Miller nie martwi się problemami technicznymi Yamahy
Yamaha zaliczyła bardzo trudne przedsezonowe testy na torze Sepang w Malezji. Fabio Quartararo złamał palec i musiał wycofać się z jazdy. Toprak Razgatlioglu póki co nie może dostosować swojego stylu jazdy do motocykla MotoGP. Drugi dzień testów został natomiast przerwany przez usterkę techniczną nowego silnika. Całą sytuację na chłodno przyjmuje jednak Jack Miller, zawodnik satelicki Pramac Yamaha.
W udzielonym wywiadzie „Jackass” nie specjalnie przejął się awarią jednostki napędowej Yamahy V4, uważając ją za zupełnie „naturalną”: „To był drobny problem, ale tak to już jest. Byliście skrajnie naiwni, jeżeli myśleliście, że da się zbudować nową konstrukcję motocykla w dziewięć miesięcy, żeby ścigać się z najlepszymi na świecie i nie mieć takiego dnia, jak wczoraj. To normalne”.
Miller podkreśla, że cały zespół liczył się z ewentualnymi problemami technicznymi i na chłodno podchodzi do całej sytuacji: „Chłopaki wczoraj wieczorem ciężko pracowali, żeby znaleźć rozwiązanie i pomóc nam wrócić na właściwe tory. Nie tylko tutaj, ale w całej Japonii, Europie, wszędzie. Jak już powiedziałem, to nieuniknione w takich sytuacjach i lepiej mieć te problemy teraz, aniżeli w wyścigu na torze Buriram czy coś w tym stylu”.
Jack uzyskał dopiero 17. czas testów, tracąc do najlepszego rezultatu 1,754 s. Australijczyk daje jednak do zrozumienia, że to On nie wydobył pełnego potencjału z dostępnego pakietu m.in. przez testowanie różnych części: „Nie udało mi się wydobyć z motocykla tego, czego chciałem, ale to nie była wina motocykla. To była tylko moja wina – potrzebuję czasu na tej maszynie. Byliśmy jednak zajęci testowaniem różnych części, podwozia itd. Przez ostatnie kilka dni staraliśmy się zrozumieć dobre i złe strony każdej części. Teraz doszliśmy jednak do punktu, w którym musimy zacząć jeździć na tym samym motocyklu. Kiedy tak się stanie, będziemy mogli się z nim oswoić, popracować trochę nad elektroniką, znaleźć trochę mocy i będzie dobrze!”.
Średnia prędkość maksymalna Jacka Millera wyniosła 327,8 km/h i była słabsza o około 10 km/h od fabrycznego Ducati Fabio DiGiannantonio. „Jackass” póki co jednak nie zwraca na to uwagi. Warto dodać, że jego pierwsze okrążenie w symulacji sprintu było lepsze od najlepszego czasu, który uzyskał przy niskim poziomie paliwa. Australijczyk pozytywnie ocenia dłuższy przejazd: „Byłem z niego całkiem zadowolony. Dziś rano miałem dwie próby naraz, a potem wziąłem udział w symulacji sprintu. Byłem o osiem dziesiątych sekundy szybszy w symulacji sprintu, aniżeli próbie czasowej!”
30-latka cieszyło dobre tempo motocykla na końcowym etapie symulacji sprintu: „Byłem naprawdę zadowolony z motocykla na końcowych etapach symulacji sprintu. Zwłaszcza, gdy temperatura powierzchni asfaltu robi się wysoka itd., a motocykl zaczyna się ruszać. Pozostał mi jednak wierny i robił, co powinien”.
Co może napawać optymizmem, to tempo Millera w sprincie. W zeszłym roku Australijczyk zajął dopiero 14. miejsce ze stratą ponad 17. sekundy do zwycięzcy. Dzisiejsza symulacja umieściłaby go jednak na 9. lokacie w tamtym sprincie. Ostatecznie Jack zakończył symulację sprintu ze stratą niecałych 14. sekund do Alexa Marqueza z Gresini Ducati. Alex Rins, który reprezentuje barwy fabrycznej Yamahy, stracił nieco ponad 12. sekund.
Yamaha, znajdując się w koncesji D, ma prawo do nieustannego doskonalenia jednostki napędowej. Bezkarnie mogą także pracować nad poprawą niezawodności. Nie dziwi więc spokój zawodnika Pramac Yamahy. Prawdziwa weryfikacja przyjdzie jednak w trakcie sezonu.
Źródło: speedweek.com



