„Wypadek na Węgrzech był do przewidzenia”

Pierwszy zakręt wyścigu o GP Węgier zakończył się potężną kraksą. Jorge Martin stracił panowanie nad motocyklem do dohamowaniu, „kosząc” z toru Marco Bezzecchiego, Raula Fernandeza, Fermina Aldeguera i Fabio Di Giannantonio. Do mety dojechał tylko kierowca VR46 Ducati. W ocenie Luki Marinieg, kierowcy Hondy HRC, wypadek „był do przewidzenia”.

W udzielonym wywiadzie piąty zawodnik dzisiejszego wyścigu stwierdził, że ciasny pierwszy zakręt toru Balaton Park prowokuje do tak niebezpiecznych wypadków: Moim zdaniem to było do przewidzenia. Wczoraj byliśmy super ostrożni. Ale dzisiaj, dla wielkiej nagrody, ryzykuje się wszystko, bo wiadomo, że można osiągnąć dobry wynik, kończąc pierwsze okrążenie na pierwszych trzech pozycjach”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Włoch cieszy się, że wszyscy uczestnicy karambolu wyszli z niego bez szwanku: „Z pewnością szkoda zawodników biorącym udział w zdarzeniu. Ale wszyscy są cali i zdrowi, więc skończyło się dobrze”.

Marini miał okazję obserwować dohamowanie Jorge Martina do pierwszego zakrętu. Już wtedy widział, że Hiszpan nie da rady uniknąć kolizji. W tym momencie starał się tylko uniknąć wypadku. Był jednak zaskoczony, że nie wywieszono czerwonej flagi: Widziałem to bardzo wyraźnie i powiedziałem sobie „On (tj. Jorge Martin – przyp. red.) uderzy, więc muszę mocniej hamować i być gotowym do skrętu, bo to na pewno będzie katastrofa!”. Spodziewałem się czerwonej flagi, ale nie nastąpiła. Ważne jednak, że nie była potrzebna, bo wszyscy wyszli cało”.

Luca nie ma wątpliwości, że układ toru i nowa, bardzo śliska nawierzchnia przyczyniły się do wypadku: Z pewnością układ toru nie pomaga, bo trzeba się zatrzymywać do 40 km/h. Układ toru nie pomaga, bo każda pozycja, którą zyskujesz w pierwszym zakręcie, to o jednego zawodnika mniej do wyprzedzenia w ciągu dwudziestu siedmiu okrążeń. No cóż, ta kombinacja może prowokować takie wypadki. Musimy przyznać, że źle wykonali asfalt, ale rozmawialiśmy o tym z MotoGP i doszło do nieporozumienia między nimi a torem”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Nowa nawierzchnia była wyjątkowo śliska. Dlatego też zawodnicy musieli uważać. Wyścigi Moto3 i Moto2 oraz sobotni sprint przebiegły bez problemów. W MotoGP niestety nie uniknięto kraksy: „Sprawy nie potoczyły się dobrze. Ale z pewnością jest tak, jak na starcie w deszczowych warunkach – kiedy jest mokro i ślisko, to trzeba uważać. Wczoraj wszystko poszło dobrze. Podobnie w Moto3 i Moto2 nie było problemów. Tym razem się nie udało. Tak się zdarza”.

Joan Mir, drugi z zawodników Hondy HRC, zauważył iż dużo ciężej było dohamowywać z prawej strony toru: Na tym torze bardzo łatwo o jakieś zdarzenie, ponieważ pierwszy zakręt jest bardzo śliski i jest tylko jedna czysta linia. Zawodnikom startującym z prawej strony toru bardzo trudno się zatrzymać, w związku z czym Jorge Martin zablokował przód”.

Mistrz Świata MotoGP z 2020 roku również obserwował problemy „Martinatora” na kilka sekund przed karambolem: „Kiedy zobaczyłem, że Jorge nadjeżdża, pomyślałem „Tu się coś wydarzy!”. Mam więc nadzieję, że wszyscy są cali i zdrowi”.

Prześlij opinię

Kliknij, aby pominąć reklamę

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button