naprzód nie tylko w kontekście tego, ale również przyszłego sezonu, kiedy to do użytku wejdą jednostki napędowe o pojemności 850 cm³. Szef Yamahy, Paolo Pavesio, ma świadomość że mają „wielką górę do pokonania”.
Inauguracyjna runda o GP Tajlandii boleśnie pokazała, jak wiele pracy przed Yamahą, a by nawiązać kontakt z czołówką. Fabio Quartararo nawet nie ukrywał swojej frustracji. Niemal pewne jest, że Francuz przejdzie do Hondy. Dużo bardziej powściągliwi są Alex Rins oraz kierowcy Pramac Yamaha – Jack Miller i Toprak Razgatlioglu. Cała trójka robi jednak „dobrą minę do złej gry”. Yamaha stoi bowiem przed nie lada wyzwaniem, aby wrócić na właściwe tory.
Kompromitujący wynik w Tajlandii sprawił, że japoński producent zdecydował się odwołać spotkanie kierowców z mediami. W związku z tym na wszystkie pytania odpowiadał Paolo Pavesio, pryncypał Yamahy.
Włoch wypowiedział się więc na temat obecnej sytuacji producenta spod trzech skrzyżowanych kamertonów. Pavesio ma świadomość, jak duże wyzwanie stoi przed Yamahą. Zachowuje jednak optymizm: „Jesteśmy na dobrej drodze, którą postanowiliśmy rozpocząć w zeszłym roku, oczekując projektu opartego na nowym silniku i zupełnie nowej koncepcji. Teraz wyraźnie widzimy różnicę i rozumiemy, że przed nami nie lada wyzwanie. Ale jesteśmy zdeterminowani, tak jak byliśmy gotowi, kiedy podjęliśmy decyzję, aby stawiać kolejne kroki”.
Kontynuując wypowiedź, Paolo zapewnia, że cały zespół jest zdeterminowany do rozwoju obecnego projektu: „Nasi zawodnicy dali z siebie sto dziesięć procent, firma daje z siebie sto dziesięć procent. Będziemy kontynuować swoją pracę. To jedyna droga. Nie będzie magii. Krok po kroku, sekunda po sekundzie, musimy dążyć do wyznaczonego celu”.
Pavesio nie jest w stanie sprecyzować czasu, jaki potrzebują, aby uczynić Yamahę V4 konkurencyjną. Nieustannie bowiem poznają zupełnie nową konstrukcję: „Bardzo trudno jest podać konkretną liczbę. Za każdym razem, gdy idziemy w dobrym kierunku, odkrywamy rzeczy, które musimy poprawić. Wciąż rozumiemy, powiedziałbym, podstawowe ustawienia maszyny”.
Włoch podkreśla, że bardzo pomaga im więcej czasu na testowanie maszyny. Wierzy, że dzięki temu stopniowo będą czynić postępy: „Na szczęście, dzięki ustępstwom, możemy zrobić o wiele więcej w kontekście rozwoju, niż inni. Dlatego też w tym sezonie będziemy obserwować, uczyć się, zmieniać i doskonalić. Spodziewam się więc, że ten sezon będzie miał rosnącą trajektorię”.
Nowy motocykl Yamahy stracił m.in. tempo w kwalifikacjach. Szef zespołu zapewnia jednak, że jest to część rozwoju projektu – maszyna musi stracić w jednym obszarze, by zyskać w innym: „Wiedzieliśmy, że mogliśmy coś stracić na początku, na szybkim okrążeniu, gdzie w zeszłym roku osiągaliśmy bardzo dobry poziom. To coś, co zrozumieliśmy, że musimy obecnie poświęcić, aby zapewnić większą regularność w trakcie wyścigów”.
Pavesio ma świadomość, że nowa Yamaha notuje póki co straty względem ubiegłorocznej konstrukcji, szczególnie na dłuższym dystansie. Jest to jednak element dalszego rozwoju: „Powiedziałbym, że sprint nie był taki zły. Strata między pierwszą Yamahą a zwycięzcą była dokładnie taka sama, jak w zeszłym roku. W długim wyścigu zauważyliśmy, że ucierpieliśmy nieco bardziej. To jednak początek nowego projektu – musimy więc zachować cierpliwość i dążyć do poprawy osiągów”.
Czy tej cierpliwości starczy Fabio Quartararo? Nie wydaje nam się. Dlatego też wszyscy już spodziewają się ogłoszenia kontraktu „Francuza z Hondą HRC. Pozostali kierowcy Yamahy nie mają innego wyboru na zachowanie posady w MotoGP. Dlatego też muszą zacisnąć zęby i walczyć. Dotyczy to szczególnie Alexa Rinsa, który nie broni się wynikami. Hiszpan, w przeciwieństwie do „El Diablo”, zachowuje pozorny optymizm. Unika również jakiejkolwiek krytyki, wspierając ekipę. Czy taka postawa pozwoli mu zachować posadę?
Źródło: gpone.com



