Marquez po zwycięstwie na Węgrzech: „Dużo wycierpiałem”

Marc Marquez zdominował weekend na torze Balaton Park na Węgrzech. Hiszpan „wrócił zza światów”, gdyż jeszcze kilka tygodni temu przechodzi rehabilitację związaną z operacją barku i stopy. 33-latek nie ukrywa, iż bardzo cierpiał przez ostatni czas.

MM93 nie nastawiał się na tak znakomity weekend na Węgrzech. Wielu sceptyków uważa jednak, że Hiszpan blefował. Techniczny tor Balaton Park wymaga jednak wiele od organizmu zawodnika. A sam kierowca Ducati nie mógł być pewien, czy da radę przejechać długi wyścig „na pełnym gazie”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Początek rywalizacji obfitował w wiele dramaturgii. Jorge Martin „skosił” bowiem z toru Marco Bezzecchiego, Fabio Di Giannantonio, Raula Fernandeza i Fermina Aldeguera. Marc utrzymał prowadzenie, jednak po kilku kółkach wyprzedził go Pedro Acosta. As KTM-a początkowo odskoczył od obrońcy mistrzowskiej korony. W dalszej fazie rywalizacji Marquez nabierał jednak tempa. Ostatecznie pokonał młodszego rodaka, mimo nieustępliwej jazdy 21-latka.

Przed tygodniem MM93 również stoczył zacięty pojedynek z PA37. Tam jednak nie był w stanie nawiązać z nim walki na przestrzeni całego wyścigu. Tu górą był bardziej utytułowany reprezentant Półwyspu Iberyjskiego. Powrót na szczyt podczas GP Węgier Marc porównał do powrotu na tron w 2025 roku. W obu przypadkach bowiem musiał wiele „wycierpieć”, aby osiągnąć zamierzony cel:

„Mam na myśli oczywiście kolejny powrót. Powrót wciąż się nie skończył, bo wygraliśmy, ale to tor lewostronny. Były tylko trzy prawe zakręty z ostrymi punktami hamowania, więc to pomogło mi odetchnąć” – podkreśla uradowany Marquez w rozmowie dla programu MotoGP, „After the Flag”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Marc ma świadomość, że lewostronny tor Balaton Park bardzo pomógł mu w osiągnięciu tak ogromnego sukcesu. Cieszy się jednak niezmiernie z długo wyczekiwanego zwycięstwa: Ale to prawda, że ​​dzisiaj odnieśliśmy kolejny powrót. Znów wygraliśmy, zdobyliśmy trzydzieści siedem punktów i czuję, że to zwycięstwo jest… może zbyt kosztowne, bo od Indonezji wiele wycierpiałem”

Marquez po raz pierwszy cierpiał z powodu długiej przerwy, która była spowodowana kontuzją, w sezonie 2020. Hiszpan podkreśla, że jako zawodnik cierpiał nie tylko z powodu bólu fizycznego, ale przede wszystkim psychicznego:

„Już w 2020 roku zrozumiałem, że życie sportowca może się zmienić z dnia na dzień. Ale ponowne doświadczenie tego, będąc na szczyci, było trudne pod względem fizycznym. Ale jeszcze trudniejsze pod względem psychicznym” – zaznacza siedmiokrotny Mistrz Świata MotoGP.

MM93 nie ma złudzeń i jest świadomy, że nadal wiele brakuje mu do optymalnej formy: Dużo pracowaliśmy. Pierwsze wyścigi były superciężkie. Teraz wierzę. Staram się dawać z siebie sto procent. Muszę spróbować. Czuję, że wciąż jestem daleko od moich osiągów. Od sposobu, w jaki chcę jeździć. Nadal jednak jestem szybki. Zobaczymy, czy damy radę, ale teraz czas cieszyć się tym zwycięstwem”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Marcowi bardzo podobała się walka z Pedro Acostą, choć wiele go kosztowała. Kierowca Ducati skorzystał z pośredniej mieszanki, natomiast zawodnik KTM-a z miękkiej. To okazało się kluczem do pewnej wygranej: „Bark wydaje się „pusty”. Kiedy wyprzedziłem Acostę, zużyłem tam dużo energii. To była fajna walka. Przejechałem dwa okrążenia, a potem powiedziałem: „No dobrze, a teraz ile okrążeń?”. A zostało jeszcze dziesięć!”.

Marquez opisał pojedynek z Pedro. Stwierdził, że był bardzo twardy i kontaktowy, ale bez faulu: Znamy Pedra, który jest superagresywny, ostro hamuje. To było na granicy możliwości. Mieliśmy ze sobą dwa, trzy kontakty, ale zawsze z odpowiednią przestrzenią. Przy tych zmianach kierunku jest superłatwo, jeśli chcesz po prostu przeciąć linię. Ale zawsze dawaliśmy sobie przestrzeń. To była fajna walka. Na szczęście trwała tylko dwa okrążenia. Gdyby walka trwała dłużej, zapewne nie skończyłoby się to dobrze”.

Mimo kraksy kierowców Aprilii i odrobienia sporej ilości punktów do Marco Bezzecchiego i Jorge Martin Marc nie chce deklarować powrotu do walki o tytuł. Podkreśla, że nadal nie czuje się na to gotowy: „Mistrzostwa są bardzo długie, ale w tej chwili nie jesteśmy w formie. Szczerze mówiąc, nie czuję się gotowy do walki. W ten weekend tak. Ale na Mugello mieliśmy dziesięć sekund straty do lidera. Zobaczymy”.

W ocenie obrońcy mistrzowskiej korony kluczowe okażą się najbliższe wyścigi i przerwa wakacyjna. To czas na powrót do optymalnej formy, która pozwoli mu walczyć na sto procent na każdym torze: W dużej mierze zależy to od Brna i Assen, a potem od przerwy wakacyjnej. Muszę jeszcze osiągnąć swoje nowe sto procent. I wtedy zrozumiem, na co mnie stać. Ale oczywiście, znacie mnie. Jeśli tu jestem, to po to, żeby walczyć w każdym wyścigu, każdym treningu i po prostu chciałbym się tym cieszyć”.

Marquez przez całą karierę nakładał na siebie presję. Dlatego teraz chce pozostać zrelaksowanym: W ciągu mojej kariery wywierałem na siebie dużą presję i teraz zdaję sobie sprawę, że po tym wszystkim, co się stało, muszę się tym cieszyć i być dla siebie trochę łagodniejszy. Nie ludzie: rozumiem, że ludzie będą na mnie wywierać presję. Ale ja po prostu chcę być bardziej zrelaksowany, z tą samą intensywnością, ale cieszyć się tym”.

Marc Marquez traci 72. pkt do Marco Bezzecchiego. Przed nami jednak wiele wyścigów i wszystko może się zdarzyć.

Źródło: speedweek.com

Powiązane artykuły

3 komentarzy

  1. Ten weekend w wykonaniu MM93 to najlepsze z możliwych lekarstw dla niego samego. Widać to po stylu jazdy i po zachowaniu. I najlepsza uderzeniowa terapia dla kontuzjowanego Alexa. Powrót Marca ( a może po wakacjach też brata) zapowiada ciekawy sezon.

Dodaj komentarz

Back to top button