Home / Artykuły / Brutalny sport

Brutalny sport

clipboard01

Sezon MotoGP już zakończony, można zatem na chłodno przyjrzeć się pewnym tematom czy prześledzić różne kontrowersje. Jednym z takich tematów jest śmierć na torze. W tym roku zawodnicy wszystkich trzech klas przewracali się łącznie ponad 1000 razy. Niestety, jeden z tych upadków okazał się śmiertelny. Po stracie Luisa Saloma cały motocyklowy świat zastanawiał się, co zawiniło w tym przypadku oraz, jak można jeszcze bardziej poprawić poziom bezpieczeństwa. Przyjrzyjmy się czterem śmiertelnym incydentom z ostatnich 15 lat, a sami możemy dojdziemy do bardzo prostych, lecz nie zawsze oczywistych wniosków.

Sezon 2003 rozpoczął się najgorzej, jak to tylko było możliwe. Podczas otwierającego sezon GP Japonii na torze Suzuka. Daijiro Kato – ścigający się w zespole Fausto Gresiniego zmarł na skutek obrażeń wewnętrznych po wypadku, do którego doszło na drugim okrążeniu wyścigu MotoGP. Kato po wyjściu z zakrętu 130R zaliczył uślizg przy prędkości ponad 200 km/h. Niestety, kierowca niefortunnie uderzył w bariery ochronne, po czym siła uderzenie wyrzuciła go z powrotem na tor. Kato trafił w stanie krytycznym do szpitala. Zmarł dwa tygodnie później. Po tym wypadku tor Suzuka uznano za zbyt niebezpieczny i usunięto go z kalendarza cyklu. Analizując wypadek trzeba powiedzieć otwarcie, że było on spowodowany błędem zawodnika. Daijiro zaliczył klasyczny high-side. Miałby on szanse na przeżycie, gdyby uderzył w bariery pod innym kątem, pech spowodował, że Kato uderzył głową w barierę z opon, co przy tak dużej prędkości praktycznie pozbawiło go szans na przeżycie. Nie znano wtedy bowiem obecnie stosowanych dmuchanych band. Ratownicy znieśli zawodnika z toru na noszach, wyścigu nie przerwano. Po tej tragedii numer #74 został wycofany z alokacji.

Kliknij, aby pominąć reklamy

W wyścigowej historii Shoya Tomizawa zdołał zapisać się , jako pierwszy zwycięzca wyścigu Moto2 – po zmianie nazwy z 250ccm. Ten historyczny wyścig odbywał się w kwietniu 2010 roku, nikt wtedy nawet nie myślał, że Shoya nie dotrwa do końca sezonu. Jest 5 września 2010 – wyścig o GP San Marino w Moto2. Na 12. okrążeniu Shoya jechał w grupie kilku zawodników, nagle w najszybszym zakręcie toru przy 240 km/h wyjechał odrobinę za szeroko, od razu uśliznął się tył motocykla. Jadący tuż zanim Scott Redding i Alex de Angelis nie mogli nic zrobić. Przy pełnej prędkości potrącili Tomizawę. Japończyk zmarł półtorej godziny później. Upadek był spowodowany błędem zawodnika, cała reszta to „seria niefortunnych zdarzeń”. Gdyby Shoya jechał na końcu tej grupy pewnie nic by mu się nie stało, po prostu znalazł się w złym miejscu i w złym czasie. W chwili śmierci Tomizawa miał 19 lat…

Ponad rok później motocyklowy świat dotknęła kolejna tragedia. Podczas GP Malezji w 2011 roku zginął Marco Simoncelli. Włoch był uważany za jednego z najbardziej utalentowanych i najbardziej szalonych zawodników. Podczas drugiego okrążenia wspomnianego wyścigu Simoncelli zaliczył klasyczny uślizg przodu. Gdyby wtedy puścił motocykl prawdopodobnie by się nic nie stało i nie doszłoby do tragedii. Marco, jednak za wszelką cenę chciał uratować sytuacje i wyjść z uślizgu.

Wtedy właśnie wpadł pod koła Colina Edwardsa i Valentino Rossiego. Siła uderzenia była tak duża, że zerwała kask z głowy Włocha. Od razu było widać, że sytuacja jest bardzo poważna. Kamery telewizyjne pokazywały nieprzytomnego zawodnika, leżącego na środku toru. Wyścig natychmiast przerwano i już nie wznowiono z uwagi na fakt, iż szybko pojawiła się informacja, że Marco Simoncelli zmarł. Na torze obecny był wówczas jego ojciec i narzeczona. Tego wypadku nie dało się uniknąć, Rossi i Edwards nie mogli nic zrobić. Jorge Lorenzo pół roku wcześniej mówił, iż Włoch jeździ zbyt agresywnie i może to się skończyć tragedią… Pewnie nie zdawał sobie sprawy, jak prorocze były jego słowa. Paradoksem jest, że Marco właśnie w Malezji 3 lata wcześniej zdobył mistrzostwo świata pośredniej kategorii. Jego numer #58 również został usunięty z użycia

Ostatnią ofiarą śmiertelną był Luis Salom. 3 czerwca 2016 rok, GP Katalonii, 2 sesja treningowa Moto2 zostaje przerwana czerwoną flagą. Do wypadku doszło w 12. zakręcie toru. Luis Salom zmarł po przetransportowaniu do szpitala. Przyczyna wypadku była dosyć złożona. Hiszpan zaliczył uślizg przodu na nierówności, którą zgłaszali zawodnicy od siedmiu lat ! To co się stało potem ponownie jest zbiegiem bardzo nieszczęśliwych okoliczności. W tym miejscu było asfaltowe pobocze, które miało pomagać zawodnikom F1 w powrocie na tor. W tym przypadku spowodowało odwrotny skutek, nie wyhamowało ani zawodnika ani motocykla przed uderzeniem w bariery. Luis uderzył głową w motocykl, który odbił się od dmuchanej bandy. Zabezpieczenie, które miało chronić zdrowie zawodników przyczyniło się do śmierci Saloma. Po tym wypadku organizatorzy zmienili układ toru, a motocykle od tego sezonu będą jeździć tą samą wersją pętli, co Formuła 1. Numer Saloma #39 także został wycofany z alokacji w klasie Moto2.

Podsumowując, jest to piękny sport, lecz bardzo niebezpieczny. Kolejne wypadki pozwalają na ulepszanie systemu zabezpieczeń toru czy też ochrony samego zawodnika. Firmy prześcigają się w tworzeniu coraz bezpieczniejszych kombinezonów i kasków, ale zawodnicy, którzy wsiadają na te motocykle muszą mieć świadomość, że każdy błąd może skończyć się tragicznie. Wymienionych wypadków nie dało się przewidzieć, wszystkie tragedie rozpoczynały się od błędu zawodnika. Takie sytuacje niestety będą się zdarzać, niemożliwym jest całkowite wyeliminowanie ryzyka z tego sportu. Gdy ludziom będzie się wydawać, że jest bezpiecznie taki wypadek, jak Saloma przypomni, że to jednak jest bardzo ryzykowna zabawa. Ci wszyscy zawodnicy mieli ogromnego pecha, gdyby cokolwiek tego feralnego dnia potoczyło się inaczej to dzisiaj moglibyśmy dalej ich oglądać w akcji. Należy pamiętać, że to są najlepsi motocykliści świata oni zawsze będą jechać na 100% ,a podczas jazdy nie będą myśleli o niebezpieczeństwie. W końcu Shoya Tomizawa mówił „Jedź tak, jakby to miało być ostatnie okrążenie Twojego życia”.

Tekst: Sebastian Przygoda

Kliknij, aby pominąć reklamy

AUTOR: Redakcja

komentarze 2

  1. Bardzo ciekawy artykuł chociaż temat trochę smutny.
    Ze wszystkich wymienionych wypadków to ten Kato najbardziej utkwił mi w pamięci, szczególnie że obok Rossiego, był to mój ulubiony zawodnik w tamtym czasie.
    Sytuacja w której zawodnika szybko przenosi się na pobocze (przy okazji „gubiąc” po drodze nosze), zamiast przerwać wyścig, była dla mnie niezrozumiała i w sumie dalej jest.

    W kwestii technicznej trzeba tylko dodać, że oficjalny raport po śmierci Kato mówi o uderzeniu głową w bandę z pianki, a nie z opon. W bandę z opon uderzył wraz z motocyklem po utracie kontroli przy wyjściu z lewego zakrętu. Dochodzi jeszcze kwestia przerwy pomiędzy barierami w tamtym miejscu i tego że gdyby nie ona, to końcowy „efekt” tego wypadku mógłby być zupełnie inny.

Dodaj komentarz

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
101 zapytań w 0,786 sek