Pech i upadek Marco Bezzecchiego
Marco Bezzecchi wyjaśnił, dlaczego fatalnie rozpoczął sprint MotoGP w Jerez. Włoch ruszał z czwartego pola, ale po starcie spadł aż na 17. pozycję przez folię z wizjera, która dostała się pod jego motocykl.
Powtórki telewizyjne pokazały, że podczas ruszania zawodnik najechał na tzw. zrywkę – tear-off. Bezzecchi uważa, że element mógł pochodzić od Alexa Márqueza, choć Hiszpan zaprzeczył, by była to jego folia.
Zawodnik Aprilii tłumaczył, że folia najpierw utkwiła w przedniej owiewce, a następnie po zatrzymaniu na polach startowych spadła pod motocykl. „To na pewno nie jest najlepszy sposób na start. To coś, czego nie da się kontrolować. Alex nie zrobił nic złego, po prostu zerwał folię. Ja jej nie widziałem, była zakleszczona z przodu, a potem wpadła pod motocykl” – powiedział.
Bezzecchi przyznał, że trudno ocenić, jaki wynik mógł osiągnąć bez tego pecha. W suchych warunkach widział się w czołowej piątce lub szóstce, ale zmienna pogoda całkowicie zmieniła przebieg sprintu.
„Gdy zaczyna padać deszcz na slickach, to walka o przetrwanie. Potem dochodzi jeszcze zmiana motocykla, co nigdy nie jest łatwe. Tak to się potoczyło” – dodał.
Włoch zaliczył również upadek w dalszej części sprintu. Jak wyjaśnił, przyczyną mogła być zbyt niska temperatura przedniej opony po przesiadce na drugi motocykl. „Na szczęście nic mi nie jest. Przednia opona była chyba za zimna, złożyłem się w drugim zakręcie i straciłem przód”.



