Home / MotoGP / Ducati Marlboro Team – podsumowanie sezonu 2011

Ducati Marlboro Team – podsumowanie sezonu 2011

Po podpisaniu kontraktu z Valentino Rossim team Ducati Marlboro liczył, że sezon 2011 będzie niemalże pasmem sukcesów. Wyniki jednak mocno zweryfikowały te plany.

Po trwających mnóstwo czasu negocjacjach, producentowi z Bolonii w końcu udało się sprowadzić do siebie 9’krotnego Mistrza Świata. Marzenia Włochów miały więc stać się realne, a aby sen spełnił się w zupełności, „The Doctor” powinien wywalczyć na Desmosedici tytuł mistrzowski. Team-partnerem #46 był tymczasem w sezonie 2011 Amerykanin Nicky Hayden. Dla #69 to już trzeci cykl zmagań w czerwonych barwach, a co ciekawe, ta dwójka jeździła już razem w jednej ekipie w 2003 roku reprezentując barwy Repsol Hondy.

 

Zacznijmy od Valentino Rossiego, po którym wiele oczekiwano na Ducati. Po siedmiu latach spędzonych na Yamasze, Włoch postanowił przejść do nowej ekipy. Jako, że jego kontrakt z producentem z Iwaty opiewał do końca 2010 roku, co prawda Yamaha zezwoliła na przetestowanie Desmosedici już w Walencji, ale nie mógł on nic mówić na ten temat. Próby nie wypadły zbyt obiecująco, ponieważ stracił on do najszybszego Casey’a Stonera ponad półtorej sekundy. Podczas pierwszych prób w Malezji ta starta zmalała co prawda już do sekundy i dawała nadzieje na udany sezon, to jednak w trakcie drugich testów na Sepang #46 stracił do lidera już 1.804sek.

 

„Nie jesteśmy zadowoleni, bo nie osiągnęliśmy naszych celów. Jednym z nich było znalezienie się bliżej czołowej szóstki, a tymczasem straciliśmy sekundę i osiem dziesiątych. Dodatkowo nasze tempo także nie jest dobre,” komentował Włoch. Nadal miał on problemy z niewystarczającą mocą prawego barku po przejściu operacji, a dodatkowo z powodu złego samopoczucia opuścił on drugi dzień testów drugich prób na torze położonym nieopodal Kuala Lumpur. Podczas ostatnich testów przed startem sezonu – w Katarze, „The Doctor” także miał problemy ze swoją maszyną, ale ostatecznie udało mu się zredukować stratę do Stonera do sekundy i trzech dziesiątych, ale taki wynik pozwolił mu zająć zaledwie trzynastą lokatę.

I rozpoczęła się pierwsza runda Grand Prix dla 32’latka z Tavullii na motocyklu Ducati. Już od początku weekendu w Katarze Włoch miał spore problemy, a w kwalifikacjach zajął ostatecznie dziewiąte miejsce, toteż w niedzielę zamykał trzecią linię. Od początku było jasnym, że na cudy nie ma co liczyć, a sam zawodnik uspokajał oczekiwania swoich wiernych fanów. Start wyszedł mu co prawda świetnie i był przez ułamki sekund trzeci, ale potem przez długi czas jechał jako szósty. Dopiero na szesnastym kółku spadł on za plecy Bena Spiesa i do mety dowiózł właśnie dziewięć punktów. „Oczywiście nie jesteśmy tu po to, by walczyć o siódme miejsca, ale wynosimy z wyścigu też kilka pozytywów jak czasy okrążeń, które były całkiem szybkie oraz start, bo moc tej maszyny bardzo pomaga w ruszaniu,” skomentował triumfator Grand Prix Kataru w swoim ostatnim sezonie na Yamasze.

 

W trakcie dwóch kolejnych wyścigów wyniki uzyskiwane przez Valentino były już lepsze, ale nadal nie był to szczyt marzeń. W hiszpańskim Jerez de la Frontera do wyścigu zakwalifikował się on zaledwie z dwunastym czasem (po upadku w QP) oraz stratą sekundy i czterech dziesiątych do zdobywcy Pole Position. Już pierwsze okrążenie zakończył on jednak na szóstej lokacie, by na trzecim kółku jechać już jako czwarty. Na siódmej cyrkulacji przesunął się on na trzecie miejsce, ale atakując Stonera w pierwszym zakręcie ósmego okrążenia zaliczył on uślizg i obaj wylądowali w żwirze. Ostatecznie jednak Rossi podniósł się i korzystając z błędów rywali i przyzwoitego tempa na mecie był piąty. „Na deszczu mieliśmy świetną okazję do wywalczenia mojego pierwszego na Ducati podium, a może i zwycięstwa,” przyznał. Miesiąc później karuzela Motocyklowych Mistrzostw Świata przeniosła się do Portugalii, gdzie w kwalifikacjach #46 raz jeszcze był siódmy, a finiszował na piątym miejscu. Walkę o czwartą lokatę przegrał on jednak ze swoim rodakiem Dovizioso dopiero na ostatniej prostej i to o zaledwie 0.025sek! Andrea strategicznie pojechał świetnie, nie mógł mnie wyprzedzić na hamowaniach, bo tam byłem bardzo dobry, więc to ja odwaliłem całą robotę, a on na końcu pokonał mnie o włos.”

 

Nieszczęśliwy dla niektórych zbieg okoliczności we Francji, okazał się być niemałym prezentem dla 9’krotnego Mistrza Świata. W sesji kwalifikacyjnej, czego nie trudno się domyślić, Włoch zajął dziewiąte miejsce. W wyścigu prezentował jednak naprawdę dobre tempo, a korzystając z wywrotki Daniego Pedrosy i kary dla Marco Simoncelliego, automatycznie rozpoczął walkę z „Dovim” o drugie miejsce. Rywalizacja raz jeszcze trwała praktycznie do samej mety. Ponownie „The Doctor” musiał pogodzić się z przegraną ze swoim rodakiem, ale i tak oznaczała ona, że Rossi finiszował na trzecim miejscu! „Bardzo cieszy nas to podium, bo jesteśmy na właściwej drodze, a dodatkowo dobrze się bawiłem podczas jazdy. Dobrze jechałem na Desmosedici, byłem szybki w technicznych partiach toru, dobrze czułem się od startu do mety i miałem dobre tempo,” powiedział po wyścigu Włoch, który z tego „pudła” cieszył się jak dziecko.

 

Czytaj dalej >>

 

 

Wynik z Le Mans ewidentnie podniósł morale ekipy Rossiego, jednak w Katalonii podium nie udało się powtórzyć. W kwalifikacjach udało mu się wywalczyć wówczas najlepszą lokatę startową, jaką było siódme miejsce. Po zgaśnięciu czerwonych świateł przesunął się on na piątą lokatę, by po chwili powalczyć nieco o czwartą z Dovizioso. Potem przez prawie cały wyścig jechał on regularnie szybkim tempem niewiele tracąc do „pudła”, ale nie udało mu się na nie wskoczyć. „Są dobre i złe aspekty tego wyścigu. Z jednej strony zmniejszyliśmy stratę do czołówki, a zawodnicy przed nami nie byli aż tak daleko. Z drugiej jednak piąte miejsce nie jest dla nas szczytem marzeń i naszym celem są lepsze finisze.” W Wielkiej Brytanii natomiast nie dość, że na obiekcie Silverstone Valentino jeździł po raz pierwszy w karierze, to na dodatek musiał tam debiutować na nowej dla siebie maszynie. Nie dziwi, że przez cały weekend regularnie plasował się w drugiej połowie stawki, a w kwalifikacjach był zaledwie trzynasty. Na jego szczęście jednak w wyścigu padało, co zwiększyło szanse na przyzwoity rezultat. Po wywrotce w rozgrzewce, start do samego wyścigu poszedł mu fatalnie i spadł on praktycznie na sam koniec stawki. Korzystając z błędów rywali i notując przyzwoite czasy okrążeń na metę #46 wpadł jako szósty, tracąc jednak ponad minutę do zwycięzcy!

 

W Holandii nastąpił kolejny mały przełom w rozwoju Desmosedici, które to najpierw na Montmelo dostało nowy silnik. Od czasu rundy na Assen 32’latek dostał tymczasem do dyspozycji GP11.1, a więc ewolucję GP11. Postanowiono w ramę w specyfikacji 2012 wsadzić silnik o pojemności 800cc, dodając do tego nową skrzynię biegów, która działała podobnie do tej stosowanej w RC 212V. W pierwszym, mokrym treningu wolnym Rossi zajął drugie miejsce i poważnie rozbudził nadzieje na dobry weekend. Potem jednak z każdą sesją spadał w dół klasyfikacji, by w kwalifikacjach zajął zaledwie jedenaste miejsce. Ostatecznie w wyścigu jednak Włoch finiszował jako czwarty, tracąc do zwycięzcy pół minuty. „Bardzo cieszy nas ten wynik, ponieważ w porównaniu z treningami wolnymi, w wyścigu dokonaliśmy sporego kroku naprzód. Fajnie byłoby znaleźć właściwy kierunek rozwoju wcześniej, ale dla nas to wciąż nowy motocykl, którego się uczymy.”

 

W lipcu natomiast zawodnicy MotoGP wzięli udział aż w trzech rundach Grand Prix, z czego pierwszą z nich były domowe zmagania dla Valentino. Na torze Mugello od początku prześladował go pech, jak chociażby awarie dwóch motocykli już w piątek. W kwalifikacjach mieszane warunki sprawiły, że do wyścigu ruszał on z dwunastego pola. Po fatalnym starcie spadł on praktycznie na koniec stawki, by potem finiszować jako szósty. „Raz jeszcze pogoda nam nie pomogła, a w warm-upie dokonaliśmy intuicyjnych zmian, które jednak pozwoliły mi jechać szybciej. Szkoda tego startu, bo dotychczas na Ducati dobrze ruszałem, a tak spadłem prawie na sam koniec stawki.” Na niemieckim Sachsenringu już w FP1 wylądował on na deskach, a ślizg po asfalcie i poboczu sprawił, że w prawym łokciu zrobiła mu się… dziura, aż było widać mięśnie! Dodatkowo miał on problem ze znalezieniem odpowiednich ustawień Desmosedici, przez co do wyścigu ruszał z szesnastej, przedostatniej lokaty, a na mecie był zaledwie dziewiąty. Tydzień później w Stanach Zjednoczonych także nie było zbyt kolorowo, ale lepiej niż w Niemczech. Siódme miejsce w kwalifikacjach i szóste w wyścigu to jednak maksimum, co mógł osiągnąć Włoch. „Dobrze pracowaliśmy w ten weekend i wystartowaliśmy z lepszej pozycji n iż w trakcie ostatnich rund. Miałem dobre tempo w wyścigu, ale kiedy dwa razy uciekł mi przód i o mało co nie upadłem, postanowiłem nieco zwolnić,” przyznał po kalifornijskich zmaganiach „The Doctor”.

Po wakacyjnej przerwie, w Czechach odżyły nadzieje na to, że weekend może być całkiem udanym dla Rossiego. W kwalifikacjach wywalczył on najlepszą lokatę startową na Ducati – szóstą, a po walce z kilkoma zawodnikami w wyścigu, na metę wpadł ze zdobyczą dziesięciu punktów. „Możemy być całkiem zadowoleni, bo drobne zmiany w motocyklu doprowadziły do poprawienia tempa w kwalifikacjach i wyścigu. To tylko szóste miejsce, ale cieszy bardziej niż poprzednie, bo zmniejszyliśmy stratę do czołówki.” Na Indianapolis raz jeszcze upadł w kwalifikacjach, co sprawiło, że do wyścigu ruszał zaledwie z czternastego pola. W wyścigu miał on spore problemy ze skrzynią biegów, co doprowadziło do kilku wycieczek poza tor, ostrej walce o punkty i finiszu na dziesiątej pozycji. „Coś działo się ze skrzynią, która sześć czy siedem razy wrzucała luz, co dwa razy doprowadziło do tego, że pojechałem prosto zamiast skręcić,” wyjaśnił 9’krotny Mistrz Świata. Drugie domowe zmagania dla 32’latka w sezonie 2011 także nie były do końca udanymi. Nie mógł on znaleźć idealnych ustawień motocykla, co doprowadziło do jedenastego miejsca w kwalifikacjach i siódmego w wyścigu. „Przez pół wyścigu trzymałem się z drugą grupą, co jest naszym celem, więc nie było źle. To był fajny wyścig przed moimi kibicami, ale nadal liczymy na więcej.”

 

Kolejnych kilka rund to jednak sporo pecha Valentino. Zacznijmy od Aragonii, gdzie pomimo sporych oczekiwań, od początku weekendu nie szło mu najlepiej. W kwalifikacjach wylądował on dodatkowo na deskach uszkadzając silnik w swoim Desmosedici, przez co w niedzielę musiał użyć siódmej jednostki napędowej i jako pierwszy zawodnik, w myśl nowych przepisów, ruszał z alei serwisowej. Nie dziwi, że na mecie zameldował się zaledwie jako dziesiąty. „Mogliśmy uzyskać nieco lepszy wynik niż ta dziesiąta lokata, jednak tył mocno się ślizgał. Nie jesteśmy w miejscu, w którym chcielibyśmy być.” Weekendy w Japonii i Australii okazały się być fatalnymi w skutkach dla „The Doctora”. Na Motegi radził sobie naprawdę dobrze i mając realne szanse na podium, upadł już na pierwszym okrążeniu. Na obiekcie Phillip Island z kolei wywalczył tylko trzynaste pole startowe, ale szybko przebił się do przodu, jadąc na szóstym miejscu. Atakując piątego Bautistę upadł on jednak po uślizgu przodu, drugi raz z rzędu nie zdobywając punktów. „Zarówno w Japonii jak i tutaj mogliśmy uzyskać sporo cennych punktów, a wyjeżdżamy bez niczego. Próbując pokonać Alvaro zaliczyłem uślizg, co ewidentnie pokazuje, że nie rozwiązaliśmy tego problemu.”

 

Dwa ostatnie Grand Prix sezonu 2011 były chyba najgorszymi w karierze dla #46. Najpierw w Malezji po upadku w kwalifikacjach zajął siódme miejsce, ale liczył na przyzwoity rezultat. W wyścigu jednak doszło do tragicznego wypadku Marco Simoncelliego, w którym udział brał także i Rossi. Po ogłoszeniu, że „SuperSic” zmarł w wyniku poniesionych obrażeń, jego rodak i przyjaciel długo nie wychodził ze swojego boksu. Życie musiało toczyć się dalej, a w Walencji Valentino postanowił ścigać się w specjalnym kasku. Jego przednia część pomalowana była jak ten, w którym jeździł #58, a tylna tak jak ten Rossiego. W wyścigu motywacja 9’krotnego Mistrza Świata by stanąć na podium była jeszcze większa niż zwykle, ale z powodu błędu Bautisty, pomimo dobrego startu z szóstego pola, wylądował on na deskach już w pierwszym zakręcie. „Właściwie o dzisiejszym dniu nie mam wiele do powiedzenia, poza tym, że przykro mi niesamowicie, że na okrążeniu honorowym po wyścigu nie mogłem założyć koszulki Sica. Kończę jednak sezon z taką samą ilością punktów co Marco, z nim przede mną w klasyfikacji. Myślę, że to może być mój hołd dla niego!” Podczas specjalnego okrążenia przed wyścigami, w którym brali udział wszyscy zawodnicy Motocyklowych Mistrzostw Świata, #46 pojechał w koszulce z numerem pięćdziesiąt osiem i flagą Marco.

 

Czytaj dalej >>

 

 

Dla Nicky’ego Haydena zakończony niedawno sezon był natomiast trzecim w barwach fabrycznego zespołu Ducati. Pierwsze jego testy przed nowym cyklem zmagań były naprawdę obiecujące, bo w Walencji stracił zaledwie pół sekundy do lidera. Potem, w Malezji, podczas pierwszych prób był tylko o 0.777sek wolniejszy od Casey’a Stonera, ale już w trakcie drugich testów na torze Sepang stracił do najszybszego zawodnika aż sekundę i osiem dziesiątych! W Katarze tymczasem uplasował się na dziesiątej lokacie z wynikiem o sekundę gorszym od Stonera. Mimo wszystko jednak zimowe testy w swoim wykonaniu Amerykanin mógł uznać za całkiem udane i co wówczas dla niego najważniejsze, często był szybszy niż jego nowy team-partner Rossi.

 

„Kentucky Kid” sezon rozpoczął jednak od wywalczenia zaledwie trzynastej lokaty w kwalifikacjach i dość wolnej jeździe przez cały weekend w Katarze. Dodatkowo nie pocieszał go fakt, że przecież jego nowy zespołowy kolega był od niego lepszy. Start wyszedł mu jednak fatalnie, a dodatkowo zaraz przed nim przewrócił się de Puniet, co zmusiło Nicky’ego praktycznie do całkowitego zatrzymania. Potem jednak ostro walczył i ostatecznie na mecie zameldował się jako dziewiąty. „Cieszę się, że nie wjechałem w Randy’ego, ale to sprawiło, że znalazłem się na końcu stawki. Potem jednak złapałem swój rytm i dojechałem dziewiąty, chociaż myślałem, że uda mi się jeszcze dogonić Edwardsa i powalczyć o ósme miejsce,” potwierdził.

 

Kolejna runda odbywała się w hiszpańskim Jerez de la Frontera i obfitowała w wiele nieoczekiwanych wydarzeń. W kwalifikacjach Hayden spisał się słabo, notując zaledwie jedenasty czas. Już po starcie jednak awansował na szóste miejsce, by na szóstym kółku wskoczyć na piątą, a na ósmym na trzecią lokatę (korzystając z upadku Stonera i Rossiego). Potem co prawda spadł on na czwarte miejsce, ale jechał swoim rytmem, a korzystając z wywrotek swoich rodaków Spiesa i Edwardsa, ostatecznie na metę wpadł jako trzeci, notując pierwsze w sezonie 2011 podium dla Ducati. „To niezupełne zwycięstwo, bo moje ostatnie kółka z powodu opon był strasznie wolne, ale najważniejsze, że jesteśmy na podium! Na początku szło mi bardzo dobrze, ale potem skończyła się przyczepność, a dodatkowo warunki w każdym zakręcie były inne,” tłumaczył 29’letni jeszcze wówczas zawodnik z Owensboro.

Kolejne trzy weekendy Grand Prix były przyzwoitymi w wykonaniu Mistrza Świata sezonu 2006, ale nie tak dobrymi jak ta w Hiszpanii. Trzecie zmagania minionego cyklu zmagań odbywały się na torze Estoril, gdzie #69 zakwalifikował się zaledwie jako trzynasty, ale na mecie zameldował się jako dziewiąty. „Ruszanie z tak dalekiej pozycji zawsze jest ciężkie, ale na szczęście dobrze wystartowałem. Zyskałem kilka lokat, ale popełniłem też parę błędów. Byłem już nawet siódmy, ale miałem kłopoty z redukcją biegów,” wyjaśniał. Dwa tygodnie później karuzela Motocyklowych Mistrzostw Świata przeniosła się do Francji, gdzie w końcu Amerykaninowi udało się zakwalifikować w czołowej dziesiątce. Na Le Mans także nadrobił kilka pozycji względem QP i na mecie był siódmy. „Nieźle ruszyłem, ale było naprawdę ciasno. Z czasem złapałem swój rytm i goniłem Bena i Colina. Edwards jednak się przewrócił, a ja po dogonieniu Spiesa nie byłem w stanie zejść z czasami do 1’34 i odjechać.” W Katalonii z kolei Nicky wyścig zakończył na tej samej pozycji, z której startował, czyli na ósmej. Była to jego najlepsza pozycja wywalczona w kwalifikacjach, ale dobrze wiedział, że drugi rząd był w zasięgu. „Na początku sądziłem, że będzie naprawdę dobrze. W niedługim czasie po starcie straciłem jednak przyczepność i mocno się ślizgałem, zwłaszcza w długich zakrętach.”

 

W Wielkiej Brytanii jednak „Kentucky Kid” spisywał się całkiem przyzwoicie, co zaowocowało siódmą lokatą wywalczoną w kwalifikacjach. Warto wspomnieć, że do drugiego, tak upragnionego, rzędu zabrakło mu zaledwie 0.153sek. W deszczowym wyścigu, kiedy inni popełniali błędy, on jednak raz jeszcze jechał spokojnie i wykorzystywał błędy rywali. To zaowocowało tym, że na metę wpadł jako czwarty, tracąc jednak blisko dwadzieścia siedem sekund do zwycięzcy, a do podium – nieco ponad pięć. „Jeśli mam być szczery sądziłem, że w deszczu pójdzie mi tu lepiej. Gdyby przed startem ktoś zaproponował mi czwarte miejsce powiedziałbym, że dzięki, ale mogę pojechać lepiej. Mimo wszystko nie jestem zawiedziony, bo zwłaszcza pierwsze kółka były naprawdę ciężkie,” przyznał Hayden. Podczas zwariowanego weekendu o Dutch TT Mistrz Świata sezonu 2006 radził sobie, pomimo zmiennych warunków, naprawdę dobrze. W kwalifikacjach miał co prawda wyższe oczekiwania, aniżeli dziewiąte pole, ale i tak wyścig mógł zaliczyć do udanych. Dzięki dobremu ruszeniu spod świateł i korzystając z błędów rywali, ostatecznie na mecie zameldował się on jako piąty. „Wyjechałem z boksu z ustawieniami na mokry tor, ale potem na starcie zupełnie je zmieniliśmy. Co prawda było na początku kilka mokrych plam, ale ogólnie nie było źle. Popełniłem jednak na początku parę błędów, wyjechałem na białą linię i przestrzeliłem szykanę,” tłumaczył.

 

W pierwszych dwóch tygodniach lipca zawodnicy MotoGP wzięli tymczasem udział w dwóch rundach Grand Prix – najpierw we Włoszech, a potem w Niemczech. Zacznijmy jednak od domowych zmagań dla Ducati, w trakcie których podczas dość zwariowanych kwalifikacji Amerykaninowi udało się zamknąć trzecią linię. W wyścigu tymczasem miał on szanse na naprawdę przyzwoity wynik, ale jego plany zweryfikowało już drugie okrążenie. Spod świateł #69 wyszedł bardzo dobrze i był nawet piąty, ale już w pierwszym zakręcie drugiej cyrkulacji zahamował zbyt późno i wyjechał w żwir. Od tego momentu musiał nadrabiać pozycje i na mecie zameldował się jako dziesiąty. „Byłem ostatni, ale mój rytm nie był najgorszy i zacząłem doganiać i wyprzedzać kolejnych zawodników. Łatwo teraz to mówić, ale sądzę, że bez tego błędu mogłem zaliczyć naprawdę udany wyścig dla siebie i zespołu.” Na obiekcie Sachsenring w piątek Nicky był naprawdę szybki, notując czwarty i szósty czas. W sobotni poranek stracił mniej niż pół sekundy do lidera, ale w kwalifikacjach musiał zadowolić się ósmym miejscem. „Chciałem trzymać się z grupą przede mną, ale w pierwszym zakręcie jednego z pierwszych kółek zaliczyłem spory uślizg i było po walce w czołówce. Fajnie się bawiłem walcząc z Alvaro i Vale, ale rywalizacja o siódme miejsce blisko pół minuty za liderem to nie to, o co chcemy się ścigać.”

 

Czytaj dalej >>

 

 

Pierwszymi domowymi zmaganiami dla Haydena była w sezonie 2011 raz jeszcze runda na torze Laguna Seca. Nie dziwi więc, że chciał on się spisać przed własnymi kibicami jak najlepiej. Solidna jazda przez cały weekend zaowocowała ósmą pozycją na starcie i siódmą na mecie. Warto wspomnieć, że była to dla niego pierwsza runda, podczas której wypróbował Desmosedici GP11.1. We wszystkim nie pomogła też wywrotka w kwalifikacjach… „Wygrywałem tu w przeszłości, więc nie będę skakał z radości z powodu siódmego miejsca. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, a po przyzwoitym starcie nie byłem w stanie utrzymać się z drugą grupą.” Po letniej przerwie karuzela Grand Prix przeniosła się do Czech, a tam przez cały weekend Nicky spisywał się przyzwoicie. W kwalifikacjach, raz jeszcze, zajął dziewiąte miejsce i wiedział, że wyścig nie będzie łatwy. Jego oczekiwania potwierdziły się, a na mecie ostatecznie zameldował się on jako, tak jak podczas wcześniejszych zmagań w USA, na siódmej pozycji. „Po warm-upie zmieniliśmy ustawienia, których wyczucie w wyścigu zajęło mi kilka okrążeń. Nadal nie jesteśmy zadowoleni z naszej pozycji, ale przynajmniej zmniejszyliśmy stratę do czołówki.”

 

O zmaganiach na swoim domowym Indianapolis oraz na obiekcie Misano Adriatico Mistrz Świata sezonu 2006 chciał z kolei jak najszybciej zapomnieć. Na słynnej „Cegielni” od początku weekendu wielu miało problemy z oponami, ale Amerykanin wydawał się tym nie przejmować i w sesji kwalifikacyjnej wywalczył ósme miejsce. W wyścigu jednak miał już ogromne problemy z gumami, musiał nawet zjechać do boksu i zmienić przednią oponę, ale dla swoich fanów postanowił wrócić na tor i finiszował jako ostatni, czternasty. „Myśleliśmy, że miękka przednia mieszanka będzie dobrym wyborem na wyścig, ale niestety pracowała przez pierwszych siedem czy osiem kółek,” potwierdził #69. Podczas zmagań o Grand Prix San Marino chciał on przede wszystkim dojechać do mety, co nie udawało mu się w trakcie kilku ostatnich sezonów. Nie inaczej było jednak i tym razem, kiedy to po starcie z czternastego pola (!) przewrócił się on już w ostatnim zakręcie trzeciej cyrkulacji. „To oczywiście ogromne rozczarowanie, bo w nocy i rano moja ekipa dokonała kilku sporych zmian. Dzięki temu mogłem jechać o kilka dziesiątych szybciej na jednym okrążeniu niż w kwalifikacjach,” tłumaczył 30’letni już wtedy zawodnik z Owensboro.

 

Kolejne trzy rundy były jednak bardziej udanymi dla „Kentucky Kida”, który nadal miał szanse na pokonanie w klasyfikacji generalnej swojego zespołowego kolegi. Zacznijmy od zmagań w Aragonii, gdzie zakwalifikował się do wyścigu z siódmym czasem, tracąc do drugiej linii zaledwie dwie dziesiąte sekundy. W niedzielnych zmaganiach do mety dojechał na tej samej lokacie, raz jeszcze plasując się więc w TOP10. W Japonii z kolei w QP był on co prawda dziesiąty, ale w wyścigu zapowiadało się na naprawdę niezły rezultat. Przez długi czas jechał on na czwartym miejscu, by potem spaść za plecy Casey’a Stonera i po chwili zaliczyć wycieczkę poza tor. Mimo wszystko nie poddał się on i drugą rundę z rzędu zakończył z siódmą pozycją.

Cel o tym, by startować co najmniej z drugiej linii udało się osiągnąć dopiero w Australii. Tam bowiem w kwalifikacjach Nicky zajął szóste miejsce, a korzystając z wycofania się z wyścigu Jorge Lorenzo, na starcie zajął on piątą pozycję. W wyścigu tymczasem notował całkiem niezłe tempo, ale po tym, jak pod koniec wyścigu zaczęło padać, postanowił on zmienić motocykl. To sprawiło, ze na mecie był siódmy, a być może gdyby nie zmieniał maszyny, byłoby nieco lepiej. „Warunki były naprawdę ciężkie, w niektórych miejscach było mokro, a w niektórych sucho. Kiedy zaczęło kropić i zobaczyłem Bautistę na deskach, postanowiłem zmienić opony, bo dotychczasowy tył już mocno zużyłem i nie miałem przyczepności,” powiedział po rundzie na Phillip Island Hayden.

 

Z wiadomych względów wyścig na Sepang został przerwany, a #69 był jednym z tych, który o mały włos nie wjechał w Marco Simoncelliego. Dodatkowo, mając szanse na szóste miejsce w tabeli generalnej, w Walencji Amerykanin chciał się spisać jak najlepiej. Podczas zmiennych warunków pogodowych radził on sobie naprawdę nieźle, a w kwalifikacjach wywalczył siódme pole startowe. Po dobrym starcie był on w czołówce, jednak wówczas rozpoczęła się reakcja łańcuchowa. Najpierw bowiem przewrócił się na wejściu w pierwszy łuk Bautista, który uderzył w Rossiego, ten w Haydena, a Nicky w de Punieta. Cała czwórka zakończyła więc walkę na torze imienia Ricardo Tormo po zaledwie pięciuset metrach, a Amerykanin nie krył rozczarowania. „Zostałem mocno uderzony w rękę, która teraz mocno mnie boli. W tych warunkach mogliśmy wywalczyć naprawdę dobry wynik, ale nie było nam to dane,” przyznał 30’latek z Owensboro, który niedługo po zakończeniu sezonu 2011 udał się na operację. w kilka dni po upadku w Walencji okazało się, że ma on złamaną jedną z kości prawego nadgarstka, a korzystając z długiej przerwy, postanowił on to wyleczyć.

 

W klasyfikacji generalnej Valentino Rossi zajął szóste miejsce, ex-aequo z Marco Simoncellim. Z dorobkiem stu trzydziestu dwóch punktów Włoch o dwa „oczka” i jedną lokatę wyprzedził swojego team-partnera Nicky’ego Haydena. Zespół Ducati Marlboro pośród ekip wywalczył pozycję numer trzy, podobnie jak Ducati w klasyfikacji teamów. Bez wątpienia był to jeden z najgorszych sezonów producenta z Bolonii od debiutu w MotoGP w 2003 roku

AUTOR: nelka-23

Zainteresowana wszelkiego rodzaju sportami motorowymi, głównie MotoGP, WSBK oraz F1. Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Z portalem MOTOGP.PL związana od maja 2006 roku, od 2012 współpracująca z zespołem LCR Honda startującym w MotoGP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są gwiazdką *

*

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności.
128 zapytań w 0,390 sek