Marquez dostałby karę za „ucieczkę” z pól startowych

GP Ameryki rozpoczęło się w atmosferze ogromnego zamieszania. Wszystko za sprawą Marca Marqueza, który tuż przed startem zdecydował się na zmianę motocykla. Jego nagła decyzja wywołała lawinową reakcję innych zawodników, a w konsekwencji wprowadziła zamęt w alei serwisowej. Hiszpan utrzymywał, że zareagował znając dokładnie zapisy regulaminowe. Gdyby jednak organizatorzy nie wywiesili czerwonej flagi, za to co zrobił groziłaby mu kara.
Hiszpan, który miał startować z pole position, początkowo wyjechał na tor na motocyklu wyposażonym w opony deszczowe. To okazało się błędem – podobnie jak w przypadku większości stawki. Tor był bowiem praktycznie suchy. Tuż przed rozpoczęciem okrążenia rozgrzewkowego Marquez porzucił maszynę i pobiegł do garażu po drugi motocykl – tym razem na suchą nawierzchnię. Jego ruch wywołał natychmiastową reakcję – aż dziewięciu innych zawodników podążyło za nim, wywołując chaos.
Widząc ogromne zamieszanie, Dyrekcja Wyścigu postanowiła przerwać procedurę startową i wywiesić czerwoną flagę. To oznaczało restart i unieważnienie wszystkich wcześniejszych decyzji, w tym ewentualnych kar dla zawodników, którzy złamali regulamin. A regulaminowa kara to jednorazowy przejazd przez aleję serwisową na pierwszych okrążeniach.
Marquez otwarcie przyznał, że jego działanie było zaplanowaną strategią. „Wiedziałem, że jeśli za mną pójdzie wystarczająco dużo zawodników, start zostanie przerwany. I tak się stało.” – powiedział po wyścigu. I faktycznie – w regulaminie znajduje się zapis, mówiący nawet o konkretnej liczbie zawodników: musi być ich więcej niż 10. Problem w tym, że było ich… dokładnie 10. A więc zbyt mało, aby przepis zadziałał. Mimo to podjęto decyzję o przerwaniu rywalizacji ze względów bezpieczeństwa.
„Sytuacja była bezprecedensowa. Na torze i w alei serwisowej panowało zbyt duże zamieszanie, by rozpocząć wyścig w normalnych warunkach. Restart był najbezpieczniejszym rozwiązaniem.” – tłumaczył dyrektor wyścigu, Mike Webb. Dodał także, że organizatorzy przeanalizują zdarzenie wspólnie z zespołami, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. W decyzji tej poszkodowani zostali bowiem Ai Ogura, Enea Bastianini oraz Brad Binder – jedyni trzej zawodnicy na starcie na slickach. Oni byliby wygranymi gdyby wyścig ruszył – nie musieliby zmieniać motocykli, a wszyscy inni – tak.
Zgodnie z obowiązującymi aktualnie przepisami zawodnicy, którzy zmieniają opony z powodu warunków pogodowych już po ustawieniu się na polach startowych, powinni rozpocząć wyścig z alei serwisowej, ale również otrzymać karę przejazdu przez nią w pierwszych okrążeniach. To prawo wprowadzono po GP Argentyny w 2018 roku, aby zapobiec sytuacjom, w których zawodnicy na niewłaściwych oponach masowo porzucaliby pola startowe licząc na to, że zaoszczędzą czas względem tych, którzy pozostaną na torze, ale będą musieli zmienić motocykl w trakcie wyścigu.
Teoretycznie Marquez – jak i inni – powinien zostać ukarany karą przejazdu przez aleję serwisową. Jednak czerwona flaga „wyczyściła” wszelkie konsekwencje takiego manewru. Wyścig wystartował ponownie w trybie szybkiego restartu, a Hiszpan mógł bez przeszkód ruszyć do walki. Ostatecznie jednak jego szczęście nie trwało długo – choć prowadził, na dziewiątym okrążeniu stracił panowanie nad motocyklem i upadł.
Źródło: motogp.com, motorsport.com
Ok wszystko logiczne bo wiadomo kwestia bezpieczeństwa jest najważniejsza, ale czemu ci którzy zaryzykowali i od razu wyjechali na slickach nie mieli z tego żadnego profitu? Powinni ustawić się na trzech pierwszych pozycjach do restartu. Gdyby było odwrotnie i zaczęłoby padać nikt nie pozwoliłby im motocyklu zmienić i musieliby z boksów startować. Trochę to nierówne więc fajnie jakby trochę ten przepis zaktualizowano.
Przepisy są jasne. Gdyby zaczęło padać to znowu nie 3 zawodnicy, a wszyscy, bo wszyscy mieli slicki pobiegliby zmienić. Gdyby przy próbie pierwszego startu zaczęło padać to ta trójka mogłaby pobiec zmienić moto i startować z pitlane z karą.
Co innego kiedy w pitlane startuje 3 zawodnikowy, a co innego kiedy 10.
Zresztą sytuacja kiedy cała stawka lub cała bez 3 zawodnikowy na jednym okrążeniu zjeżdżałaby do pitlane na zmianę też jest dość niebezpieczna, choć nie tak gdyby zawodnicy na slickach musieliby ruszać w trakcie deszczu, bo wtedy ich motocykl na szykanach mógłby zgarnąć zawodników z czołówki jak kręgle…
Może w tym wyścigu zabrakło po prostu… intermidiatów? Na pewno w Moto 2 zabrakło.
Jak to wszyscy byli na slickach? Przecież właśnie tylko tych trzech było na slickach?
Właśnie na kanał YT MotoGP wleciał film z sytuację przed startem. I na tyle co rozumiem Marc, mechanik i Tardozzi byli przekonani, że Marc nie dostanie kary dłuższego okrążenia, jeżeli zmieni motocykl. Chciał ukryć swoją strategię przed resztą. Jego plan nie wyszedł, trochę mu się przyfarciło, a teraz gada, że plan miał inny :D.
Chyba zaczęło się kombinowanie przed drugą częścią garażu. Stawiam, że najdalej do połowy sezonu będzie kosa jak pomiędzy Marquezem i Rossim. 😐
Nie będzie kosy jak z Rossi. Po pierwsze Rossi był osobą, która zawsze musiała mieć arcywrogów. Czy Marc kiedyś uważał Doviego za wroga, a co dopiero arcywroga? Nie. Jedynie za rywala, a pojedynków przez lata mieli ogrom. Nie wiem czy Rossi miał z jednym zawodnikiem tyle pojedynków.
Poza tym po pierwszym wyścigu sezonu Marquez cieszył się też z… mechanikami Peco, a oni z nim. To było unikalne.
Marc i Peco mogę ostro rywalizować, ale do zaogniania między nimi jakichś wojen to może tylko dążyć Valentino, a nie 63 sam z siebie, czy 93.
Niby na początku jest fajnie, kolorowo. Zobaczymy po pierwszym, drugim spięciu na torze lub kontakcie i wywrotce.
Oczywiście możesz mieć rację. Pożyjemy zobaczymy. Ja tak po prostu czuję w nogach. 😉
Co ty pie.. mówisz? Jakich wrogów? Wtedy były inne czasy i inni ludzie. W sensie inny byl system wartości. Zawodnicy inaczej podchodzili do rywalizacji. Było pełno badboy’ów w sporcie, co często przekładało się na wrogość ale i ciekawe sytuacje poza torem. Dzisiejsi zawodnicy w sensie relacji międzyludzkich to miękkie pipki, z resztą podobnie jak cale społeczeństwo z tych roczników. Wówczas nawet podczas wywiadów dochodziło do fajnych potyczek. A dziś ? Dziś pewnie taki komentarz jak mój będzie „mową nienawiści, ktora rani uczucia”
Wulgarnoś” twojego komentarza idealnie współgra z prymitywizmem wypowiedzi. Nie życzę sobie takich zwrotów w moją stronę.
I nie, te dwie dekady temu zawodnicy nie byli inni. Wystarczy popatrzeć na tor i dalej widać ostrą jazdę, nawet z celowy wpadaniem na zawodników, jak choćby Jacek i Mir. Inne jest po prostu piar i poziom szacunku w wypowiedziach do innych.
Valentino Rossi prawie o każdym z kim walczył mówił że to jego ogromny wróg, z którym idzie na wojne. Biaggi, Jorge, Marc. Dziwnym trafem, żaden z tych zawodników nie miał innych wrogów i nie miał potrzeby atakowania innych. To wyraźnie pokazuje kto antagonizował innych i w jakich okolicznościach. Jeśli ktoś tego nie widzi, to nie chce zobaczyć i wymyśla dziwne teorie o miękkości współczesnych zawodników.
Jorge nie miał innych wrogów? Czy dobrze pamiętam, że król hiszpański próbował godzić Lorenzo i Pedrosę?
No offense.
Tak, bo prawdziwy bad boy, „niemiękka pipka” musi zaczepiać, prowokować podczas wywiadów, tworzyć toksyczną atmosferę… To częściej zagrywki wśród kobiet. Pewność siebie nie oznacza takich durnych gierek ani nie jest głośna tylko robi się swoje i nie daje się sprowokować, tak był np. Pedrosa, żadnych dram ani dziecinnych zaczepek. Nie wiem kto daje.takim komentarzom łapki w górę 🙄
Tardozzi wiedział, że dostanie ale tamci go chyba przekonali że jednak nie XD Czuć taki vibe Ferrari w tej rozmowie.
Dość lajtowa kara 😉 powinni zmienić ją na 10s postój w pit. Wtedy nie uzyskaliby takiej przewagi nad tymi co mają niewłaściwe opony.
Jak lajtowa kara? Ruszane z pitlane to już na dzień dobry kilka sekundę straty do ostatniego zawodnika i kilkanaście do pierwszego, później dodatkowe przejechanie pitlane to 35 sekund lub więcej w zależność od toru. Jeśli założymy, że wszyscy jadą to fakt, że nie zmieniają Moto sprawi że będa o kilka sekund szybsi od tych co po drodze zmieniają – i tak mniej niż tracą na starcie z pirlane. Czy tyle odrobią na pierwszym okrążeniu w stosunku do wetów na suchym lub prawie suchym asfalcie?
Złe opony to kilka-kilkanaście sekund na okrążeniu 😉 a muszą je jeszcze zmienić. Więc kara jest lajtowa.
Bo MotoGP to też polityka – nie było woli ukarania 10 zawodników z chyba wszystkich zespołów w tym obu z najsilniejszych stajni. Nie było woli – bo zaczęły by się rozgrywki kto bardziej zasłużył, a kto mniej. Wybrano mniejsze zło z lekka naginając przepisy. I nie było woli bo sędziowie też się pogubili i nie zareagowali od razu. Wniosek – trzeba pewnie skorygować przepisy. Ale to kolejna przepychanka. Zbyt duże pieniążki są w grze.