Szef Aprilii otwarcie krytykuje błąd Jorge Martina!

Menadżer zespołu zazwyczaj pozostaje powściągliwy w swoich wypowiedziach. Massimo Rivola, szef Aprilii, otwarcie jednak skrytykował błąd Jorge Martina za spowodowanie kraksy z udziałem Marco Bezzecchiego i Raula Fernadeza. Czy ten wypadek zaważy na dalszej przyszłości „Martinatora” w Aprilii?

W wywiadzie dla stacji „Sky Italia” Rivola nie bronił swojego podopiecznego: Błąd Martina nigdy nie powinien się zdarzyć. Szczególnie, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo i tak agresywnie wchodzi się w pierwszy zakręt. To był dziwny błąd, nie wynikający z entuzjazmu. Popełnił poważny błąd przy hamowaniu, ale nie zahamował za późno. Dał więcej mocy, lekko pochylając motocykl, na odcinku toru o mniejszej przyczepności. Ale to błąd, którego mistrz świata nie powinien popełniać”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Przed rokiem, podczas GP Japonii, „Martinator” również wyeliminował z rywalizacji siebie i Marco Bezzecchiego. Pryncypał Aprilii podkreśla jednak, że oba incydenty zupełnie się od siebie różnią: „Myślę, że wynik jest podobny, ale błąd zupełnie inny. W zeszłym roku za mocno hamował i to była kolejna reakcja. Tym razem to był, nie chcę powiedzieć, drobny błąd, ale nie zachował z przednim hamulcem tak, jak powinien był zrobić w tej części toru, w pierwszym zakręcie. To zupełnie inna sytuacja, niż w Japonii. Mniejszy błąd, ale ten sam rezultat. Dla nas nawet gorzej”.

Wielu zawodników twierdzi, że do wypadku przyczyniła się śliska nawierzchnia i ciasny zakręt Balaton Park. Massimo jednak nie chce w ten sposób tłumaczyć błędu Martina:

„Jeśli jedziemy do Barcelony, mówimy, że pierwszy zakręt jest zbyt niebezpieczny. W niedzielę doskonale znasz układ toru i warunki przyczepności. Myślę, że na pierwszym zakręcie wszyscy powinni podchodzić do tego z większym dystansem. Poza tym fakt, że mamy pecha i kiedy się rozbijemy, na środku mamy kolejną Aprilię, a nawet dwie, też wygląda to głupio. Ale chodzi o to, że kiedy wiesz, że warunki są złe, to podchodzisz do tego z większym dystansem” – zaznacza Massimo Rivola.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Szef Aprilii był wyraźnie poirytowany kraksą aż trzech kierowców ze swojego obozu. W trakcie wyścigu prowadził rozmowy telefoniczne, prawdopodobnie z zarządem Aprilii. Niewykluczone, że dni Jorge Martina w stajni z Noale są już policzone. Bo, o ile jeszcze kilka tygodni temu włoski producent rozważał zatrzymanie Hiszpana i pomoc w zerwaniu jego kontraktu z Yamahą, tak teraz wydaje się to mało prawdopodobne. Konflikt pomiędzy Martinem a Aprilią trwał już w sezonie 2025 i został zaspokojony właśnie przez Rivolę! Tym razem jednak sam Włoch może jednak całkowicie stracić cierpliwość do „gorącej głowy” Mistrza Świata MotoGP z 2024 roku. Martin nie był bowiem bez winny także w trakcie kolizji z  Raulem Fernandezem podczas GP Katalonii.
Źródło: Sky Italia

Powiązane artykuły

21 komentarzy

    1. @Witek Massimo Rivola mówiąc o winie Raula w Barcelonie postawił siebie w nie komfortowej sytuacji bo teraz by być traktowanym poważnie musi przyjmować taka samą retorykę do każdego swojego podopiecznego po błędach jego zawodników. I oczywiście co do Jorge ma rację ale można wiele kwestii załatwić między sobą a ostre uwagi załatwiać między sobą bez mediów

  1. Trochę się rivola zamotal w wypowiedzi popełnił błąd na chamowaniu a tak jak by nie popełnił gołym okiem było widać że prędkość jest mocno optymistyczna zatańczył jak baletnica szkoda tylko że popsuł wyscig 3 zawodnikom

      1. @elizabeth Ja uważam, że jeśli jakiś zawodnik jest winny wypadku, w którym inny zawodnik odniósł kontuzję, to do czasu wyleczenia, poszkodowany powinien dostawach połowę punktował winnego, albo tyle samo punktował co on zdobywa. Dzięki temu nie dałoby się wygrać mistrzostw eliminując rywala.

        Problemem jest, że winowajcą się karze, ale poszkodowany traci i w żaden sposób mu się tego nie wynagradza. Ciężko byłoby dobrze wynagrodzić, ale jakoś by się przydało. Co komuś po każe dla rywala jeśli odebrano mu zwycięstwo i kilka wyścigów?

        Np. za Alexa Marquez a powinien być ukarany zespół, bo stworzył zagrożeniem na torze (dziwnym trafem im się wszystkiego motocyklew tam ten weekend psuł) a nie zawodnik.

    1. @Werator12 wtedy Marc wyjechał za szeroko a Bezowi po prostu puścił przód-incydent wyścigowy,zdarza sie taki sport, natomiast Martin chciał wejsc w zakret 80km/ w który wchodzi sie 40 i to od wewnetrzej i to już jest duża przesada. Jak czytam komentarze ze Bez specjalnie wyciął Marka to glupota,przecież przy takim zderzeniu równoczesnie Marcowi mogło nie byc nie a Bez cały sie polamać

        1. @Werator12 Bez zaczął wygrywać jak Aprilia zrobiła motocykl równie dobry jak Ducati. Dlaczego wyeliminowanie Marca nie otworzyło drzwi do wygrywania Quartararo czy Bagnai? Możemy równie dobrze założyć że gdyby nie wywrotka Martina w zeszłorocznych testach to Marc w życiu by majsta nie zdobył tylko Martin

          1. @HOPKINS_PL Bzdura, najwyraźniej jesteś fanem Beza i nie przyjmujesz do wiadomości co wtedy zrobił. Widać było po nim frustracje że nie może wygrać, nawet teraz po sprincie na Węgrzech pogratulował sztucznie marcowi, widać strach w jego oczach że ktoś mocniejszy wraca.

      1. @HOPKINS_PL A co to za naginanie rzeczywistości?
        Żaden przód Bezzechiemu wtedy nie puścił. Wjechał wtedy jak kompletny amator w Marqueza przy wysokiej prędkości, a teraz dzięki temu prowadzi w mistrzostwach. Wszystkim polecam jeszcze raz zobaczyć ten wypadek, jest na oficjalnym profilu MotoGP na YouTube

  2. Spokojnie Panowie, Bezzecchiemi nawet to nie pomoże zdobyć tytułu, chociaż jak pomyślę, że jeszcze gorszy zawodnik (Bagnaia) ma dwa tytuły (ten pierwszy wiadomo w jakim stylu), ale jednak… więc może czasem, teoretycznie Martin jest dużo poważniejszym kandydatem do niego, a zna ten motocykl dużo gorzej i po prostu ma mniej czasu spędzonego na nim, duże szanse dawałbym DiGii, ale on cholera musi być po starcie agresywniejszy, bo traci pozycje i potem mimo kapitalnego tempa jest już za późno.

Dodaj komentarz

Back to top button