Bezzecchi: „To dziennikarze mówili o możliwym zwycięstwie”
Marco Bezzecchi z zespołu Aprilii nie spodziewał się walki o czołowe lokaty w Grand Prix Australii po otrzymaniu podwójnej kary długiego okrążenia. Kara została nałożona za spowodowanie kolizji z Markiem Marquezem w poprzednim wyścigu w Indonezji.
Mimo to Włoch zaskoczył formą od pierwszych sesji na Phillip Island. Wywalczył pole position z przewagą trzech dziesiątych sekundy, a w sobotnim sprincie pewnie zwyciężył, co wywołało spekulacje, że może pokonać także karę i wygrać niedzielny wyścig.
Bezzecchi jednak tonował oczekiwania. „Szczerze mówiąc, nie myślałem o zwycięstwie. To dziennikarze o tym mówili. Ja nawet nie liczyłem na podium” – przyznał po wyścigu. Z drugiego pola startowego szybko objął prowadzenie i zbudował sekundową przewagę nad Raulem Fernandezem. Po pierwszym długim okrążeniu spadł na trzecie miejsce, a po drugim – na szóste. W końcówce zdołał jednak wyprzedzić Quartararo, Acostę i Marqueza, kończąc rywalizację na trzecim miejscu.
„Po drugim długim okrążeniu byłem szósty, co i tak mnie zaskoczyło. Wiedziałem, że nie mogę bardziej zużyć opon, bo zabrakłoby mi tempa na końcu” – mówił.
Kluczowa była też ostrożność przy przejazdach przez pętlę w zakręcie nr 4. „Chciałem być szybki, ale nie ryzykować wyjazdu na zewnętrzną i kolejnej kary. Lepiej stracić parę dziesiątych niż dwie sekundy” – wyjaśnił.
Walka z Pedro Acostą była dla niego momentem przełomowym. „Gdy byłem za Pedro, pomyślałem, że czwarte miejsce to maksimum. Trudno go wyprzedzić. Ale potem zobaczyłem, że doganiam Alexa Marqueza i spróbowałem jeszcze raz” – opowiadał.
Na pytanie, czy bez kary mógłby powtórzyć sobotnie zwycięstwo, odpowiedział: „Nie da się tego stwierdzić. Raul był bardzo mocny, ja czułem się dobrze, a fabryka Aprilia pracuje świetnie. Jest jak jest.”
Źródło: motorsport.com




Powinien startować za karę z końca stawki