Zawodnicy wzywają do poprawy bezpieczeństwa w Barcelonie!

GP Katalonii na długo zapadnie w pamięci nie tylko kibiców i ekspertów, ale również samych kierowców i zespołów. Niedzielna rywalizacja była bowiem dwukrotnie przerywana czerwoną flagą. Najpierw po makabrycznym wypadku Alexa Marqueza. Potem po zbiorowej kolizji z udziałem Francesco Bagnai, Luki Mariniego i Johanna Zarco. Zawodnicy są zgodni, że trzeba poprawić bezpieczeństwo na torze pod Barceloną.

Problem dotyczy przede wszystkim prostej start-meta i dohamowania do pierwszego, bardzo ciasnego zakrętu. W ocenie kierowców trzeba przesunąć linię startu bliżej szykany. Wszystko po to, aby zawodnicy dojeżdżali do niej z dużo mniejszą prędkością.

Kliknij, aby pominąć reklamę

W tej sprawie wypowiedziało się kilku kierowców, w tym Fabio Di Giannantonio, zwycięzca GP Katalonii: Startując z tak dużej odległości od pierwszego zakrętu, dotarliśmy tam z dużą prędkością, ale nie taką, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni na normalnym okrążeniu. Dlatego tak naprawdę nie znamy idealnego punktu hamowania w pierwszym zakręcie. Mały błąd może więc przerodzić się w duży i doprowadzić do wielkiej katastrofy”.

„Diggia” podkreśla, że dzięki mniejszej prędkości konsekwencje ewentualnego błędu będą mniejsze: Idealnym rozwiązaniem, myślę, że każdy zawodnik by się z tym zgodził, byłoby wystartowanie jak najbliżej pierwszego zakrętu. Wtedy moglibyśmy po prostu wjechać i przejechać, a każdy z nas znalazłby swoje miejsce w wielkim „wężu” zawodników”.

Trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej dodał, że przez wysoką prędkość dużo trudniej hamować motocyklem, znajdującym się w tzw. „brudnym powietrzu”: Z pewnością dotarcie tam na piątym biegu z dużą prędkością, z dużą aerodynamiką i turbulencjami – to również jest obecnie bardzo ważny problem. Kiedy jesteś pomiędzy motocyklami, maszyna zachowuje się zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy jedziesz tuż za jednym. Doświadczamy czegoś takiego tylko dwa razy w trakcie weekendu – w sprincie i Grand Prix. I naprawdę, naprawdę trudno jest być precyzyjnym i zarządzać tym.”

Kliknij, aby pominąć reklamę

Zdanie „Diggi” poparł Joan Mir, pierwotnie drugi w wyścigu, jednak po doliczeniu kary sklasyfikowany poza strefą punktową: Całkowicie zgadzam się z Diggią, ponieważ na pierwszym zakręcie wjeżdżamy na piątym biegu. Punkt hamowania jest bardzo długi. Dwadzieścia motocykli zatrzymuje się tam z prędkości aż 300 km/h”.

Mistrz Świata MotoGP z 2020 roku również uważa, że przesunięcie linii startu bliżej pierwszego zakrętu powinna poprawić bezpieczeństwo: „Z pewnością pole do błędów jest bardzo ograniczone. I myślę, że dobrym rozwiązaniem może być przesunięcie startu nieco do przodu, aby pokonać ten pierwszy zakręt z nieco mniejszą prędkością”.

Kierowca Honda HRC jest przekonany, że wspólnie z innymi zawodnikami poruszy ten temat na spotkaniach dotyczących bezpieczeństwa. Jeżeli nawet nie da się wyeliminować ryzyka poważnego wypadku, to przynajmniej trzeba to ryzyko zminimalizować:Jestem pewien, że o tym porozmawiamy. Postaramy się zadbać o bezpieczeństwo wszystkich. Ale ostatecznie na tym torze istnieje ryzyko. Mam więc nadzieję, że uda nam się to rozwiązać na przyszłość”.

Źródło: crash.net

Kliknij, aby pominąć reklamę

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

  1. Moto GP nie stać na przerysowanie lini startowej w innym miejscu…

    Choć wtedy trzeba by rozdzielić linię mety i zostawić tam gdzie jest obecnie, bo inaczej zawszę będzie wygrywał zawodnik, który wjedzie na prostą zaraz za pierwszym i skorzysta z tunelu. Pewnie wymagałoby to zmiany przepisów, no ale przecież ich nie wolno zmienić. Przepisy są świetne i ważniejsza od bezpieczeństwa… Tak samo jak nie można było, pomimo sugestii zawodników, zakazać na kilku torach systemu opuszczania moto przy starcie, bo pierwszy zakręt jest za blisko…

Dodaj komentarz

Back to top button