Crutchlow wyjaśnił przyczynę wycofania z GP Włoch

Cal Crutchlow boleśnie przekonał się, jak wymagająca jest obecnie rywalizacja w MotoGP. Brytyjczyk po blisko trzech latach przerwy powrócił do jazdy w warunkach wyścigowych. Sobotni sprint zakończył na ostatnim miejscu, daleko za rywalami. Problemy z barkiem zmusiły go natomiast do wycofania z niedzielnych zmagań. Czy 41-latek pojawi się jeszcze na gridzie klasy królewskiej?

Tor Mugello jest bez wątpienia jednym z najbardziej wymagających torów w kalendarzu MotoGP. Dlatego też zadanie Cala, który od dłuższego czasu nie jest czynnym zawodnikiem, było jeszcze bardziej utrudnione. Brytyjczyk, który w latach 2015-2020 reprezentował barwy LCR Honda jako etatowy zawodnik, zdecydował się zastąpić kontuzjowanego Johanna Zarco we włoskiej ekipie. Powrót do wyścigów okazał się z pewnością trudniejszy, aniżeli sam Anglik myślał.

Kliknij, aby pominąć reklamę

W trakcie kwalifikacji Cal uzyskał czas blisko sekundę gorszy od przedostatniego Michele Pirro, kierowcy testowego i rozwojowego Ducati! W sobotnim sprincie natomiast Crutchlow przeciął linię mety blisko czterdzieści sekund po zwycięzcy, a dwanaście za Pirro. W wyścigu głównym 41-latek walczył dzielnie. Anglik odczuwał jednak silny ból barku, który w poprzednich latach miał kilkukrotnie kontuzjowany. Ostatecznie Brytyjczyk był zmuszony wycofać się z rywalizacji.

W udzielonym wywiadzie zawodnik LCR Honda stwierdził, że problemy z barkiem pojawiły się już podczas rozgrzewki. Pomimo, że badania potwierdziły pewne uszkodzenia, Cal zdecydował się na start, w porozumieniu z zespołem: Niestety, dziś rano podczas rozgrzewki coś sobie uszkodziłem w barku. Przeszedłem kilka badań w centrum medycznym i widać pewne uszkodzenia. Zalecono mi, żebym zrobił wszystko, co w mojej mocy, w wyścigu i to wszystko. Zespół był tego świadomy. Oczywiście chciałem przejechać cały dystans wyścigu. Ale z tego powodu nie było to możliwe”.

Do czasu uporczywego bólu, który zmusił Anglika do wycofania z wyścigu, prezentował lepsze tempo, aniżeli w sprincie. Brytyjczyk żartował, że ukończył cały wyścig, lecz dokonał tego na raty: Moje czasy okrążeń były już znacznie lepsze niż w sprincie. Planowałem zjechać po trzech okrążeniach, potem pięciu, potem ośmiu, a na końcu jedenastu. Wczoraj zrobiłem pół GP, a dzisiaj kolejne pół. Więc ukończyłem wyścig Grand Prix. Tylko w dwóch połowach! Jak mecz piłki nożnej”.

Kliknij, aby pominąć reklamę

Przed Calem kilka badań, które potwierdzą, czy ból wynika z poważnego urazu, czy też nadwyrężenia dawno nieużywanego mięśnia: Muszę jutro iść na kilka badań, żeby zobaczyć, jak wygląda sytuacja. Oczywiście jestem tym rozczarowany, ale tak naprawdę nie wiem, czego się spodziewałem – powrotu i próby jazdy na jednym z tych motocykli po Mugello. Prawdopodobnie po prostu używam mięśnia, którego nie używałem Bóg wie jak długo i który naciągnąłem w weekend. Poczułem, że coś się stało. A potem poczułem spory ból. Ale chciałem przynajmniej wystartować i zobaczyć, co się stanie”.

Pomimo problemów Crutchlow jest zadowolony z możliwości występu: Czułem się dobrze. Ale potem ból się nasilił. Mam naprawdę wysoki próg bólu. Zawsze taki miałem, więc nie chciałem zrobić sobie większej krzywdy. Dlatego też przestałem. Ale zespół jest zadowolony. Honda jest zadowolona. Jestem zadowolony z przebiegu weekendu”.

Zarówno Cal, jak i LCR Honda, mieli świadomość że weekend może być ciężki. Dlatego też cieszą się z faktu, że Anglik był w stanie w ogóle rywalizować, po tak długiej przerwie i po tylu kontuzjach: Przede wszystkim spodziewałem się i oni też oczekiwali, że będę wolniejszy, niż byłem. Niełatwo jest mieć tak długą przerwę, a potem wrócić na tor, to pewne. Udało mi się przejechać ponad czterdzieści okrążeń w Misano. Nie mówię, że nie poszło mi dobrze, ale kiedy tu przyjechałem, wciąż nie wierzyłem, że to możliwe po jeździe w Misano”.

Póki co nie wiadomo, czy trzykrotny zwycięzca Grand Prix pojawi się na starcie GP Węgier: „Ocenimy sytuację i podejmiemy decyzję”

Kliknij, aby pominąć reklamę

Życzymy Calowi Crutchlowowi szybkiego powrotu do zdrowia!

Źródło: crash.net

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button