Bezzecchi żałuje australijskich kibiców
Niedzielny wyścig o GP Australii nie doszedł do skutku z powodu obfitych opadów deszczu i niemożności użytkowania helikoptera medycznego. Australijscy kibice do samego końca wyczekiwali początku rywalizacji w deszczu. Ostatecznie jednak do tego nie doszło. Pełen podziwu, a zarazem współczucia względem nich, jest Marco Bezzecchi.
Kierowca Aprilii, podobnie jak wielu innych zawodników, chciał przystąpić do niedzielnego wyścigu, pomimo trudnych warunków pogodowych: „Bardzo. Naprawdę. Trudno to opisać”.
W rozmowie z TNT Sports „Bez” nie ukrywał, iż przede wszystkim szkoda mu było kibiców, którzy mokli w deszczu i do samego końca czekali na start: „Przede wszystkim szkoda mi wszystkich ludzi, ponieważ Phillip Island to dla Australijczyków tor historyczny. Dotarcie na ten obiekt nie jest łatwe, więc wyobrażam sobie, że wielu z nich musiało przebyć długą drogę i włożyć sporo wysiłku, by się tu znaleźć. Kiedy braliśmy udział w paradzie, liczba kibiców, którzy wciąż na nas czekali, była niesamowita – więc przede wszystkim szkoda mi właśnie ich. Oczywiście szkoda też nas samych – ściganie to nasza pasja. Kochamy to, ale niestety są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Mam jednak nadzieję, że uda mi się tu wkrótce wrócić”.
Po GP Australii Marco traci do Marca Marqueza 50. punktów. Włoch stara jednak szukać pozytywów i podkreśla, iż jego celem jest jak najlepsze zakończenie sezonu: „Zawsze staramy się dostrzegać pozytywy. Wczorajszy sprint był udany. Wciąż trochę żałuję kwalifikacji, ale tempo w sprincie było dobre, więc to z pewnością pozytywny aspekt”.
Źródło: TNT Sports



