Home / MotoGP / Zgoda na linii Marquez-Lorenzo?

Zgoda na linii Marquez-Lorenzo?

Od kontrowersyjnego manewru Marca Marqueza, który wyprzedził w ostatnim zakręcie wyścigu o Grand Prix Hiszpanii w walce o drugie miejsce Jorge Lorenzo, nadal jest tematem numer jeden w świecie MotoGP. Pytań o całą sytuację nie zabrakło także i podczas tradycyjnej, czwartkowej konferencji prasowej na torze Le Mans. Czy między tymi dwoma Hiszpanami wszystko już jest w porządku? Czy może jednak pomimo podania sobie rąk nadal mają odmienne zdania na temat tamtego zderzenia? O tym poniżej…

Przypomnijmy, jak wyglądał cały manewr w trakcie Grand Prix Hiszpanii wygranego przez Daniego Pedrosę. Marquez na ostatnich kółkach starał się wyprzedzić Lorenzo w szóstym zakręcie, tym po tylnej prostej, jednak tam Jorge skutecznie się bronił. Kilkukrotnie Marc wyjechał tam poza optymalną linię, a nie inaczej było na ostatnim okrążeniu. I gdy wydawało się, że drugie miejsce #99 jest bezpieczne, w ostatnim zakręcie 20-latek zaatakował w stylu Valentino Rossiego w 2005 roku. Lorenzo zostawił miejsce, Marquez wykorzystał je na atak, jednak nie zamknął zakrętu i zderzył się razem ze swoim starszym rodakiem. Marc był na wewnętrznej i dojechał do mety jako drugi, wyrywając 26-latkowi z Majorki nie tylko tą pozycję, ale również fotel lidera w klasyfikacji generalnej.

Po wyścigu „Por Fuera” nie podał ręki #93, ale później zaznaczał, iż wie, że popełnił błąd zostawiając rywalowi niemalże otwarte drzwi zapraszając go to ataku. Obaj panowie ręce podali sobie dopiero w samolocie, którym wracali z Jerez de la Frontera do domów. Jak na ironię, mieli oni miejsca w tym samym rzędzie, a dzielił ich jedynie jeden fotel. „To śmieszne, bo na około trzysta osób w samolocie, my znaleźliśmy się obok siebie. Wtedy podaliśmy sobie dłonie. Tak jak powiedziałem, nie mam problemów z Marquezem, a jedynie chcę poprawić bezpieczeństwo w moim sporcie”przyznał Lorenzo.

Później zawodnik Yamaha Factory Racing wyjaśnił, o co tak naprawdę mu teraz chodzi, bo już nie o sam manewr Marqueza. Hiszpan dziwi się bowiem, dlaczego Dyrekcja Wyścigowa nie przyznała tegorocznemu debiutantowi punktów karnych. Przed startem obecnego sezonu wprowadzono bowiem przepis, że za przewinienia kierowcy karani będą właśnie owymi punktami, a po zgromadzeniu pewnej ich ilości grożą dotkliwe kary – start z końca stawki czy nawet wykluczenie z kolejnego wyścigu.

Dyrekcja Wyścigowa, choć Marqueza wielokrotnie krytykowano za ten manewr, nie podjęła żadnych radykalnych kroków. Marc przekonywał, że w końcu to są wyścig, a takie aatki zdarzały się w tym miejscu w przeszłości. Tym samym włodarze zachowali się tak samo jak w 2005 roku, gdy w podobny sposób Valentino Rossi wyprzedził Sete Gibernau i wygrał wyścig. Wówczas Włoch także nie otrzymał żadnej nagany.

„Wiem, że kiedy widzisz wolną przestrzeń, próbujesz atakować. Nie mam nic do Marca! Mamy system punktów karnych i nie używamy go, chociaż powinniśmy. Myślę, że można stać się logiczniej myślącym zawodnikiem. Ja zmieniłem się tylko dlatego, że w 2005 roku ukarano mnie”mówił obrońca tytułu mistrzowskiego nawiązując do sytuacji z ówczesnego Grand Prix Japonii. Wówczas to wykluczono go z kolejnego wyścigu, gdy na Motegi wjechał w Alexa de Angelisa w trakcie zmagań klasy 250cc.

Poniżej przytaczamy zaś pełny fragment rozmowy zarówno Marqueza jak i Lorenzo z dziennikarzami podczas konferencji we Francji oraz ich opinie na temat kontrowersyjnego manewru. Warto bowiem dodać, iż Dyrekcja Wyścigowa zwołała dziś specjalne spotkanie, które jednak zaplanowane zostało jeszcze PRZED wyścigiem w Andaluzji. Oczywiście zderzenie sprzed niecałych dwóch tygodniu było także tematem dyskusji.

„Moja opinia? Tak, myślę, że nadal wierzę iż akcja z Jerez była zbyt ostra. Dziś nadal tak uważam. Nie mam nic do Marca; nie mam do niego urazy, jest młody, a kiedy jesteś młody i widzisz wolne miejsce – po prostu próbujesz. W Jerez zobaczył on wolne miejsce i zaatakował. Myślę jednak, że w tym roku mamy przecież punkty karne, to nowy system, ale Dyrekcja Wyścigowa z niego nie korzysta, a chciałbym, aby w przyszłości zaczęła. W mojej opinii przynajmniej minimalna ilość punktów karnych powinna zostać przyznana. To mogłyby być punkty, żółta kartka albo cokolwiek innego, ale coś powinno to być. W wyścigach możliwe jest dotknięcie innego zawodnika, ale uderzenie w niego to zupełnie inna rzecz. Według mnie powinno dojść do jakiejś formy ukarania”powiedział Lorenzo.

Nieco inne zdanie na ten temat miał główny winowajca całego zajścia i tym samym wywołania lawiny dyskusji – Marquez. „Dla mnie sprawa wygląda tak samo, jak powiedziałem to już w Jerez. Jeśli robisz takie coś na początku wyścigu czy w środku to coś innego. Ale gdy atakujesz w ten sposób na ostatnim okrążeniu, w ostatnim zakręcie… to są wyścigi motocyklowe. Wielokrotnie widzieliśmy takie sytuacje w przeszłości i koniec końców, gdy kibice widzą coś takiego – podoba im się to. Wiadomo, że są granice, ale: ostatnie okrążenie, ostatni zakręt – jeśli widzę wolne miejsce, spróbuję zaatakować. W porządku, zahamowałem nieco później niż okrążenie wcześniej, ale takie rzeczy czasami się zdarzają.”

Czy w trakcie rozpoczynającego się już jutro Grand Prix Francji znowu zaiskrzy na linii Marquez-Lorenzo? Liderem klasyfikacji jest młodszy z dwójki Hiszpanów, który reprezentanta Yamahy wyprzedza o cztery punkty. Kierowca Repsol Hondy w ten weekend zaczyna jednak od zera, a Jorge bronić będzie ubiegłorocznego zwycięstwa.

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

Komentarze: 1

  1. fałszywa swinia z tego lorenza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są gwiazdką *

*

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
185 zapytań w 0,515 sek