Honda i Yamaha „zmęczone przegrywaniem”
Obie japońskie firmy dokonały rewolucji i chcą być gotowe na nową erę MotoGP, rozpoczynająca się w 2027 roku. HRC aktywnie działa na rynku, próbując przyciągnąć na swoją stronę najlepszych zawodników, podczas gdy Yamaha pokłada nadzieję w silniku V4.
Kilka lat temu nikt nie spodziewał się, że Honda i Yamaha zanotują drastyczny spadek osiągów i będą odgrywali rolę kopciuszka. Ale tak się właśnie stało. W ubiegłym sezonie obie marki uplasowały się na dwóch ostatnich miejscach w klasyfikacji generalnej – Honda zdobyła 285 punktów, wyprzedzając Yamahę z 247 „oczkami” na koncie. Pozostali producenci znacznie odskoczyli Japończykom, których wyprzedził nawet KTM, mierzący się z kryzysem finansowym.
Wyniki z ostatnich lat widoczne są dla wszystkich. Od momentu odejścia Marka Marqueza z głównego zespołu Hondy, nie wygrali oni żadnego wyścigu. Nieco lepiej pod tym względem było w satelickiej ekipie, dzięki popisowej wygranej Johanna Zarco w jego domowym wyścigu. Z kolei Yamaha nie zaznała triumfu od GP Niemiec 2022 roku, gdy pierwszy na linii mety zameldował się Fabio Quartararo.
Japończycy nie dotrzymali kroku Europejczykom, którzy – choć mają mniejsze działy wyścigowe, mniejszy budżet – to niewątpliwie na ten moment ich twórczość i kreatywność pomaga w tworzeniu motocykli. To nie przypadek, że Ducati i Aprilia wprowadziły w ostatnich latach innowacyjne niskie zawieszenie czy zaawansowaną aerodynamikę opartą na efekcie przyziemnym. A to tylko część nowości.
Honda i Yamaha późno zdały sobie sprawę, że tracą grunt pod nogami. Zrozumiały jednak, że jeśli nie można pokonać wroga, to trzeba… się z nim zaprzyjaźnić. Romano Albesiano i Max Bartolini to tylko wierzchołek góry lodowej. Japończycy byli na tyle pokorni i mądrzy, by zdać sobie sprawę, że potrzebują innego sposobu pracy i myślenia.
I efekty tej pracy już widać. Honda straciła koncesję, a Yamaha jest w trakcie rewolucji technicznej, która doprowadziła ją do rezygnacji z rzędowego, czterocylindrowego silnika. Paolo Pavesio, dyrektor zarządzający Yamaha Motor Racing, zauważył, że podczas listopadowych testów w Walencji Yamaha miała do dyspozycji dwa motocykle z nowymi silnikami V4. Dwa miesiące owych silników było już dziesięć.
Nie oznacza to jednak, że dwaj japońscy producenci są gotowi do walki o tytuł w 2026 roku. Honda nie ma prawdziwego lidera, Yamaha – motocykla. Jednak w nowej erze Japończycy mogą przekroczyć swoje dotychczasowe granice.
W wyścigach liczą się również pieniądze i obie marki doskonale zdają sobie z tego sprawę. Honda wręcz wykorzystuje tę broń na rynku. Próby ściągnięcia Marka Marqueza i sparowania go z Pedro Acostą spełzły na niczym, ale producent nie poddał się i jak przekazały media – ruszył po Fabio Quartararo.
Yamaha też nie ma zamiaru składać broni. Media przytoczyły, że do producenta może dołączyć mistrz świata z 2024 roku Jorge Martin. Zarówna Yamaha, jak i Honda ostrzą również pazury na Francesco Bagnaię. Czas na defensywę Hondy i Yamahy dobiegł końca. Obie marki przechodzą do ataku.
Źródło: gpone.com



