Home / Moto2 / Ekskluzywny wywiad z Łukaszem Wargalą!

Ekskluzywny wywiad z Łukaszem Wargalą!

Już w ten weekend Łukasz Wargala oficjalnie zadebiutuje w klasie Moto2. Nam udało się zająć mu chwilę i zadać parę pytań przed tą niezwykle ważną dla niego rundą…

Polak od zawsze kochał jazdę na motocyklach, zaczął w wieku ośmiu lat i tak zostało mu już do tej pory. Po prostu nie potrafił żyć bez motocykli. Jazdę na profesjonalnych maszynach rozpoczął w 2007 roku, kiedy to wziął udział w treningach wolnych na torze Poznań. Na tym jednak wówczas się zakończyło…

Jego kariera nabrała tempa w sezonie 2008, kiedy to postanowił on wystartować w pucharze markowym Fiat Yamaha Cup w Poznaniu. Zaskoczył już w pierwszej rundzie, kiedy to na metę wpadł tuż za czołową trójką, ostatecznie zajmując tak nielubiane przez wszystkich czwarte miejsce. W drugim wyścigu, jak sam przyznaje, trochę go poniosło i podczas walki o trzecią pozycję przewrócił się. „Po tej wywrotce moja głowa przysłowiowo nie ogarnęła już do końca sezonu,” potwierdził.

Rok później Zielonogórzanin zdecydował się na odważny ruch i przeniesienie się do serii IDM Superbike. Chociaż wielu odradzało mu starty w prestiżowych mistrzostwach Niemiec, on postanowił spróbować. Musiał nauczyć się wielu torów, ale nie dawał za wygraną. Podczas rundy na znanym torze Sachsenring, na którym jechał po raz pierwszy i to w deszczu – zajął dziewiątą pozycję. Miniony sezon nie był już jednak dla niego udany i praktycznie wciąż zmagał się z kontuzją. „Jeśli miałbym podsumować te starty w Niemczech, to chociaż rzuciłem się na głęboką wodę, wiele się tam nauczyłem – to było prawdziwe ściganie.”

 

Teraz jednak nadszedł czas na starty w klasie Moto2 u boku Raffaele de Rosy w zespole G22 Racing. #99 przyznaje, że jeszcze do tej pory nie może uwierzyć w to, jak to wszystko się potoczyło. Wszak w kategorii tej miał startować rok temu z dziką kartą w Grand Prix Czech, ale uniemożliwiła mu to kontuzja ramienia.


MotoSports.pl: Jak to jest być pierwszym Polakiem w Motocyklowych Mistrzostwach Świata od bardzo długiego czasu?

ŁW: Przyznam, że dla mnie to ogromny zaszczyt i nie ukrywam, że również presja. Cóż, mam taki plan, żeby zaprosić na jedną z rund pana Ryszarda Mankiewicza, który ścigał się kiedyś z Angelem Nieto. Tak, żeby powspominali dawne czasy, ponieważ gdy pierwszy raz rozmawiałem z Angelo mówił, że pamięta, jak ścigał się z nim Polak. To było jednak ponad czterdzieści lat temu. Teraz plan jest taki, aby już nigdy nie było sezonu bez polskiego zawodnika.

MotoSports.pl: W sumie na nas, kibiców, wiadomość o Twoich startach w Moto2 spadła dość niespodziewanie. Jak to wyglądało z Twojej strony? Kiedy rozpocząłeś negocjacje z teamem G22 Racing? Zaraz po ogłoszeniu przejścia na emeryturę przez Fonsiego Nieto?

ŁW: O starcie w Moto2 rozmawiałem juz w zeszłym roku, kiedy zostałem zaproszony przez szefa Racing Team Germany – Dirka Haidolfa na rundę w Le Mans. Zaproponował mi on start z dziką kartą w Brnie, ale jak wszystkim wiadomo – nic z tego nie wyszło z powodu kontuzji. Nigdy nie mówiłem też o tym w żadnym wywiadzie, ale gdyby nie to, zastąpiłbym Arne Tode w zespole do końca sezonu. Jak to jednak mówią, było – minęło.

Na ten sezon plan był taki, że będziemy startować właśnie z Racing Team Germany, ale Dirk niestety nie otrzymał miejsca w Moto2. Później rozmawialiśmy z MZ, ale to była farsa – warunki nie do spełnienia i jeszcze ta dziwna rama. Swoją drogą – biedny Anthony West… zbiera na nową ramę. Jak wejdziecie na Facebooka to sami możecie się dorzucić ;) Wracając do tematu. Jeżeli chodzi zaś o G22 Racing, to jakbym trafił „szóstkę” w Lotto – świetny team, ludzie no i Moriwaki – nic tylko zasuwać. To prawda, Fonsi odszedł niespodziewanie, ale dzięki temu mi udało się wskoczyć na jego miejsce. Nie ma co ukrywać, że miałem dużo szczęścia.

MotoSports.pl: Z powodu niesprzyjającej pogody nie dane ci było zbytnio przetestować motocykla… Nie poznaliśmy też Twoich czasów. Powiedz proszę, jak Ci szło w trakcie testów?

ŁW: Nie było tak źle, trochę pojeździłem, aczkolwiek chciałbym jak najwięcej. W Walencji były trzy dni jazdy na suchym torze. Wtedy po prostu uczyłem się jeździć na „sześćsetce”. W Estoril przez trzy dni padało, więc udało się przejechać po przesychającej nawierzchni około piętnastu okrążeń. Na wyjściu z jednego z zakrętów trafiłem na mokrą plamę i trochę pofruwałem. Na testach w Jerez wyszło na to, że trochę popsułem Moriwaki. Jeżeli chodzi o czasy to nie mam pojęcia jakie były, ponieważ mój dyrektor techniczny zakleił mi lap timer mówiąc, że na początku czasy są nieistotne. Ja miałem się koncentrować na nauce a nie na czasach.

Czytaj dalej >>

 

 

MotoSports.pl: Ostatnio miałeś sporego pecha, nie startując ostatecznie w GP Kataru. Co wtedy tak naprawdę się stało?

ŁW: Wchodzę na lotnisko w Berlinie, podchodzę do okienka, a Pani mówi, że „my z Polski bez wizy z konsulatu lecieć nie możemy” i zostałem odesłany do konsulatu. Całe szczęście, że jeden z większych jest w Berlinie. Dostałem tą wizę po dwunastu godzinach, chociaż normalnie czeka się siedem dni. Następnych szesnaście godzin musiałem jednak czekać na samolot, a wtedy było już po treningach wolnych. Gdy doleciałem okazało się, że rama, która miała dolecieć z Japonii gdzieś zaginęła, a moja była trochę krzywa. Wspólnie z Pablo podjęliśmy decyzję, że nie będziemy ryzykować, a mój debiut w Moto2 nastąpi na Jerez.

MotoSports.pl: Tak czy inaczej, tak jak już powiedziałeś, Twoim debiutem w Motocyklowych Mistrzostwach Świata będzie start w GP Hiszpanii. Masz jakieś cele przed rundą na Jerez de la Frontera?

ŁW: Właśnie jestem świeżo po rozmowie z moim szefem teamu i technicznym. Najważniejsze jest dojechanie do mety. Zespół nie wywiera na mnie presji, mam stopniowo poprawiać swoje rezultaty i szkolić technikę. Ja oczywiście dam z siebie wszystko i będę walczyć o jak najwyższe pozycje.

 

MotoSports.pl: Wiadomo, że przystosowanie się do nowego motocykla zajmuje trochę czasu. Tobie z pewnością go zabrakło…

ŁW: No niewiele pojeździłem na Moriwaki, to fakt. Na pewno jest to jakiś problem, ponieważ zawsze ścigałem się na większych pojemnościach, ale szybko się uczę, więc będzie dobrze.

 

MotoSports.pl: Jak bardzo motocykl Moto2 różni się od tego, na którym poprzednio się ścigałeś?

ŁW: Tych motocykli nie można porównywać. Superbike ma litr pojemności i 203KM, po prostu seryjny motocykl przerobiony do ścigania. Moto2 to już prototypowa rama stworzona tylko do sportu, 600cc pojemności, tylko około 130 KM – trochę co prawda nadrabia wagą, ale sposób prowadzenia i sztywność ramy jest niesamowita.

 

MotoSports.pl: Debiut w Motocyklowych Mistrzostwach Światach zaliczyć miałeś już w ubiegłym roku w Brnie, jednak wtedy start uniemożliwiła kontuzja. Czy teraz jest już wszystko w porządku i czy jakoś utrudnia Ci to jeszcze jazdę?

ŁW: Tak, ja lubię się czasami popsuć. Po zeszłorocznej kontuzji nie ma już jednak śladu, pozrywałem coś w nodze w Estoril ale już jest ok .Taki sport – jak każdy zresztą.


MotoSports.pl: A jak układa Ci się współpraca z nową ekipą no i Twoim team-partnerem Raffaele de Rosą?

ŁW: Jak już wcześniej mówiłem, zespół to profesjonaliści. Jesteśmy jak rodzina, razem na paddocku od rana do wieczora, po prostu super ludzie. Mój kolega Neapolitańczyk (Raffaele de Rosa) to bardzo fajny i szybki zawodnik. Mówię wam, że zobaczymy go w tym roku nie raz na podium, a cały team bardzo na niego liczy.

 

MotoSports.pl: Jeżdżąc z karuzelą Moto2 zwiedzisz kawał świata. Czy w tych podróżach będzie Ci towarzyszył ktoś szczególny? Co będziesz robił w wolnym czasie?

ŁW: Można powiedzieć, że od dwóch miesięcy żyję na walizkach i nie wysiadam z samolotu. Mam wspaniałą rodzinę: 4’letnią córkę Jessicę i żonę Joannę oraz wspierających mnie rodziców. Bardzo bym chciał, żeby jeździły ze mną na wszystkie rundy, ale czasami nie jest to możliwe. Wolny czas poświęcam rodzinie i przyjaciołom, przeznaczę go też na pomieszkanie w domu i odpoczynek oraz na nieustanne treningi.

 

MotoSports.pl: Rundy w Brnie zawsze przyciągają rzesze fanów z Polski… W końcu będą mogli kibicować rodakowi. Czy masz dla nich jakąś specjalną wiadomość?

ŁW: Nie ukrywam, że nie mogę się doczekać Brna. Rozmawiałem z ojcem Karela Abrahama i mówił, że w zeszłym roku w Brnie było około dwunastu tysięcy kibiców z Polski – rewelacja. Cóż, może w końcu zobaczymy jeszcze więcej naszych flag na trybunach – z pewnością będzie miło. Warto wybrać się również na rundy MotoGP w innych krajach – na wszystkich jest super.

 

MotoSports.pl: I na koniec… Gdy Adam Małysz skakał na skoczniach całego świata, panowała „Małyszomania”. Gdy Robert Kubica pojawił się w F1, nagle pojawiły się rzesze znawców tej dyscypliny – nastąpiła „Kubicomania”. Sądzisz, że pojawi się coś w stylu „Wargalomanii”?

ŁW: Nieco śmieszne pytanie, z pewnością najpierw trzeba coś osiągnąć w tym sporcie, a później zobaczymy co będzie. Cóż, Małysz zakończył błyskotliwą karierę – szkoda, ale życzę mu powodzenia na nowej drodze. Robert Kubica jest, moim skromnym zdaniem, najlepszym polskim sportowcem. Tak mocnego psychicznie i fizycznie zawodnika ciężko jest znaleźć. Poza tym ma jedną z najważniejszych cech Mistrza – jest świetnym strategiem i umie kalkulować. Wielu postawiło na nim krzyżyk w tym roku, ale ja myślę, że jeszcze go w tym sezonie F1 zobaczymy.

MotoSports.pl: Bardzo dziękuję za wywiad i życzę powodzenia!

ŁW: Również dziękuję.

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są gwiazdką *

*

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
111 zapytań w 0,420 sek