Bezzecchi: „Mój mózg płonął”
Marco Bezzecchi zajął trzecie miejsce zarówno w sprincie, jak i wyścigu głównym o GP Austrii. Włoch podkreśla, że jego „mózg płonął” od analizy osiągów w sobotniej rywalizacji. Wszystko po to, aby poprawić swoją formę w niedzielę. I o ile w sprincie zdobył szczęśliwe podium, o tyle w wyścigu niedzielnym czuje, że zasłużył na uzyskany wynik.
Kierowca Aprilii był zadowolony ze swojego występu w niedzielnym wyścigu. Włoch był bliski pokonania Jorge Martina, podczas gdy w sprincie nie miał z nim szans. Ostatecznie dojechał tuż za zespołowym partnerem:
„To wspaniałe uczucie, gdy udaje ci się utrzymać kontakt. Ostatecznie niewiele mi zabrakło, ale na tak złożonym torze, gdzie zarządzanie oponami jest tak kluczowe, nawet pozornie niewielka różnica na końcu okazuje się być bardzo duża. Cieszę się, że tak pracowałem; wszystko przeanalizowałem i teraz mój mózg pracuje na najwyższych obrotach. Podpatrzyłem trochę od każdego. Starałem się nie poddawać i być otwartym na myśl o próbach poprawy, więc jestem zadowolony” – przyznał w wywiadzie dla stacji „Sky Italia” Bezzecchi.
„Bez” przez moment był nawet liderem wyścigu. Nie miał jednak tempa, aby utrzymać za sobą Martina: „Na początku byłem szybki. Starałem się wyprzedzić Jorge, żeby dać mu znać, że wciąż tu jestem. Ale potem uświadomiłem sobie, że Jorge jest trochę szybszy i kiedy mnie wyprzedził, powiedziałem „Nie. Nie mogę go utrzymać za sobą”. Wiedziałem bowiem, że z przodu będę miał problemy na kolejnych okrążeniach. A potem Pedro mnie wyprzedził, a ja miałem coraz większe problemy. W ostatnim zakręcie straciłem przewagę, wyjechałem szeroko i straciłem sporo czasu”.
W dalszej fazie rywalizacji Marco odzyskał wigor, dzięki czemu mógł naciskać Jorge. Nie ukrywa jednak, że kontuzjowane kolano nadal daje mu się we znaki: „Potem starałem się skupić i naciskać, a następnie znowu zmniejszyłem stratę do Jorge. Straciłem szansę, kiedy popełniłem mały błąd w T1 i byłem z tego powodu trochę smutny. Ale naprawdę dawałem z siebie wszystko. Jednocześnie cierpiałem, bo kolano wciąż sprawiało mi problemy. Na takim torze, gdzie zawsze trzyma się w motocyklu ugięte kolano, nie było łatwo”.



