Nietypowe problemy Francesco Bagnai
Francesco Bagnaia długo prowadził w wyścigu o GP Włoch. Ostatecznie kierowca fabryczny Ducati musiał uznać wyższość duetu Aprilii. Były dwukrotny Mistrz Świata MotoGP został dogoniony również przez Aiego Ogury. Ostatecznie Pecco obronił się na prostej start-meta przed kierowcą Trackhouse Aprilia. Pod koniec rywalizacji Bagnaia zmagał się jednak nie tylko z japońskim samurajem, ale również… deską rozdzielczą!
W udzielonym wywiadzie Bagnaia przyznał, że odważny atak na Bezzecchiego był kluczem do utrzymania podium: „Starałem się nie tracić zbyt dużo przyczepności tylnej osi, ale po połowie wyścigu zacząłem mieć trochę problemów. Wiedziałem, że „Bez” jest blisko mnie. Powiedziałem więc: „OK, zaatakuje, ale muszę się uspokoić, bo jeśli nie, nie będę na podium”. Ostatecznie to było kluczem do wywalczenia trzeciego miejsca”.
Pecco opisał również okoliczności walki z Aiem Ogurą. Włoch miał świadomość, że tempo Japończyka pod koniec rywalizacji będzie bardzo wysokie: „Kiedy zaczynałem okrążenie z przewagą 1,4 sekundy nad Ogurą, powiedziałem sobie: „On dojedzie”. Bo zazwyczaj na ostatnich okrążeniach jest niesamowity. Zacząłem słyszeć jego motocykl w dwunastym zakręcie i powiedziałem „OK, muszę hamować najmocniej, jak potrafię w ostatnim zakręcie, żeby nie dać mu miejsca. A jeśli spróbuje mnie wyprzedzić, pojadę szeroko”.
Bagnaia nie ukrywa, iż podjął spore ryzyko w obronie pozycji przed Ogurą, maksymalnie opóźniając hamowanie: „Strategia była więc słuszna, ale trochę na granicy możliwości, bo utrata podium w ten sposób na ostatnim zakręcie mogła się skończyć katastrofą. Próbowałem po prostu wszystkiego”.
Na prostej start-meta Francesco w pełni wykorzystał możliwości Desmosedici GP26. Swoją maszynę określił mianem „rakiety”: „Ale dzisiaj mój motocykl był jak rakieta, więc trudno było mnie ponownie wyprzedzić. To prawda, że w ostatnim zakręcie mocno się kręciłem, więc liczyłem tylko na jak najlepsze wyjście. Mocno przechyliłem się na nierównościach, żeby nie wypaść na kole przednim. I to wystarczyło, żeby stanąć na podium. Ale to również zasługa mojego silnika, bo był naprawdę mocny”.
FB63 przyznał, że pod koniec zmagań zmagał się z problemami technicznymi deski rozdzielczej swojego motocykla. Pokazywała bowiem dwa okrążenia do mety. Poczuł więc chwilową dezorientację, a zarazem ulgę, kiedy ujrzał flagę w czarno-białą szachownicę: „Byłem trochę zdezorientowany, bo mój motocykl mówił mi „Zostały dwa okrążenia”. Kiedy więc zobaczyłem flagę w szachownicę, powiedziałem: „Bardzo dziękuję!”, bo utrzymanie się na czele przez kolejne okrążenie było zwyczajnie niemożliwe”.
Kierowca fabryczny Ducati powtórzył wyczyn z GP Katalonii, zajmując trzecie miejsce w niedzielnym wyścigu. Tym razem jednak najniższy stopień podium wywalczył w walce, a nie po karze nałożonej na rywala. Włoch nie ukrywa, że wynik ten bardzo podbudowuje jego morale: „Widać wyraźnie, że mamy problemy. Brakuje nam przyczepności tylnej osi, również w porównaniu z innymi Ducati. Staramy się więc obrać inną drogę”.
29-latek podkreśla, że pomimo trudności w ostatnich dwóch sezonach nigdy się nie poddał, nieustannie dążąc do odzyskania formy: „W moim przypadku, w ciągu ostatnich dwóch sezonów, motocykl zaczął mieć inny balans. Staramy się po prostu przywrócić balans do preferowanej przeze mnie pozycji, a rezultaty przyjdą. Dlatego też prostu idziemy do przodu małymi krokami. Zbliżamy się jednak do mety i jestem prawie pewien, że w przyszłości będziemy tam walczyć z nimi. Obecnie nadal są nieco szybsi”.
Media donoszą, że Jorge Martin może utrzymać posadę w Aprilii. W tym wypadku Francesco Bagnaia wraz z Nicolo Bulegą mogliby utworzyć skład Trackhouse. Najbliższe miesiące dadzą nam jednak odpowiedź na pytanie, gdzie trafią poszczególni zawodnicy. Na razie pewni swoich miejsc są tylko czterej kierowcy – Marco Bezzecchi w Aprilii, Toprak Razgatlioglu w Pramac Yamaha oraz Johann Zarco i Diogo Moreira w LCR Hondzie.




Nieźle Pecco musiał skręcać drogę, że deska rozdzielcza kazała mu jeszcze jedno kółko pojechać. Przypominam się Honda i pierwszy sezon michałków, kiedy zawodnicy mieli zmienić opony po 10 kółkach, aby opony się nie rozpadły i HRC Marquezowi kazało zjechać na 11 okrążeniu… Taki kosmiczny poziom, a tak proste błędy się zdążają. Całe szczęście, że Pecco to nie jakiś Aleix Espargsro i ogarnął.